Macewy codziennego zapomnienia

“Isza”, czyli po hebrajsku kobieta, taki napis można było do niedawna odczytać na jednej z macew znajdującej się w tarasie przy Szewskim Rynku w Sokołowie Podlaskim. Kim była ta kobieta? Jak się nazywała? Złamana macewa niewiele już dzisiaj powie, bo w 2011 roku wraz z innymi została zamurowana po to, by “nie kłuć w oczy”. Kogo? Do dziś nie wiem.

Każda opowieść o sokołowskich Żydach zaczyna się od sformułowania “przed wojną”. Przed wojną mieszkało to ok. 6000 Żydów. Mieli oni swoją synagogę, domy modlitwy, szkoły, sklepy. Mieli też słynnego na całą Polskę rabina – Icchaka Zeliga Morgensterna – do którego domu przybywali studenci z różnych stron. Mieli też dwa cmentarze. Żaden z nich nie pełni już dziś swojej dawnej funkcji. Na starym cmentarzu utworzono park, na którego części znajduje się basen, hotel i restauracja. Drugi cmentarz, nazwany przed wojną nowym, to dziś zarośnięte wysypisko śmieci, na którym czasami spotyka się młodzież lub okoliczni mieszkańcy wyprowadzają na spacer swoje psy. Na jednym i drugim nie ma już macew. Ale to przecież wciąż są cmentarze, bo szczątki Żydów pochowanych tu kilkadziesiąt lat temu nadal tu spoczywają.

Macewy z cmentarzy podczas wojny i już po niej wykorzystywano w różny sposób. Najczęściej budowano z nich chodniki, utwardzano ulice. Tak było też w Sokołowie. Poza tym zbudowano z nich taras prowadzący do sklepów przy Szewskim Rynku. Szewski Rynek znajdował się niegdyś w centrum miasta, a jednocześnie w centrum żydowskiej dzielnicy. To przy nim stały żydowskie kamienice i sklepy. Niektóre z nich stoją do dziś. Tylko że Żydów już nie ma. Po latach zaczął odpadać tynk z tarasu. Wtedy oczom mieszkańców ukazały się hebrajskie litery. Trudno byłoby poskładać je w całość, bo taras zbudowano z kawałków połamanych macew. Nikt nie miał jednak wątpliwości czym są te kamienie i skąd się tu wzięły.

W 2011 roku macewy zostały z powrotem zamurowane na polecenie burmistrza miasta, Bogusława Karakuli. Wywołało to oburzenie nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Protestowali ocaleni z Holokaustu i ich potomkowie. Protestowali ludzie przerażeni takim aktem znieczulicy ze strony władz miasta. Kilkaset osób podpisało specjalną petycję, wśród nich m.in. Piotr Kadlcik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP; Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach i znana dziennikarka Teresa Torańska. Autor petycji, Grzegorz Meisel, do dziś nie dostał na nią odpowiedzi od władz miasta.

Wydawało się więc, że wszystko zostanie tak jak jest, a macewy będą czekać kolejne dziesięciolecia, aż znów odpadnie z nich tynk. W tamtym roku jednak na Szewskim Rynku rozpoczął się remont. Zaczęto budować nowe miejsca parkingowe. W planach było również zbudowanie nowego tarasu, z którego wcześniej wyciągnie się macewy. Póki co jednak do tego nie doszło, a burmistrz w wywiadzie do lokalnego radia powiedział, że nie ma pewności, czy są to fragmenty macew, czy coś innego.

Biuro rabina, które takimi sprawami się zajmuje, zostało powiadomione o remoncie tarasu nie przez władze miasta, ale przeze mnie już po rozpoczęciu prac. Może dlatego że burmistrz wciąż nie wie, czy są to macewy, czy nie i nie zdecydował jeszcze kogo i czy w ogóle powiadamiać. Zdecydował jednak, że wydobyte kamienie z hebrajskimi inskrypcjami mogą trafić do… miejskiej biblioteki publicznej. Co miałyby tam robić? Czemu służyć? Kto i jak by się nimi zajął? W bibliotece przecież nie ma żadnego kompetentnego pracownika, który znałby hebrajski, wiedziałby cokolwiek o historii i kulturze żydowskiej. Poza tym, cóż to za koszmarny pomysł? Biblioteka znajduje się w budynku, w którym w czasie wojny funkcjonował dworzec kolejowy. To tu przyjeżdżały pociągi z rannymi żołnierzami niemieckimi, których leczono w sokołowskim szpitalu (na ten cel zaadaptowano budynek salezjańskiego gimnazjum). To stąd również odjeżdżały pociągi do Treblinki, wioząc Żydów nie tylko z Sokołowa, nie tylko z Polski, ale i z innych krajów Europy. Co macewy miałyby robić na dworcu? Czekać na swój pociąg do Treblinki? Żeby zniknąć tam razem z kilkoma tysiącami Żydów z tego miasta?

Latem ubiegłego roku okolice Sokołowa obiegła wiadomość o odnalezieniu zwojów Tory. Zostały one kupione przez bibliotekę w Węgrowie za 8800 zł. Żadna z osób, która brała udział w dość skomplikowanej transakcji nie wpadła na to, żeby Torę oddać prawowitym właścicielom, czyli Gminie Wyznaniowej Żydowskiej. Postąpiono wprawdzie zgodnie z prawem, ale nie ze zdrowym rozsądkiem i zasadami moralności. Miejsce macew jest na cmentarzu i to jest, a przynajmniej powinna być dla ludzi rozsądnych, jedyna możliwa lokalizacja. Dziwię się oporowi przed podjęciem takiej właśnie decyzji. I niestety wątpię, żeby one kiedyś na ten cmentarz wróciły. Bo ludzi rozsądnych w tym mieście brak. Szczególnie wśród władz.

Katarzyna Markusz