„Jerozolimskie morze”

Viola Wein urodziła się w Poznaniu, z którego wyemigrowała do Izraela w 1968 roku. Zajmowała się grą na fortepianie i tłumaczeniem hebrajskich tekstów na język polski. W latach 90-tych zaczęła pisać. „Jerozolimskie morze” to jej trzecia książka. Jej bohaterka jest wprawdzie kobietą zamożna, ale bardzo samotną. Ta samotność towarzyszy jej przez całe życie. Jako mała dziewczynka nie dostała od rodziców wystarczająco dużo ciepła i czułości. Jako dorosła kobieta również miała problem ze znalezieniem swego miejsca w życiu.

Tajemniczą bohaterkę „Jerozolimskiego morza” poznajemy w gabinecie lekarskim. Kobieta ma nowotwór. „Obcięty biust to też nie problem, bo w naszym kraju mamy najlepszych chirurgów plastycznych na całym świecie i rekonstruujemy, jak Pan Bóg stworzył” – wyjaśnia jej lekarz. – „Nawet lepiej. Jak modelkom. Nic dziwnego, tyle wojen i ataków terrorystycznych, więc mamy wprawę. Mąż czeka na zewnątrz? Nie ma męża? Dzieci są? Też nie ma? Kto jest?” Problem w tym, że nie ma nikogo.

Jako mała dziewczynka była samotna, bo wydawało się, że nikt nie rozumiał jej potrzeb i pragnień. Gdy w przedszkolu przyznała się do żydowskiego pochodzenia, dzieci przestały się z nią bawić, a wychowawczyni pomijała czasami przy nakładaniu zupy podczas obiadu. Ale Viola Wein nie oskarża tych osób o antysemityzm. Patrzy na nich oczami małego dziecka, które nie wszystko jest w stanie zrozumieć.

Człowiek podobno do wszystkiego jest w stanie się przyzwyczaić. Czy do śmierci również? Bohaterka książki chyba stopniowo oswaja się z myślą o swojej chorobie i niebezpieczeństwie, jakie ona ze sobą niesie. Jednocześnie wraca do czasów młodości spędzonej w Polsce. Złe wspomnienia zdają się blednąć, ustępując miejsca temu, co było pozytywne, tym krótkim chwilom, w których czuła się szczęśliwa. Widmo śmierci sprawia, że nie myśli o przyszłości, żyjąc jedynie czasem przeszłym.

W „Jerozolimskim morzu” nie mogło oczywiście zabraknąć pewnych refleksji na temat współczesnego Izraela i jego problemów. Stanowią one jednak tylko tło dla cierpienia głównej bohaterki. Ona oczywiście do tego cierpienia się nie przyznaje, ale swoją samotność podkreśla na każdym kroku. Najgorsze jest to, że nigdy nie było inaczej, nigdy nie zaznała prawdziwego uczucia, a osoby, które nim obdarzała znikały z jej życia niespodziewanie. W dniu operacji, która ma uratować jej życie jest więc sama, jeśli nie liczyć wynajętego przez nią mężczyzny do towarzystwa. Ale czy jemu uda się sprawić, że chora kobieta poczuje się lepiej? Czy ktokolwiek mógłby tego dokonać?

„Jerozolimskie morze” Viola Wein, wyd. Zysk i S-ka Wydawnictwo


Katarzyna Markusz