Po obchodach

Główne obchody 70. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim za nami. Były uroczyste mowy, okolicznościowe artykuły w niemal każdej gazecie, otwarcie nowego muzeum, specjalnie wydane z tej okazji znaczki pocztowe, papierowe żonkile oraz kurz z Umschlagplatzu w słoikach. Aż dziw bierze, że przy tej okazji nie było straganów z watą cukrową i balonami. Ale może uda się następnym razem?

Dostać się na oficjalne uroczystości 19 kwietnia nie było łatwo. Część zainteresowanych usłyszała, że dla nich “nie ma już miejsc”, co dziwi, bo w trakcie spotkania okazało się, że wiele krzeseł stoi pustych. Nie miał na nich kto usiąść? A może ci, którzy mieli, nie chcieli? Może mieli w tym czasie inne, ważniejsze sprawy do załatwienia? Obok prezydenta Komorowskiego, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie zasiedli przywódcy innych krajów. Może też nie mieli na to czasu? Przyszli za to polscy Żydzi – drugie, trzecie pokolenie oraz kilku przedstawicieli tego pierwszego. Posadzono ich za pomnikiem Bohaterów Getta. Organizatorzy widocznie uznali, że tam jest najlepsze dla nich miejsce, ale za to w pierwszym rzędzie loży dla VIP-ów na pierwszym planie pięknie wyeksponowano czerwone podeszwy szpilek pani marszałek Ewy Kopacz.

Po wysłuchaniu przemówień pani prezydent Warszawy oraz prezydenta Komorowskiego można było poczuć lekkie zaskoczenie. Hanna Gronkiewicz-Waltz wśród bohaterów powstania wymieniła Mieczysława Apfelbauma, który według ostatnich badań historyków prawdopodobnie wcale nie istniał, a na pewno nie był dowódcą ŻZW. Prezydent Komorowski wspomniał zaś o polskiej krwi, która przelewała się podczas powstania w getcie razem z krwią żydowską. Czyja to była krew? Polskich strażaków, czy przemytników, którzy byli nieświadomi tego, co się dzieje? Bo z pewnością nie żołnierzy AK, których tam nie było. O tym wspominał w swoim przemówienie Symcha Rotem.

“Jestem jednym z trojga żyjących powstańców,” przypomniał. “Nie ma już z nami strażnika pamięci Marka Edelmana, który stał w tym miejscu przez 60 lat. Ludzie odchodzą, ale ważne, żeby pozostała pamięć. My chcieliśmy wybrać rodzaj śmierci. To wszystko. Podczas powstania prosiliśmy AK o pomoc w wyjściu kanałami i znalezienie kryjówek po aryjskiej stronie. Odpowiedź nie nadeszła. Mogliśmy liczyć tylko na siebie. Udało mi się ewakuować kilkadziesiąt osób, pomogli mi w tym Polacy. Byli też tacy, którzy bez potrzeby, jednym słowem skazywali Żyda na śmierć. Tych ludzi nie mogę i nie chcę zrozumieć. Podobnie jak tych, którzy po wojnie dokonali pogromów na ocalałych Żydach. Świat do dziś nie wyciągnął wniosków z Zagłady, a słowa “nigdy więcej wojny” niewiele wciąż znaczą, ale musimy pamiętać, że życie ludzkie jest święte”.

Podczas uroczystości nie przemawiał żaden z przedstawicieli polskich Żydów. Szkoda, bo uczestnicy mogliby się przekonać, że Żydzi nie tylko w Polsce umierali, ale również żyją. Dowodem tego życia ma być otwarte tego samego dnia Muzeum Historii Żydów Polskich. Nie było to pierwsze i nie ostatnie “otwarcie” MHŻP, a kolejka chętnych do jego zwiedzania przez kolejne dni była rzeczywiście imponująca. Wnętrze jednak rozczarowuje. “Jedynym gotowym elementem wystawy jest rekonstrukcja dachu synagogi w Gwoźdźcu,” informuje przewodniczka. “Czy możemy go zobaczyć?” pytam. “Nie,” odpowiada krótko. “A co możemy zobaczyć?” próbuję z nadzieją, że coś jednak poza pustymi ścianami jest do obejrzenia. “Mogę opowiedzieć o architekturze budynku,” proponuje przewodniczka. Rezygnuję. Pojawia się za to iskierka nadziei. W muzeum jest jednak coś, co mogę obejrzeć – sklepik z gadżetami. W sklepiku tradycyjne w takich miejscach gadżety – przypinki, magnesy, pocztówki, koszulki (niestety, z jednym i to dość nieciekawym wzorem) oraz książki. Między nimi ustawiono kopie muzealnej mezuzy, które można kupić za 59 zł. Wykonane są one z cegieł. Jak głosiły kilka miesięcy temu informacje prasowe, cegły miały zostać wykopane z ziemi podczas budowy muzeum. Mam nadzieję, że to nie są jednak te same cegły, bo to by oznaczało, że kawałek getta można sobie kupić za 59 zł i byłoby to pomysłem dość makabrycznym.

Przy okazji obchodów przypomniano sobie również o potrzebie stawiania pomników. Tuż przy muzeum miałby stanąć pomnik Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. W planach znajduje się też podobno ustawienie tam ławeczki Jana Karskiego. Może się to udać, szczególnie, że jednym z pomysłów jest przesunięcie pomnika Bohaterów Getta autorstwa Natana Rapaporta tak, aby znajdował się tuż naprzeciwko wejścia do muzeum. Wszystkie te pomysły zamykają historię Żydów pomiędzy lata 1939-1945. A co z tysiącletnim dziedzictwem, które miało pokazywać muzeum? Tego, miejmy nadzieję, dowiemy się po kolejnym jego otwarciu, które nastąpi już w przyszłym roku.

Katarzyna Markusz