Pielęgnować pamięć

Batami Engel była małą dziewczynką gdy jej matka brała udział w budowie pomnika poświęconego zamordowanym podczas wojny Żydom z jej rodzinnej miejscowości. Ci, którzy przeżyli i wyjechali do Izraela, spotykali się przy tym pomniku na cmentarzu Holon co roku. Za każdym razem przychodziło coraz mniej osób, aż w końcu nie było już nikogo, kto w Jom HaSzoa stanąłby przy dużym kamieniu z napisem “Sokolow Podlaski”. Po kilkudziesięciu latach Batami wróciła na ten cmentarz ze swoim wnukiem. Ona i czterdzieści innych osób, których rodzinne korzenie sięgają małego miasta na wschodzie Polski, postanowili zacząć spotykać się znowu, tak jak robili to ich rodzice i dziadkowie. I chociaż nie wszyscy z nich byli kiedykolwiek w Polsce, jest ona dla nich czymś ważnym, a to co robią inspiruje innych do podobnych działań.

Rodzina Batami od pokoleń mieszkała w Sokołowie. Kiedy pytam o szczegóły, zamiast Batami odpowiada jej nastoletni wnuk, który zna tę historię doskonale. Jego prababcia jeszcze przed wojną postanowiła wyjechać do Palestyny. Wierzyła w to, że dzięki ciężkiej pracy będzie mogła budować tam nowy kraj i że to jest dla niej właściwe miejsce. Jej rodzice, zamożni i wpływowi mieszkańcy miasteczka, nie chcieli się na to zgodzić. Nie wyobrażali sobie życia poza Polską, a już na pewno nie w tak dalekim i nieprzyjaznym miejscu, jakim wydawała im się wtedy Palestyna. Ich córka jednak uparła się i postanowiła wyjechać. Gdy wyszła z domu z bagażem, rodzice zawiadomili policję, że ukradła im pieniądze i biżuterię. Próbowali zatrzymać ją w ten sposób w kraju. Ona jednak, założywszy męskie ubrania i kaszkiet, przemknęła obok patrolujących dworzec policjantów bez problemu. Gdy pociąg ruszył, zdjęła swoje przebranie i pomachała stojącym na peronie rodzicom na pożegnanie. Wtedy widzieli się po raz ostatni.

Wojnę przeżyli głownie ci, którym wcześniej udało się wyjechać do Palestyny lub Ameryki oraz ci, którzy w trakcie działań wojennych znaleźli się w Rosji. Niektórzy z nich wracali do rodzinnych miasteczek w poszukiwaniu kogokolwiek z bliskich. Rzadko udawało się kogoś odnaleźć. “Niczego już tu nie znajdziesz. Wyjedź stąd,” takie rady słyszeli ocaleni z Zagłady Żydzi. I tak właśnie robili. Wyjeżdżali najpierw do Łodzi, później do Palestyny lub Stanów Zjednoczonych. Zostawiali za sobą rodzinne miasteczka, bo nikt w nich na nich nie czekał. Zostawiali stare życie, zaczynając nowe w innym miejscu. Nie mogli jednak zapomnieć o swoich rodzinach, sąsiadach, o ludziach, których widywali każdego dnia na ulicach, a z którymi już nie dane będzie im się spotkać. Dlatego powstawały pomniki poświęcone zamordowanym przez Niemców Żydom z poszczególnych miejscowości. Na cmentarzu w miejscowości Holon w Izraelu w budowie takiego pomnika brała udział matka Betami.

Przez lata ocaleni spotykali się przy tych pomnikach, jednak z roku na rok przychodziło ich tu coraz mniej. W końcu przestał przychodzić ktokolwiek. Nikt nie zapalał świeczek, nikt się nie modlił, nikt nie wyczytywał nazwisk bliskich mu zmarłych. Pomnik stał sam, a życie toczyło się swoim tempem. Sytuacja zaczęła zmieniać się kilka lat temu. Shoshi Shatit, której ojciec urodził się w Sokołowie, postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej o swoich korzeniach i mieście, w którym jej rodzina mieszkała przez wiele lat. Jej poszukiwania początkowo budziły zdziwienie bliskich jej osób – pochłaniały dużo czasu i energii, nie było pewności, co z nich wyniknie, a pierwsza podróż do Polski okazała się rozczarowaniem. “Tam nic nie było. Zupełnie nic,” wspomina tę wyprawę Shoshi.

Shoshi nie była jedyną osobą, która szukała informacji o rodzinnym mieście swego ojca. Okazało się, że takich osób jest znacznie więcej. Łączy ich wspólna przeszłość ich rodzin i przodkowie, którzy byli sąsiadami. Dziś, chociaż mieszkają w różnych krajach, starają się odbudować tę wspólnotę, która łączyła ich rodziców i dziadków. Spotykają się ze sobą, wymieniają informacjami, wskrzeszają pamięć o świecie, który już nie wróci. Znajomi Shoshi, patrząc na to, sami zaczynają interesować się historią swoich rodzin. I też zaczynają poszukiwania.

Batami była małą dziewczynką kiedy pojawiła się na cmentarzu Holon ostatni raz. 8 kwietnia 2013, z okazji Jom HaSzoa, przyszła tu po raz pierwszy po wielu latach. Wzięła ze sobą wnuka, który rodzinną historię zna już doskonale. Poza nimi przyszło tu też czterdzieści innych osób, których rodzinne historie zaczynają się w Sokołowie Podlaskim. Przyszli tu, bo pamięć jest dla nich ważną częścią tożsamości. Zabrali ze sobą dzieci i wnuki, aby one również mogły tę pamięć pielęgnować.

“Dziś jest ten dzień, podczas którego chcemy powiedzieć, że pamiętamy o 6 milionach ofiar Holokaustu, szczególnie o sześciu tysiącach z Sokołowa Podlaskiego,” mówiła jedna z osób, które przyszły tego dnia na cmentarz. “Pamiętamy o ich śmierci w gettach, obozach lub na ulicach polskich miast. Ale to nie może być jedyna rzecz, jaką da się powiedzieć o danej osobie – że ona zmarła. Bo to życie jest najważniejsze. To, co robicie, pokazuje jak bardzo chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o życiu swoich przodków, nie tylko o ich śmierci. I to jest coś, o czym nigdy nie zapomnimy.”

Na cmentarzu Holon co roku w Jom HaSzoa zbierają się przy symbolicznych nagrobkach poświęconych danym miejscowościom grupy ludzi. Wciąż jednak stoi tam wiele pomników, których tego dnia nikt nie odwiedza…

Katarzyna Markusz