„Więcej gazu, Kameraden!”

Żołnierz, który patrzy z zainteresowaniem na nagie ciała młodych kobiet, mężczyzna, który przynosi kochance futro, z którego przed chwilą ktoś oderwał żółtą gwiazdę, maszyniści, którzy z braku węgla decydują się palić w piecu zwłokami dopiero co zastrzelonych dzieci. To bohaterowie kilkunastu opowiadań Krystiana Piwowarskiego, który postanowił opowiedzieć o Zgładzie z punktu widzenia tzw. zwykłych ludzi. Codzienne obcowanie ze śmiercią stało się dla nich czymś naturalnym. W pewnym momencie przestali ją traktować jak coś niezwykłego. I to ich obojętność wobec tego dramatu jest główną bohaterką książki „Więcej gazu, Kameraden”.

 

W książce Piwowarskiego nie ma tragicznych scen, w których Niemcy mordują Żydów, nie ma opisów bestialskich zachowań katów znęcających się nad ofiarami. A jednak to zło i okrucieństwo, będące jedynie tłem wydarzeń opisanych przez autora, przedziera się do wyobraźni czytelnika i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Bohaterowie Piwowarskiego uczestniczą w Zagładzie, są jej bliskimi obserwatorami, już dawno jednak przestali odbierać ją jako coś nadzwyczajnego. Uśpili swoje sumienia, bo tak łatwiej im funkcjonować w tak trudnej rzeczywistości. Pociągi wiozące Żydów, dymiące kominy krematoriów, śmierć obecna na każdym kroku to tylko elementy szarej codzienności. Szarej, bo zwyczajnej. Szarej, bo takiej, do której wszyscy zdążyli się już dawno przyzwyczaić. Żydzi wiezieni w tych wagonach już dawno przestali być ludźmi. Są co najwyżej „towarem”. Kimś, a raczej czymś na co nie warto zwracać uwagi. Ta obojętność wydaje się szczególnie okrutna.

W miejscu i czasie, w którym w kompletnej ciszy ginęło kilka milionów istnień ludzkich, tuż obok rodziły się dzieci, dorośli pracowali, młodzi bawili się. Wojna zachwiała ich dotychczasowym systemem wartości, ale szybko dostosowali się do nowych warunków. Śmierć przestała być czymś nadzwyczajnym, a zabijanie Żydów stało się wręcz czymś oczywistym. Bo przecież „tak musi być”. Jedna z bohaterek Piwowarskiego mówi: „ilekroć widziałam budynek przylegający do prostokątnego komina, uświadamiałam sobie istnienie punktów, z których nie zrobi się już ani kroku, bo nie są one miejscem przejścia, lecz końcem”. Ale to nie był jej koniec. Dlatego mogła spokojnie go obserwować aż przestało robić to na niej jakiekolwiek wrażenie.

Ta sama kobieta dostała później piękne futro, z którego niezgrabnie odpruto żółtą gwiazdę. „Mogliście jakoś inaczej ich oznaczyć. Mniej destrukcyjnie” – powie na ten widok. „Ktoś zrobił dziurę. Jakaś złośliwa ruda suka. Jestem pewna, że specjalnie. Ten ktoś chciał mnie ukarać. (…) Czy naprawdę nie da się uniknąć podobnych sytuacji? Wypalajcie im jakiś znak w widocznym miejscu, na policzku, na czole czy gdzie tam, ale oszczędzajcie garderobę. Przecież to głupie”.

„Moje rozterki co do formy znalazły rozwiązanie, kiedy przyjąłem, że powinienem opisać Zagładę głównie z zewnątrz” – podkreśla autor książki. „Uznałem za właściwe i dopuszczalne przyjąć punkt widzenia tych, którzy stali po drugiej stronie, a był to punkt, z którego pojmowało się uśmiercanie Żydów jako obowiązek, wyznanie wiary, ideał, biurokrację, wskazanie nauki, postęp cywilizacyjny, okazję do zarobienia, wreszcie rzecz naturalną i powszechną”.

Temat Zagłady, jeżeli już jest poruszany publicznie, to w kontekście czegoś, co nas nie dotyczy, co zdarzyło się dawno i jest nam obce. Tylko czy tak jest w rzeczywistości?

„Więcej gazu, Kameraden!” Krystian Piwowarski, wyd. Wydawnictwo WAB

Katarzyna Markusz