Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady

„Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady” Raula Hilberga to książka wokół której Centrum Badań nad Zagładą Żydów wraz z Domem Spotkań z Historią zorganizowało dyskusję i spotkanie z Jerzym Kochanowskim, Dariuszem Libionką i Jerzym Giebułtowskim. Zapowiedziano także mającą wkrótce nastąpić pierwszą polską publikację „Zagłady Żydów Europejskich”, trzytomowego dzieła, nad którym Hilberg pracował przez większość swego życia.

W „Pamięci i polityce” Hilberg pisze o swoim życiu, które wypełniła praca historyka Zagłady. Nie tyle pisarza historycznego, ile badacza historii, który całe dorosłe życie studiował problematykę zagłady Żydów. Poświęcił się temu zadaniu w takim stopniu, że spisując dzieje swego życia, skupił się właśnie na pracy zawodowej. W książce autor odkrywa swój warsztat badawczy, przedstawia wieloletnie benedyktyńskie dociekania archiwalne, ukazuje problemy związane z zabiegami o publikację swojej książki czy niechętne nastawienie do zawartych w niej konkluzji ze strony prominentnych środowisk naukowych.

– Moja przygoda z Hilbergiem trwa od 2006 roku – mówi tłumacz Jerzy Giebułtowski. – Najprawdopodobniej jedna z ostatnich korespondencji, jakie prowadził, to była ta wysyłana do mnie i Centrum Badań nad Zagładą Żydów w sprawie tłumaczenia jego książki. „Pamięć i polityka” to odpowiedź na pytanie – kim był Hilberg. Gdyby I wojna światowa skończyła się inaczej jego rodzice mogliby być obywatelami Rzeczpospolitej, ponieważ pochodzili z Buczacza. Hilberg urodził się w Wiedniu w 1926 roku, a w 1938 wyjechał wraz z rodziną do Ameryki. Tam, ku swemu zaskoczeniu, zobaczył ławki „tylko dla białych” lub „tylko dla czarnych”. Podobne widział niedawno w Europie. Tylko że tamte przeznaczone były dla Aryjczyków. Hilberg pisał pod wpływem imperatywu etycznego. Jego język jest precyzyjnie czyszczony z emocji. Był pozytywistą, badał fakty. Prawie całe życie pracował w jednym miejscu i zajmował się wyłącznie Zagładą Żydów europejskich.

– „Pamięć i polityka” to fascynująca książka, od której trudno się oderwać – zapewnia Jerzy Kochanowski. – Hilberg pisze o tym, w jaki sposób dochodzi się do punktu, kiedy wkłada się kij w mrowisko i to całkiem świadomie. On podjął decyzję o zajęciu się Zagładą od strony sprawcy, a nie ofiary. Sam Hilberg uciekł przed Zagładą, ale zobaczył jej preludium. Jako historyk miał szczęście, bo dotarł do dokumentów, których nikt wcześniej nie widział. To jest dla historyka niezwykłe przeżycie. W jego przypadku było to 8,5 km akt. Miał też niezwykłe podejście do dokumentów. Widział, co jest za nimi, co się dalej za tym kryje. Później przeżywał męki historyka nad kompozycją książki – jak ułożyć zebrane dane, aby miało to sens. Poświęcił się pisaniu, procesowi tworzenia, odrzucając życie prywatne i młodość, aż napisał 1,5 tys. stron. Zazdroszczę mu tego, że potrafił skupić się na jednym temacie, potrafił wejść w temat tak głęboko, że odbił się od dna. Pierwsza zjadliwa krytyka pojawiła się później ze strony Jad Waszem. Gdy „The Destruction of the European Jews” została już opublikowana przez kolejnych 30 lat trwała kampania przeciwko niemu, ale on to wytrwał. W połowie lat 90. wiedział, że wygrał. Kilka tygodni temu Jad Waszem opublikowało hebrajskie wydanie „Zagłady Żydów Europejskich”.

– Jedyna wizyta Hilberga w Polsce miała miejsce w Lublinie w 1987 roku podczas konferencji poświęconej obozom zagłady – przypomina Dariusz Libionka. – Są dwa rodzaje źródeł, z których badacze mogą korzystać: dokumenty i relacje. Hilberg koncentrował się na dokumentach. W latach 1961-1992 trwała trzydziestoletnia wojna o jego książkę. Nie dawano mu dostępu do archiwum Jad Waszem. Kiedy w 2008 roku ukazało się kompendium poświęcone historiografii Holocaustu, tekst Hilberga otwierał ten tom. To oznacza, że topory wojenne zostały zakopane i nastąpił koniec wojny między historykami izraelskimi a Hilbergiem. On na samym początku swojej drogi życiowej i badawczej postanowił, że napisze syntezę Zagłady Żydów. Przez 15 lat pracował nad tą książką przy stoliku brydżowym, przy którym słuchał też Mozarta i Beethovena. Upadek muru berlińskiego postrzegał głównie przez pryzmat dostępu do archiwów. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że część dokumentów został bezpowrotnie utracona i nie będziemy wiedzieć wszystkiego.

Katarzyna Markusz