„Jestem Żydem”

„Rodziny, których nie ma, czyli anonimowi Żydzi polscy” to słuchowisko w ramach Teatru Polskiego Radia opowiadające o młodych Polakach, którzy nagle dowiadują się o swoich żydowskich korzeniach. Taka sytuacja może się przytrafić pewnie tylko w Polsce, a to ze względu na historię, którą wszyscy znamy i nie trzeba jej przypominać. Takie sytuacje były opisywane w prasie, a o jednej z nich powstał nawet film dokumentalny.

Polskie Radio, reklamując swoje słuchowisko, podaje, że bohaterowie „próbują na nowo zbudować swoją tożsamość. ‚Osłuchani’ z wieloma stereotypami na temat Żydów (byli wychowywani przeważnie w chrześcijańskich domach), przymierzają je do siebie – ‚nowych’.” Co to znaczy osłuchać się ze stereotypami w chrześcijańskich domach? Jakimi stereotypami? Dzieciństwo spędziłam w chrześcijańskim domu i nie wyniosłam stamtąd żadnego stereotypu na temat Żydów. Wszyscy moi znajomi z dzieciństwa wychowali się w chrześcijańskich domach i tylko o kilku mogę powiedzieć, że są antysemitami. Więc gdzie ten chrześcijański stereotyp? A może nie wynika on z chrześcijaństwa samego w sobie, a ze sposobu wychowania, rozmów z dziadkami, którzy swoje wybiórcze wspomnienia przekazują następnym pokoleniom jako prawdy objawione?

„Słuchowisko Wojtka Klemma i Michała Pabiana to historia trojga młodych ludzi, którzy spotykają się na sesjach terapeutycznych, gdzie próbują powiedzieć jedno zdanie: ‚Jestem Żydem’. Zdanie, a właściwie jedno słowo, paraliżuje, powoduje lęki” – podaje na swojej stronie Polskie Radio. Jeżeli słowo „Żyd” budzi w kimś lęk, to rzeczywiście powinien pójść do terapeuty. Jeżeli ktoś buduje wokół tak irracjonalnego lęku sztukę radiowego teatru, tym bardziej powinien skorzystać z pomocy specjalisty. Bo co pomyśli sobie słuchacz? Że bycie Żydem to jakiś koszmar, trauma, a może nawet i wstyd. Że do żydostwa trzeba się „przyznawać” tak, jakby było ono grzechem. A skoro tak, to może Żydzi są kimś gorszym?

„Mam na imię Agnieszka i od ośmiu lat jestem, ale tak na bank to od dwóch”, „Jestem Rozalia i od trzech lat jestem”, „Jestem Michał i od 12 lat jestem, to znaczy tak naprawdę to będę, bo załatwię to w tym roku” – mówią bohaterowie słuchowiska. Skoro Michał „załatwi to” w tym roku, to dlaczego wciąż boi się wypowiedzieć słowo „Żyd”? Po dwunastu latach świadomości swoich żydowskich korzeni? To jest aż tak straszne?

Są różni ludzie i każdy ma swoją, niepowtarzalną historię. Historie polskich Żydów również są różne. Nagłe odkrycie żydowskich korzeni nie jest czymś nowym. Są ludzie, którzy niczego w swoim życiu nie zmieniają. Są też tacy, którzy wracają do wiary swoich przodków. Ale czy potrzebują aż kilkunastu lat i terapii u psychologa, żeby powiedzieć „Jestem Żydem”?

Nie wiem jak dużą publiczność ma Teatr Polskiego Radia, ale reklamowanie sztuki w nim prezentowanej w taki sposób, mnie raczej zniechęca. Bo zamiast walczyć ze stereotypem, utrwala go jeszcze mocniej. Znacznie chętniej wysłucham, a może nawet obejrzę, sztukę pokazującą Żydów, którzy żyją tak samo jak inni; wesołe dziewczyny w butach na wysokich obcasach i w krótkich spódniczkach; chłopców, którzy mają dokładnie identyczne rozrywki, jak ich nieżydowscy koledzy. Bo to będzie bliższe prawdy, niż trauma, której u współczesnego dwudziesto- trzydziestolatka nie sposób się spodziewać. Żydzi to tacy sami ludzie jak wszyscy inni dookoła. I może dobrze by było, żeby tak właśnie na nich patrzeć.

Katarzyna Markusz