Gabi i Uwe

Uwe von Seltmann jest dziennikarzem, pisarzem, osobą dociekliwą. Spotkanie z nieznajomym Żydem w krakowskiej synagodze Remu sprawia, że zaczyna drążyć rodzinną historię. Poznaje nieznane fakty z życia swego dziadka – esesmana. W tym samym czasie jego żona, Gabriela, poznaje historię swojego dziadka, który zginął w obozie koncentracyjnym.

W wielu miejscach na wybrzeżu Japonii stoją stare kamienie z inskrypcjami ostrzegającymi przed tsunami. Mają one tak wiele lat, że zdążyły już porosnąć mchem i chwastami. Ludzie przechodzą koło nich obojętnie. Dlatego tak wielu z nich zginęło podczas ostatniego ataku tsunami. Po prostu nie wiedzieli jak się w takiej sytuacji zachować. Ale nie mieszkańcy wsi Aneyoshi. Tam wszyscy zdołali się uratować. Oni znali dobrze treść tych kamieni, bo uczono o nich w miejscowej szkole.

Taką historię przytacza na początek swojej opowieści Uwe von Seltmann. Jego zdaniem pamięć o przeszłości trzeba ciągle podtrzymywać. Zapominanie może grozić kolejnym kataklizmem. Mówienie o trudnych kartach naszej historii jest ważne i należy robić to ciągle. Kiedy wydaje się, że na temat II wojny światowej i Holokaustu wszystko już zostało powiedziane, wciąż okazuje się, że możemy odkryć coś nowego, co nas zaskoczy i być może zmieni sposób postrzegania pewnych spraw. Są przecież rodzinne archiwa, które kryją różne tajemnice. Pożółkłe zdjęcia, na których mężczyznom zamalowywano na mundurach kołnierzyki z emblematami SS mówią czasami więcej niż można się było dowiedzieć przez kilka lat od członków własnej rodziny. Uwe w pewnym momencie zaczyna dostrzegać podobieństwa w charakterze swoim i dziadka, którego nigdy nie miał okazji poznać. Obaj lubili podróże, obaj byli dziennikarzami. Jak wobec tego w czasie wojny zachowałby się Uwe? Czy również dołączyłby do załogi Odilo Globocnika, odpowiedzialnego za wymordowanie tysięcy ludzi?

Odkrywanie rodzinnej historii jest dla Uwe niezwykle trudne, chociaż wydaje się, że ma do tego konieczny dystans. Nigdy nie poznał swojego dziadka. Jedyne co po nim ma to kilka starych fotografii i dokumentów. A jednak czuje nad sobą cień tego człowieka. Przecież to jego dziadek – ktoś, kto w normalnych warunkach wychodziłby z nim na spacer do parku albo rozpieszczał słodyczami. Rodzina Seltmannów w pewien sposób obawia się poznania prawdy o Lotharze. Jednocześnie chcą i nie chcą wiedzieć, bo obawiają się tej wiedzy i jej wpływu na własne życie. W końcu to nie jest łatwa historia, a jej zbadanie wymaga ogromnej odwagi. „Wcale nie chcę tego wiedzieć… Nie tak dokładnie” – pisze Uwe von Seltmann. A jednak decyduje się poznać historię swojego dziadka na tyle dokładnie na ile jest to możliwe. Nawet jeśli ta wiedza może sprawiać ból.

Ważnym miejsce dla Uwe jest krakowski Kazimierz. To tutaj w synagodze Remu spotkał tajemniczego mężczyznę, który uświadomił mu, że ma wyrzuty sumienia z powodu tego, co robił jego dziadek. To tutaj poznał swoją żonę Gabrielę. Ona również nie wiedziała zbyt wiele o swoim dziadku, poza tym, że zginął w Auschwitz. Ona również, podobnie jak Uwe, postanowiła ruszyć na poszukiwanie swojej rodzinnej przeszłości. Nie była to łatwa podróż, ale oboje wynieśli z niej niezwykle cenne doświadczenia.

