Co dalej z macewami?

Podczas remontu schodów na Szewskim Rynku w Sokołowie Podlaskim wydobyto kilkadziesiąt fragmentów macew. Remont wciąż trwa i wciąż wydobywane są kolejne macewy. Po zakończeniu tych prac macewy być może trafią na cmentarz żydowski. Być może, bo jest to tylko jeden z pomysłów jakie w tej sprawie pojawiły się w ostatnim czasie.

Sokołów nie jest jedynym miastem, w którym nagrobki z żydowskich cmentarzy wykorzystano do innych celów niż te, którym pierwotnie miały służyć. W czasie wojny Niemcy nie tylko chcieli pozbyć się wszystkich Żydów, ale również zniszczyć jakiekolwiek po nich ślady. Dlatego palono żydowskie księgi, niszczono synagogi i dlatego również macewy wykorzystywano do budowy dróg i chodników. W tysiącach polskich miasteczek nie pozostał najmniejszy nawet ślad kilkusetletniej obecności żydowskich mieszkańców.

W Sokołowie Podlaskim są dwa cmentarze żydowskie. Piszę “są”, chociaż wiele osób mówi, że “były”, a to nieprawda. Usunięto z nich nagrobki, posadzono na nich drzewa, zbudowano domy, ale pod ziemią wciąż znajdują się ludzkie prochy. Mniej więcej połowa starego cmentarza żydowskiego została po wojnie zabudowana. Znajduje się tam basen, hotel, restauracja. Można tam potrenować aerobik, zrelaksować się w jacuzzi, zjeść obiad, a wieczorem potańczyć. Można też zorganizować wesele albo chociaż grilla dla znajomych w przyhotelowym ogródku. Goście mogą więc ciekawie spędzić tu czas.

Dzięki powstaniu kompleksu basenowo-hotelowego cmentarz został podzielony na dwie części. Na jednej znajduje się park. Drzewa sadziły na nim tuż po wojnie dzieci z miejscowych szkół. Jeszcze do niedawna były tam też ławki i odbywały się lekcje wf-u. Kilka lat temu pod tablicami informującymi, że jest to park im. PCK powieszono małe tabliczki z informacją, że to miejsce jest również żydowskim cmentarzem. Podobnych tabliczek nie ma na drugiej części tego cmentarza, znajdującej się za basenem. Przez wiele lat był tam plac zabaw, boisko, a ostatnio plac do nauki jazdy. Teraz nie ma tam nic, ale i informacji o tym czym jest to miejsce również brakuje. Przychodzą się tu bawić dzieci, a dorośli wyprowadzają psy na spacer. W końcu zmarłym jest już wszystko jedno, czyż nie?

Na żadnym z dwóch sokołowskich cmentarzy żydowskich nie ma już macew. Część wykorzystali Niemcy, część okoliczni mieszkańcy. Kto zbudował taras ze schodami na Szewskim Rynku, tego już dziś nie wiadomo. Wiadomo, i to od dawna, że do jego budowy użyto macew. Po latach tynk zaczął odpadać, a oczom przechodniów ukazały się hebrajskie litery. Macewy budziły zainteresowanie nie tylko przechodniów, ale również turystów. W związku z tym w 2011 roku zostały ponownie zamurowane. Wywołało to oburzenie nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Protestowali ocaleni z Holokaustu i ich potomkowie. Kilkaset osób podpisało specjalną petycję, wśród nich m.in. Piotr Kadlčík, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP; Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach i znana dziennikarka Teresa Torańska. Macewy wciąż jednak pozostawały zakryte.

Jesienią 2012 roku na Szewskim Rynku rozpoczął się remont. – Ku końcowi zbliża się ta część, która dotyczy części drogowej. Rozbierane są schody, a z nich wyjmowane są macewy, które były powodem różnego rodzaju kontrowersji, do jakich dochodziło na portalach informacyjnych – powiedział burmistrz Sokołowa w rozmowie z Katolickim Radiem Podlasie. – Wysłaliśmy już informację do rabina Michaela Schudricha i myślę, że bez najmniejszego problemu ustalimy co dalej z tymi macewami zrobić. Przede wszystkim zobaczymy ile ich jest, bo jak wiadomo do tej pory były przykryte. Nie wiem czy są to całe macewy czy ich szczątki. Na dzień dzisiejszy będą one przechowywane w naszych miejskich pomieszczeniach przy ulicy Kosowskiej.

To nie pierwsze macewy, które są przechowywane w “miejskich pomieszczeniach”. Kilkanaście lat temu, podczas podobnego remontu, również natrafiono na macewy, z którymi nie wiadomo było co zrobić. Władze samorządowe zwróciły się wtedy do kierownictwa Muzeum w Treblince, aby macewy te zabrało do siebie. Kierownik muzeum odmówił. I bardzo dobrze, bo sam pomysł był dość dziwaczny, żeby nie powiedzieć makabryczny. Dziś tamtych macew w “miejskich pomieszczeniach” już nie ma. Trafiły albo do lokalnego skansenu, albo do Węgrowa, gdzie na żydowskim cmentarzu wybudowano lapidarium. Jaki będzie los macew z Szewskiego Rynku? Wśród urzędników kilka miesięcy temu pojawił się pomysł, aby umieścić je w miejskiej bibliotece. Pomysł raczej szokujący, bo biblioteka znajduje się w budynku dawnego dworca kolejowego, przez który przejeżdżały pociągi wiozące Żydów do Treblinki. Również sokołowscy Żydzi z tego dworca wyruszyli w swoją ostatnią podróż. Co miałyby tam robić macewy? Nie wiem. Wiem za to, że ich miejsce jest na cmentarzu. Im szybciej trafią tam z “miejskich pomieszczeń”, tym lepiej. Czekają na to nie tylko potomkowie sokołowskich Żydów mieszkający dziś w Stanach Zjednoczonych i Izraelu. Czeka na to również wielu mieszkańców miasta, którym ta sprawa nie jest obojętna.

Katarzyna Markusz