Nie nazywajcie nas „ukrytymi” Żydami

Wśród wydarzeń podczas lubelskich obchodów Sijum HaSzas, czyli zakończenia cyklu czytania Talmudu Babilońskiego, odbyła się sesja zapowiedziana jako seminarium dla „ukrytych” w Polsce Żydów (The Hidden Jews of Poland). W uroczystościach udział wzięło około 30 Żydów z całej Polski, dołączając tym samym do kilkudziesięciu Żydów, którzy przybyli z zagranicy oraz tysięcy tych, którzy obchodzili Sijum HaSzas na całym świecie. Było to niezwykle ważne wydarzenie oraz symboliczne odrodzenie żydowskiego życia w Polsce od czasu upadku komunizmu ponad 20 lat temu. A mimo tego – „ukryci” Żydzi? Gdzie się ukrywamy?

Termin „ukryci Żydzi w Polski” wprowadziła organizacja Shavei Israel, mająca siedzibę w Izraelu grupa, która wyciąga pomocna dłoń do „zagubionych Żydów” na całym świecie i która zorganizowała również seminarium w Lublinie.

Po upadku komunizmu w 1989 roku, Żydzi, którzy naprawdę pozostawali dotąd w ukryciu, zaczęli wychodzić z cienia i rozpoczęli odbudowę życia żydowskiego w Polsce. Byłem jednym z nich i dobrze pamiętam tamte trudne i pełne niepewności czasy. Jednak określenie to praktycznie wcale nie oddaje tego, czym dziś jest bycie Żydem w Polsce.

Seminarium podczas obchodów zakończenia cyklu Daf Jomi zorganizowane przez Shavei Israel było jednym z kilkudziesięciu – a może nawet kilkuset – żydowskich seminariów, zajęć, kursów, wykładów, warsztatów, konferencji, festiwali, grup dyskusyjnych, sesji na obozach letnich oraz innych wydarzeń odbywających się w tym roku w Polsce.

Co więcej, obchody Sijum HaSzas w Lublinie zorganizowano w historycznej siedzibie Jeszywy Chachmej Lublin, której założyciel, Rabin Majer Szapira utworzył szkołę nauczania Talmudu, Daf Jomi ponad 80 lat temu. Przez dziesiątki lat po Holokauście budynek jesziwy mieścił lubelską Akademię Medyczną, lecz nasza społeczność żydowska odzyskała budynek w 2003 roku. Pomieszczenia odrestaurowaliśmy oraz odbudowaliśmy tamtejszą synagogę i mykwę, które zostały oficjalnie otwarte w 2007 roku. Budynek obecnie dumnie stanowi centralny punkt dla niewielkiej, lecz tętniącej życiem społeczności żydowskiej w Lublinie.
Dokonaliśmy tego sami, finansując projekt z własnych funduszy – uzyskanych dzięki zwrotowi majątku – bez pomocy finansowej z zagranicy.

Już od ponad 20 lat dążymy do odbudowy życia żydowskiego w Polsce i muszę powiedzieć, że udało nam się osiągnąć bardzo wiele w tym kierunku.

Oczywiście nie dokonaliśmy tego wszystkiego sami.

Żywię ogromny szacunek oraz wdzięczność wobec organizacji takich, jak Fundacja Ronalda S. Laudera, American Jewish Joint Distribution Committee oraz World Jewish Relief, które tak bardzo nam pomogły, w momencie kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Podobnie chciałbym tu również wymienić Fundację Taubego oraz osoby takie, jak ocalały z Holokaustu filantrop Zygmunt Rolat, którzy dziś wnoszą tak cenny wkład w naszą działalność.
Pomoc ze strony Shavei Israel w przysyłaniu rabinów do Polski też jest niezwykle ważna.
Lecz my się nie ukrywamy, absolutnie nie. Jesteśmy widoczni, jesteśmy pewni siebie i jesteśmy częścią społeczeństwa. Proszę, aby organizacje z zewnątrz pokazywały obecną rzeczywistość polskiego życia żydowskiego w swoich materiałach oraz wypowiedziach.
Dziś naprawdę mamy całkiem nowe pokolenie polskich Żydów. Są to dwudziesto- oraz trzydziestoparolatkowie, którzy wyrastali w środowisku żydowskim, brali udział w obozach dla dzieci i młodzieży żydowskiej, studiowali w żydowskich szkołach oraz na uniwersyteckich kursach poświęconych kwestiom żydowskim, ludzie, którzy mieli kontakty z Żydami z całego świata. Są to Żydzi tacy, jak moje własne dzieci, dla których bycie Żydem nie jest ani doświadczeniem traumatycznym, ani też specjalnym powodem do dumy. Są po prostu Żydami – to wszystko.

Mam oczywiście świadomość, że gdzieś w Polsce, mogą być tysiące osób żydowskiego pochodzenia, rzeczywiście nadal pozostających w ukryciu. Lecz to nie oni by uczestniczyli w lubelskim seminarium Daf Jomi.

Muszą uczynić pierwszy krok, uznać swoje żydowski pochodzenie – jeśli chcą – i starać się stać się częścią społeczności żydowskiej. Może to być trudne, zarówno dla nich, jak i dla nas, aby pomóc im dokonać świadomego wyboru.

Jednak, mimo wszystko, coś się dzieje. Dziesięć lat temu, po powszechnym spisie ludności, około 1 100 osób uznało swoją przynależność do mniejszości żydowskiej w Polsce. Wynik ten w najnowszym spisie, zakończonym niedawno, wyniósł ponad 7 000.

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że życie żydowskie w Polsce nigdy nie będzie tak samo bogate i złożone jak w epoce przed Szoa, kiedy żyło tu ponad 3 miliony Żydów.
Ale ukrywający się Żydzi? Nie my!

Piotr Kadlcik
Przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce