Kazik Ratajzer

Nie zyskał sławy jak Anielewicz, Cukierman albo Edelman. Nie był zresztą żadnym z dowódców, chociaż akcja wydostania z getta bojowników ŻOB zależała w dużej mierze od niego. Był za to odważnym, dzielnym człowiekiem, którego w najważniejszych momentach nie opuściło szczęście. Kazik Ratajzer stał się teraz bohaterem książki napisanej przez Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetko.

Szymon Ratajzer wychowywał się na przedwojennym warszawskim Czerniakowie. „Czerniaków to była dzielnica pierwsza klasa” – powie po latach. Od zawsze był aktywny i pełen energii. Nie bał się wyzwań i trudnych sytuacji. Nie poddawał się. W ciężkich chwilach zawsze miał nadzieję na to, że los się jeszcze odwróci. I ta nadzieja pozwoliła mu przetrwać. Nie tylko sam przeżył, ale uratował też kilkadziesiąt innych osób. Jest bohaterem. Bohaterem, który wciąż stoi w cieniu.

Gdy wybucha wojna Szymon ma 15 lat. Nie pozostaje obojętny. Chce działać. Z czasem do Żydów stłoczonych w warszawskim getcie zaczynają dochodzić pogłoski o masowych mordach dokonywanych przez Niemców w specjalnie do tego celu stworzonych obozach. Mało kto w to wierzy, bo przecież takie rzeczy trudno sobie nawet wyobrazić. Wielu do końca jest przekonanych, że pociągi z Umschlagplatzu wiozą ich do pracy na wschód. Nie dopuszczają do siebie myśli o śmierci. Tak samo jest z mieszkańcami getta. Dlatego nie organizują zbrojnego oporu przeciwko Niemcom. „Dziesiątki razy przemawiałem do młodzieży. I zawsze pada to pytanie: Dlaczego powstanie wybuchło tak późno? Mówię wtedy, że aby powstanie było wcześniej, człowiek musi wierzyć, że chcą go zabić. Jeśli nie wierzy, to nic nie zrobi” – mówi Ratajzer. A oni nie wierzyli.

Szymon ma tzw. dobry wygląd. Może więc poruszać się poza gettem. To dlatego zostaje podczas powstania wysłany na aryjską stronę, aby wraz z Cukiermanem przygotować ucieczkę pozostałych bojowników ŻOB. Musi jednak radzić sobie sam, bo Cukierman przeżywa załamanie nerwowe. Wykazuje się ogromną determinacją i odwagą. W międzyczasie Szymon przeistacza się w Kazika – członka Armii Krajowej troszczącego się o swoich żydowskich znajomych. Jego polska tożsamość pomoże wielokrotnie jemu i jego przyjaciołom. Stąd też biorą się pogłoski o pomocy ze strony AK dla walczących w getcie Żydów. Bo przecież Kazika wszyscy biorą za ważną osobistość w podziemiu, „pana z Warszawy”, który z jakiegoś powodu chroni Żydów. Nikt nie śmie mu się jednak przeciwstawiać. Tak bardzo jest przekonujący. I ma dużo szczęścia.

Jesienią 1944 roku Kazik nawiązuje kontakt z Krakowem. Chce zdobyć trochę pieniędzy i dokumenty dla siebie i swoich towarzyszy. Gdy zjawia się w mieście dostrzega ogromną pustkę. „Bo w Krakowie Żydów już nie ma” – mówi. Jednocześnie próbuje odnaleźć przyjaciół, z którymi stracił kontakt podczas powstania warszawskiego. W jednym ze szpitali na Bemowie udaje się odnaleźć Cywię, Marka, Antka i innych. Kazik zostaje z nimi, aby w razie czego pomóc im jako stuprocentowy Polak.

Grupa ŻOB podczas powstania warszawskiego związała się z AL, a to dlatego, że członkom AK zdarzyło się zamordować kilku Żydów. Teraz Kazik z polecenia AL jedzie do Lublina, by skontaktować się w „Wiesławem”, czyli Władysławem Gomułką. Ten nie ukrywa przed Kazikiem swoje niechęci do Żydów. „Teraz w wolnej Polsce Żydzi będą musieli pracować na swoje utrzymanie” – stwierdza Gomułka. Kazik obawia się, że nowy system, który przychodzi do Polski od wschodu nie przyniesie prawdziwej wolności. Postanawia odszukać rodzinę w Warszawie. Jedzie tam samochodem razem z rabinem Kahane. Ale stolica to jedna wielka kupa gruzu. Nie ma tam nic, ani przedwojennych znajomych z podwórka, ani znanych dobrze budynków, ulic, zakamarków. W jego rodzinnym domu mieszka już ktoś inny. Kto? Tego Kazik nie chce wiedzieć. Nowe życie musi zacząć gdzie indziej. Zanim to jednak nastąpi dołączy do brygady „Mścicieli”, którzy będą chcieli zamordować 6 milionów Niemców.

Ratajzer bez wątpienia jest bohaterem, chociaż za tym określeniem nie przepada. „Przecież myśmy nie zwyciężyli! Jeszcze jedno takie bohaterstwo i żaden Żyd nie zostanie przy życiu” – uważa. W najtrudniejszych chwilach Kazik wykazał się odwagą i zdecydowaniem. A był przecież wtedy młodym chłopcem, który w normalnych czasach zamiast walczyć o życie przez lata okupacji, chodziłby z dziewczynami do kina i na spacery po parku. Tymczasem on ciągle ratował życie słabszym, opuszczonym, bezradnym ludziom, którzy żyli z odroczonym wyrokiem śmierci. Wszyscy oni mogli zginąć w każdej chwili. Przetrwali nieliczni. I tylko oni mogli później opowiedzieć swoje tragiczne historie. Dzięki nim w zbiorowej pamięci przetrwali też ci, którym nie dane było doczekać końca wojny.

Kazik, dziś Simcha Rotem, opowiada swoją historię w ciekawy sposób. Czytając ją, ma się wrażenie, że Kazik siedzi naprzeciwko i snuje swoją opowieść o dawnym świecie, po którym nie zostało już wiele śladów. On go jednak pamięta i dzięki tej pamięci próbuje odtworzyć.

„Bohater z cienia. Kazik Ratajzer” Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, wyd. Weltbild Polska Sp. z o. o.

Katarzyna Markusz