Michał Pazdanowski, dziadek Gabrieli, należał do Cracovii, dużego klubu sportowego w Krakowie, który był w konflikcie z Wisłą. 11 czerwca 1933 roku odbył się mecz obu tych drużyn. Cracovia, której trenerem był Gerhard Fleischmann, prowadziła 4:1. W 83. minucie meczu sędzia Zygmunt Rosenfeld wykluczył z gry grającego w Wiśle Henryka Reymana. Ten odmówił opuszczenia boiska, mówiąc, że od Żyda nie przyjmuje żadnych rozkazów. W efekcie z boiska zeszła cała drużyna Wisły, a mecz został przerwany. „Prawie siedemdziesiąt lat później Wisła nadała swemu stadionowi imię Reymana – nacjonalisty i antysemity, a kibole Cracovii noszą flagi izraelskie, szale z Gwiazdą Dawida czy plakaty z napisami Naród Wybrany” – pisze Uwe von Seltmann, który dużo czasu spędza na krakowskim Kazimierzu i z uwagą obserwuje zachodzące tu zmiany.

Michał Pazdanowski w czasie wojny przebywał w miejscowości Żabie (obecnie Werchowyna). Z dokumentów rodzinnych wynika, że tutaj został aresztowany 13 listopada 1942 roku przez gestapo. „Oznaczało to, że Michał nie został zatrzymany dlatego, że był Żydem. W listopadzie 1942 roku Niemcy i ich ukraińscy pomocnicy nieomal ukończyli już swoją robotę zagłady Żydów galicyjskich, zostawiając kilka tysięcy przy życiu jedynie we Lwowie i kilku pomniejszych miastach jak Kołomyja, Brody czy Tarnopol. Gabriela rozważała możliwość, że jej dziadek był Żydem, bo to, że w jej rodzinie byli żydowscy przodkowie, było dla niej zawsze jasne” – podkreśla Uwe von Seltmann.

Kiedy Uwe zajmował się historią swojego dziadka, było to dla niego trudne i bolesne. Część rodziny miała mu za złe, że rozgrzebuje historię, która powinna zostać zapomniana, rozdrapuje stare rany i wyciąga na powierzchnię demony z przeszłości. Nie było to dla nikogo łatwe. Jednak, kiedy zaczął zajmować się historią dziadka Gabrieli, musiał ponownie zmierzyć się z przeszłością swojej rodziny, z dziedzictwem, jakim obarczył go jego własny dziadek. Nie dla każdego spotkanie z Niemcem, w dodatku wnukiem esesmana, który brał udział w likwidacji warszawskiego getta, jest łatwym przeżyciem. Pojawia się opór, albo chociaż chęć wyrażenia swojej opinii o „tych Niemcach”. A jednak Uwe nie unosi się gniewem, nie buntuje się. Przyjmuje to wszystko z pokorą i chęcią zrozumienia.

Książka, która napisał Uwe von Seltmann to nie tylko opowieść o dwóch rodzinach, które połączyła tragiczna historia. To również próba odpowiedzi na pytanie w jakim stopniu nasi przodkowie naznaczyli nas swoim własnym cierpieniem, jaki wpływ na nasze życie mają dokonane przez nich wiele lat temu wybory. Czy możemy obwiniać współczesnych Niemców o to, co zrobili w czasie II wojny światowej ich dziadkowie? Dlaczego rodziny zamordowanych Żydów i Polaków wciąż czują strach? Niezwykle ważne jest przypominanie o tamtej historii. Bo jeszcze nie wszystko zostało powiedziane na temat Holokaustu i II wojny światowej. Trzeba więc wciąż prowadzić badania, publikować kolejne świadectwa. Bo tylko dokładna wiedza o tym, co się wydarzyło pomoże nam uniknąć podobnego kataklizmu w przyszłości. Ale czy trzeba jednocześnie obwiniać dzisiejszych Niemców o to, czego dokonali ich dziadkowie? Czy poczucie winy, jakie nosi w sobie wielu z nich jest słuszne?

„Gabi i Uwe. Mój dziadek zginął w Auschwitz. A mój był esesmanem” Uwe von Seltmann, wyd. Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Katarzyna Markusz