Życie prywatne esesmanów w Auschwitz

Każdy z nich rano wychodził do pracy. Niektórzy w środku dnia przychodzili do domu na obiad. Wszyscy wracali wieczorami do swoich rodzin. Mieli żony, dzieci, przydomowe ogródki i ukochane zwierzęta. Mieli normalne życie. Esesmani w Auschwitz.

Gerhard Palitzsch był jednym z pierwszych esesmanów skierowanych jeszcze w maju 1940 roku do KL Auschwitz. Służył tu jako podoficer raportowy w obozie macierzystym, w obozach męskich i w obozie dla Romów na terenie obozu Birkenau. Był odpowiedzialny za przeprowadzanie egzekucji przez rozstrzelanie pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Był jednym z najokrutniejszych katów Auschwitz. Znęcał się nad więźniami, wykonywał egzekucje, brał udział w mordowaniu Żydów w komorach gazowych. “Obojętny i opanowany, bez pośpiechu i z nieporuszoną twarzą wykonywał swoje okropne dzieło. W czasie jego służby przy komorach gazowych miał zawsze nieruchomą twarz. Był prawdopodobnie tak zahartowany psychicznie, iż mógł bez przerwy zabijać, o niczym nie myśląc,” pisał o nim w swojej autobiografii Rudolf Höss.

“Gdy zaczęłam pracować u Palitzscha, to mieszkał on z żoną i córeczką Helgą, która miała trzy latka. Palitzschowa bardzo mi się podobała. Była wysoka, miała ładne oczy, miły uśmiech i zawsze mówiła łagodnym tonem. On także był przystojny. Był blondynem, jedynie oczy miał trochę dziwne,” wspomina Helena Kłysowa, która jako nastolatka pracowała w domu esesmana. Podczas pobytu w Auschwitz Palitzschom urodził się syn. Wyglądali więc na normalną, kochającą się rodzinę. Żyli ze sobą w zgodzie i nikt, kto nie widział Palitzscha podczas “pracy” w obozie, nie mógł podejrzewać jak okrutnym potrafił być człowiekiem. “Przy Palitzschowej odważyłam się rozmawiać z więźniami. Robiłam to ostrożnie. Wtedy dowiedziałam się, jakim postrachem w obozie jest Palitzsch. Nie mogłam w to uwierzyć. W domu był najlepszym człowiekiem. Do mnie też odnosił się dobrze. Swoje dzieci kochał szalenie,” podkreśla Kłysowa.

Palitzsch, tak jak inni esesmani w Auschwitz, był zwykłym człowiekiem, normalnym Niemcem, jakich wielu żyło i dziś żyje w tym kraju. Kochał swoją żonę i dzieci, troszczył się o rodzinę, dbał o dom. Wyjątkowe okoliczności sprawiły, że stał się jednym z największych katów Auschwitz. Gdy jego żona po długiej chorobie zmarła, Palitzsch bardzo cierpiał. “Ja z dziećmi jeszcze leżałam w sypialni na górze, gdy usłyszałam z pokoju na dole głośny jego płacz, który przeszedł prawie w żałosny ryk (…). Palitzsch, gdy przyszedł na górę, zaczął tulić do siebie i całować dzieci, mówiąc, że nie mają już matki. Mnie bardzo było żal Palitzschowej, ponieważ lubiłam ją. Była bardzo spokojna, cicha, no i dobra,” mówi Kłysowa.

Esesmani nie byli nadzwyczaj okrutnymi ludźmi, którzy pojawili się nagle nie wiadomo skąd. To byli zupełnie normalni ludzie. Jedni kłócili się ze swoimi żonami, inni bardzo je kochali; jedni urządzali przyjęcia, spotykali się ze znajomymi, inni cenili sobie domowe zacisze; jedni przynosili do domu cenne rzeczy z obozu, inni nie chcieli ich nawet dotykać. O tym, że byli zwykłymi ludźmi mówią młode dziewczyny, które musiały pracować w ich domach. Ich relacje pokazują, że zło może obudzić się w każdym człowieku, a esesmani w Auschwitz nie byli tu nikim wyjątkowym. Najnowsza historia pokazuje, że to prawda, bo masowe mordy wciąż się zdarzają, a dokonują ich znów zwykli ludzie, sąsiedzi, znajomi, ojcowie, mężowie.

“Höss w domu był ideałem. Dzieci kochał. W ich pokoju lubił kłaść się z nimi na kanapie. Całował je, pieścił i pięknie do nich przemawiał,” wspomina Danuta Rzempiel. Ten czuły ojciec był komendantem Auschwitz od 1940 do 1943 roku, odpowiedzialnym za śmierć ponad miliona osób. W 1947 roku skazano go na karę śmierci i powieszono na szubienicy obok budynku dawnego krematorium. Niewielki procent esesmanów stanął po wojnie przed sądami. Ci, którzy nie zginęli w czasie wojny, toczyli po niej nadal niemal zwykłe życie. Prawie tak, jak gdyby Auschwitz się nie wydarzyło.

“Życie prywatne esesmanów w Auschwitz”, wybór i opracowanie relacji Piotr Setkiewicz, wyd. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu

Katarzyna Markusz