Nic nie wiemy o Powstaniu

Powstanie w getcie warszawskim wybuchło 70 lat temu. Wcześniej Niemcy zamordowali większość spośród ponad 300 tysięcy żydowskich mieszkańców przedwojennej stolicy. Wtedy zginęli ludzie, dziś uświadamiamy sobie, że ginie również pamięć o nich.

Kto był przywódcą powstania w getcie? Większość uczniów warszawskich szkół średnich wskazuje na Mordechaja Anielewicza (55,8 %). Dalej pojawiają się jednak Ludwik Zamenhof, Antoni Chruściel, Adam Czerniakow czy Mordechaj Tenenbaum. Prawie 70 % uczniów potrafi poprawnie określić rok, w którym powstanie wybuchło. Ponad połowa uważa, że pomoc Polaków dla Żydów walczących w getcie oraz ukrywających się poza gettem była wystarczająca. 44,4 % uczniów jest przekonanych, że Polacy i Żydzi cierpieli podczas II wojny światowej tak samo, a 23 %, że powstanie w getcie zakończyło się militarnym zwycięstwem powstańców. Większość badanych nie byłaby zadowolona, gdyby okazało się, że w ich rodzinie jest osoba pochodzenia żydowskiego, nie chciałoby się z taką osobą umawiać, albo mieszkać w jej pobliżu. Warto jednak zauważyć, że w każdym z tych przypadków około 30 % uczniów te sprawy są zupełnie obojętne. – Na tle badań ogólnopolskich są to zatrważające wyniki – uważa dr Michał Bilewicz z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego.

Okazuje się, że uczniowie, którzy otrzymują lepsze oceny z historii to jednocześnie ci, którzy uważają, że pomoc Polaków dla Żydów była wystarczająca lub zbyt duża. Czy jest to wynikiem szkolnej edukacji, wychowania, czy może jeszcze czegoś innego? Czego uczy szkoła o powstaniu w getcie, o Żydach? Czego młodzi ludzie dowiadują się na ten temat w domu? I wreszcie – co możemy z tym zrobić, jak zmienić ich nastawienie, a nie tylko wiedzę?

Przez wiele lat o Żydach w Polsce mówiono wyłącznie w czasie przeszłym. Przeciętny uczeń jakiejkolwiek polskiej szkoły na pytanie o skojarzenia z Żydami odpowiada najpierw: getto, wojna, obozy. Dopiero później pojawiają się inne skojarzenia. Prawdopodobnie nie inaczej jest w Warszawie i przeciętny nastolatek wyobraża sobie Żyda jako ultra-ortodoksa z pejsami, brodą i w chałacie. Bo taki obraz widzi na co dzień w gazetach, telewizji, internecie. I kiedy mija na ulicy Żyda to nawet o tym nie wie, bo obok przechodzi przecież ktoś, kto wygląda identycznie jak on sam.
Dzisiejsza szkoła może przekazać wiedzę na temat dat, nazwisk i wydarzeń. Ale czy szkoła może kogoś wychować, skoro nawet rodzina nie zawsze to potrafi? Czy szkoła może nauczyć postrzegania Żydów nie jako lepszych czy gorszych, ale jako takich samych? Jako nie tylko tych, którzy zginęli w getcie, obozie lub na ulicach naszych miasta, ale również tych, którzy dziś noszą dżinsy, krótkie spódniczki, malują paznokcie, a przede wszystkim żyją. Może najważniejsze, to przestać mówić o Żydach w czasie przeszłym i zacząć dostrzegać to życie, a nie tylko śmierć.

W małych miejscowościach żydowskie mniejszości rzeczywiście nie istnieją. Istnieje za to jeszcze większa potrzeba walki ze stereotypami. Kiedy w lokalnym muzeum widzę wystawę poświęconą Żydom, a na niej wyłącznie obrazki brodatych mężczyzn w tałesach czytających księgi lub modlących się pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie, to jest mi zwyczajnie przykro. Przykro mi, bo wiem, że dzieci, które przyjdą obejrzeć taką wystawę wyjdą stąd utrwaliwszy w sobie pewien stereotyp. Trzeba więc i edukować, i wychowywać. Pytanie tylko, kto ma to robić i w jaki sposób, aby było mądrze i z pożytkiem dla wszystkich.

Katarzyna Markusz