Powtórka z historii

„Skasowanie uboju rytualnego w Polsce”, “Projekt gwałci uczucia religijne Żydów”, “Zakaz uboju rytualnego jest ciosem dla rolnictwa”. To nie tytuły dzisiejszych wydań ogólnopolskich dzienników. To tytuły z prasy, która ukazywała się w naszym kraju w 1939 roku. Brzmią jednak niezwykle znajomo. Dziś, kiedy rzekomi obrońcy praw zwierząt starają się przekonać parlament o konieczności wprowadzenia zakazu uboju rytualnego, warto sobie o nich przypomnieć i uświadomić do czego taka sytuacja doprowadziła.

W 1939 roku Komisja Sejmowa uchwaliła całkowity zakaz uboju rytualnego, który miał wejść w życie 1 stycznia 1943 roku. Jednym z argumentów było wówczas to, że judaizm ma rzekomo nie nakazywać uśmiercania zwierząt w ten sposób. W imieniu społeczności żydowskiej występował wtedy poseł Sommerstein. “Dotychczas nie było kwestionowane istnienie danego przepisu religijnego, bo taki przepis religijny ponad wszelką wątpliwość istnieje i opiera się nie tylko na tradycji ustnej, ale bezpośrednio na zdaniu biblijnym. Wobec istnienia przepisu religijnego i to w ramach wyznania uznanego w Państwie, wszelkie ograniczenia, a w szczególności skasowanie uboju rytualnego gwałci uczucia religijne ludności żydowskiej i narusza jej prawa świadomego wyznawania wiry i wykonywania przepisów religijnych,” podkreślał poseł.

Wcześniej, bo już w 1934 roku, rząd hitlerowski zakazał uboju rytualnego na Śląsku Niemieckim. “Żydzi niemieccy odwołali się do komisji Calondera [a] Rząd Polski bronił przed tą komisją konstytucyjnych praw tej ludności i sprawę tę wygrał,” przypominał poseł.
Uboju rytualnego bronił też poseł Trockenheim. “Będzie to straszny cios dla rolnictwa, a tym samym dla gospodarstwa narodowego. Czy warto to wszystko przeprowadzić, byle tylko Żydom dokuczyć?”

Czyż nie podobne argumenty padają i dzisiaj? Dlaczego po ponad 70 latach wracamy do sprawy zakazu uboju rytualnego? Dlaczego pod przykrywką walki o prawa zwierząt pewne prawa chce się odebrać ludziom? Przytacza się argumenty o tym, że ubój ten jest mniej humanitarny niż ubój tradycyjny, bo nie stosuje się w nim ogłuszania. Na czym to “humanitarne” ogłuszanie polega? Na uderzaniu zwierzęcia lub traktowaniu go prądem, po to, by straciło przytomność. Czy to rzeczywiście aż taka wspaniałomyślność w stosunku do tej istoty, która później trafi na nasze stoły?

Gazeta Wyborcza w ciągu ostatnich tygodni opublikowała kilka tekstów Ewy Siedleckiej, która uparcie walczy z szechitą. Dołączyła do niej prof. Magdalena Środa, która napisała, że “tortury polegają na krępowaniu ciała, rozcinaniu żył, przełyku, tchawicy (bez przecinania rdzenia kręgowego) i oczekiwaniu na wykrwawienie się zwierzęcia.”

W judaizmie najważniejszą zasadą w traktowaniu zwierząt, obowiązującą zarówno Żydów jak i nie-Żydów, jest “car balei chajim”, czyli zakaz okrucieństwa wobec zwierząt i spożywania części ciała żyjącego zwierzęcia. Szechita – ubój zgodny z zasadami judaizmu jest objęty tym i wieloma innymi przepisami zakazującymi zadawania cierpienia. Obowiązkiem rzeźnika – Szocheta – jest korzystanie z ostrego jak brzytwa długiego noża (Halaf) który musi być co najmniej dwukrotnie dłuższy od szerokości gardła zwierzęcia. Uboju dokonuje się jednym szybkim cięciem, które powoduje natychmiastowy spadek ciśnienia krwi w mózgu zwierzęcia i utratę przytomności w czasie krótszym niż 2 sekundy. Zwierzę nie może być skrępowane ani przewrócone, musi być spokojne i nie wyrywać się, a po wykonaniu cięcia upaść samoczynnie. Złamanie tych zasad lub błąd w sztuce dyskwalifikuje mięso jako niekoszerne (trefne), dlatego od Szocheta wymagana jest dokładność i sumienność w wykonywaniu wszystkich związanych z ubojem czynności. Oznacza to, że pani prof. Środa perfidnie kłamie w swoim felietonie. Albo wypowiada się o czymś, o czym nie ma pojęcia. Jedno i drugie nie świadczą o niej dobrze.

Pani Siedlecka, Środa oraz pozostali obrońcy praw zwierząt pewnie świetnie czują się w towarzystwie młodych polskich faszystów, którzy w latach 30. walczyli uparcie (i z sukcesami) ze wszystkim co wiązało się z żydostwem. Wybijali szyby w żydowskich sklepach i domach, grozili Żydom śmiercią, jeśli nie wyniosą się z “ich” miejscowości, uniemożliwiali im normalną pracę, bojkotowali sklepy i nie dopuszczali do nich innych klientów. Używali też propagandy, takiej jaką m.in. dziś uprawiają wspomniane przeze mnie wyżej panie.

Pisząc te słowa nie występuję w imieniu jakiejkolwiek społeczności, a jedynie swoim własnym. W swojej pracy naukowej zajmuję się obecnie dwudziestoleciem międzywojennym i wiem, nie wydaje mi się, ale wiem z całą pewnością, że nie chcę żyć w tym czasie, nie chcę go przeżywać jeszcze raz, nie chcę tego doświadczać. Niczym nieusprawiedliwione ataki na innych ludzi, tylko dlatego, że wyznają inną religię, nie mogą być akceptowane w XXI wieku. To się nie może powtórzyć! A tym czasem wyraźnie widzimy, że właśnie się powtarza. Coraz bardziej akceptowalne są różne “judeosceptyczne” postawy; policja, prokuratorzy i sądy nie są w stanie ukarać wandali dewastujących żydowskie cmentarze, obrażających innych ludzi w niewybredny sposób, wybijających szyby w oknach, czy malujących swastyki na samochodach.

To wszystko dzieje się na naszych oczach. To się już zaczęło. Czy skończy się również na naszych oczach tak jak skończyło się dla wielu w 1942? Będziemy tak stać i się przyglądać?

Katarzyna Markusz