„Cmentarz w Pradze”

Najnowsza książka Umberto Eco przypomina trochę… „O północy w Paryżu” Woody’ego Allena. Cofamy się w czasie, aby spotkać sławy sprzed kilku pokoleń. Eco jednak, w przeciwieństwie do Allena, swoich odbiorców nie ma zamiaru bawić. Zabawnie jest jedynie na początku, kiedy główny bohater „Cmentarza w Pradze” wspomina o tym kogo nienawidzi i dlaczego. Jego głównym wrogiem są Żydzi, których zna jednak wyłącznie z opowieści swego dziadka. „Zapewnił mnie on, że Żyd – próżny jak Hiszpan, tępy jak Chorwat, chciwy jak Lewantyńczyk, niewdzięczny jak Maltańczyk, bezczelny jak Cygan, brudny jak Anglik, służalczy jak Kałmuk, władczy jak Prusak i oszczerczy jak mieszkaniec Doliny Aosty – oddaje się zapamiętale cudzołóstwu z powodu niepohamowanej żądzy, wywołanej przez pobudzające erekcję obrzezanie”.

Na tym jednak nie koniec, bo bohater, którego stworzył Eco nie przepada również za Niemcami. „Niemiec cierpi stale na niestrawność spowodowaną nadmierną konsumpcją piwa i kiełbasy wieprzowej, za którymi przepada (…). Wskutek nadmiernego spożycia piwa Niemcy są całkowicie niezdolni zdać sobie sprawy z własnej wulgarności, której szczytem jest to, że nie wstydzą się być Niemcami” – uważa. Nie lepiej jest z Francuzami: „Francja to jedyny kraj, którego obywatele przez wiele lat zajmowali się wzajemnym ucinaniem sobie głów. Na szczęście Napoleon ukierunkował tę furię na inne narody, ustawił Francuzów w kolumny i wysłał ich, by pustoszyli Europę”. Dostaje się również Włochom oraz księżom – „Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej hołoty”.

Powieść Eco zaczyna się w 1897 roku, kiedy to Simone Simonini postanawia zacząć spisywać swe dzieje. Ten notariusz i fałszerz obawia się, że cierpi na rozdwojenie jaźni i postanawia zwalczyć swą chorobę w sposób przekazany mu przez doktora Freuda. Pozwala ręce pisać to, czego nie pamięta głowa. I w ten sposób z kart jego dziennika poznajemy ludzi znanych nam już z historii: Dumasa, Garibaldiego, Dreyfusa oraz wielu innych. Okazuje się, że spośród głównych bohaterów tej książki jedynie Simonini jest postacią fikcyjną.

Simonini skończył studia prawnicze i po śmierci dziadka zaczął pracować u notariusza, który nauczył go sztuki fałszowania testamentów i innych ważnych dokumentów. Wkrótce uczeń przerósł mistrza i przejął jego interesy. Zwykłe fałszerstwa mu jednak nie wystarczały, zajął się więc współpracą z oficerami policji oraz służb specjalnych. Wymyślał spiski po to tylko, aby policja mogła odnieść sukces aresztując spiskowców. Za każdym razem posuwał się o krok dalej.

W 1894 francuski kapitan Alfred Dreyfus został oskarżony o przekazanie Niemcom tajemnic wojskowych. Aresztowano go, oskarżono o zdradę i skazano na dożywotnie zesłanie. Dowody przeciwko niemu były sfałszowane. Ponieważ jednak pochodził on z żydowskiej rodziny, stał się idealnym kozłem ofiarnym dla rozwijającej się wówczas nacjonalistycznej skrajnej prawicy. O rewizję wyroku nałożonego na Dreyfusa walczył m. in. pisarz Emil Zola. Sprawa została ponownie rozpatrzona, wykazano fałszywość dowodów, jednak wyrok skazujący utrzymano, zmniejszając karę do 10 lat. Całkowita rehabilitacja nastąpiła dopiero w 1906 r. Dreyfus wrócił do armii i walczył w jej szeregach podczas I wojny światowej. Co stało się z osobą, która sfałszowała dowody? Umberto Eco mówi swoim czytelnikom, że nic złego. Wręcz przeciwnie – jego kariera rozwijała się dalej.

Simonini miał obsesję dotyczącą Żydów. Nienawidził ich, bo tego nauczył go dziadek. Próbował więc ich oczerniać na znane sobie sposoby. Fabrykował przez lata dokument, a raczej kolejne jego wersje, o rzekomym tajnym spotkaniu znaczących rabinów, do którego doszło na żydowskim cmentarzu w Pradze. W usta rabinów wkładał słowa, na które akurat istniało zapotrzebowanie ze strony jego mocodawców. Nad swoim dziełem pracował przez wiele lat. W końcu sprzedał je Rosjanom. Oni na tej podstawie opracowali słynne „Protokoły mędrców Syjonu”.

W swojej książce Eco kilka razy wspomina ustami swoich bohaterów, że kłamstwo jest udane tylko wtedy, gdy wydaje nam się znajome. Uwierzymy w fałszywe zeznanie jeśli uznamy, że podobne stwierdzenia już gdzieś słyszeliśmy. Rzeczy nieprawdopodobne, nowe i zupełnie nieznane zostaną zaś przez odbiorców potraktowane niepoważnie. Tak też jest z książką Eco. Jego bohaterowie wypowiadają słowa, które czytelnikowi wydadzą się znajome. Na takich „zapożyczeniach” opierały się zresztą „Protokoły…”. Eco jednak nie pisze w ten sposób, aby z czytelników zakpić. On udowadnia, że Simonini wciąż żyje i mieszka wśród nas. Mało tego, ma się całkiem nieźle.

„Cmentarz w Pradze” jest książką inną niż najsłynniejsza powieść Eco – „Imię róży”, jednak tych, którzy szukają tajemniczych intryg nie rozczaruje. Autor zostawia nas z nierozwiązaną zagadką. Sprawia, że niewinni do tej pory bohaterowie stają się podejrzani. Tylko czy w świecie nieustających intryg i walki o wpływy ktoś może pozostać rzeczywiście niewinny?

Katarzyna Markusz