Biedroń walczący

„Dzisiaj w Sejmie miała miejsce jedna z najciekawszych, ale przy tym najbardziej ohydnych debat w jakich brałem udział. Dotyczyła legalizacji uboju rytualnego zwierząt, co nazywane było ‚produkcją’,” napisał wczoraj na facebooku poseł Robert Biedroń. Ten sam, który jeszcze niedawno chwalił się zdjęciem w kipie, a jednocześnie nie reagował, gdy również na jego stronie przeciwnicy uboju bez ogłuszania wysyłali oponentów do Izraela. Słów swego kolegi, posła Pawła Suskiego, o tym, że Żydzi kamienują kobiety, a w ubojni kręcą Kill Bill, do tej pory również nie skomentował. Nie tylko on zresztą.

„Dorobkiem naszej cywilizacji jest minimalizacja cierpienia, także zwierząt,” pisze Biedroń w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej. Dorobkiem naszej cywilizacji jest przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, niezależnie od tego jakie ma poglądy i jaką religię wyznaje. Dlaczego poseł Biedroń, podczas zapalenia świec chanukowych w Sejmie, założył kipę? Nie musiał tego robić, nie był przecież w synagodze. O co więc chodziło? O zrobienie sobie ładnego zdjęcia na facebooka? Bo przecież nie o to, aby pokazać solidarność z wyznawcami judaizmu. Gdyby poseł Biedroń chciał się solidaryzować, powinien był reagować, gdy pod jego wpisem na temat uboju pojawiły się takie komentarze: „W Auschwitz również zatrudniano SS-manów, którzy po uwolnieniu obozów stracili pracę. Hmmm… Może trzeba było i z tym zaczekać”; „Podczas konferencji w Wannsee głosowano w sprawie życia Żydów, którzy w oczach nazistów byli zwierzętami. Gdyby sprawa nie przeszła, może i wprowadzono by nowelizację… Udało się jednak, co zapewniło pracę wielu bezrobotnym. Żeby Rzesza była Rzeszą…”. Gdy jeden z użytkowników napisał: „Żydzi do dziś w oczach nazistów są nikim…”, ktoś inny odpowiedział: „To dobrze”. Gdzie był wtedy poseł Biedroń lub ktoś z administratorów tego profilu na fb? Żaden komentarz z ich strony, który potępiałby używanie tego typu „argumentów” się nie pojawił. Cały wątek został skasowany po tym, jak zwróciłam się do posła z pytaniem w tej sprawie. To chyba jednak za mało.

„Czy Państwo jesteście też za kamienowaniem kobiet?”, „a w ubojni drobiu kręcicie Kill Bill 4”, „samouwielbienie znane od wieków…” – tak do przedstawicieli społeczności żydowskiej zwracał się w ubiegłym roku jeden z największych obrońców zwierząt w obecnym parlamencie, poseł Paweł Suski. Zwracał się w sposób haniebny, niegodny parlamentarzysty. Chociaż od tego czasu minęło już pół roku, na listy z prośbą o interwencję w tej sprawie nikt nie odpowiedział – ani premier, ani poseł Sławomir Rybicki z Komisji Etyki Poselskiej, ani poseł Miron Sycz z Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, ani poseł Rafał Grupiński z klubu parlamentarnego PO. Premier Donald Tusk oraz przedstawiciele parlamentu mają zapewne ciekawsze rzeczy do roboty niż zajmowanie się problemami społeczeństwa, dla którego, przynajmniej teoretycznie, pracują każdego dnia. Może w tym czasie akurat wybierali sobie nowe zegarki? Nie wiem. Wiem natomiast, że nikt z nich nie tylko nie przeprosił, ale, co gorsza, sprawę wręcz zbagatelizował. Fajnie jest lansować się w kipie na sejmowym korytarzu, ale niefajnie zajmować się realnymi problemami.

„Nakazy i uprawnienia religijne nie są wieczne – te okrutne, na szczęście, z biegiem czasu są porzucane,” pisze w Rzeczpospolitej poseł Biedroń. Szechita nie jest okrutna. To najbardziej delikatny i humanitarny sposób uśmiercania zwierząt. To ciekawe, że poseł Biedroń zabrał się za „porzucanie nakazów i uprawnień religijnych”. Czy tego akurat, w dobie kryzysu ekonomicznego, Polsce najbardziej potrzeba? A może by tak zająć się reformą ZUS-u, któremu już dziś brakuje pieniędzy na wypłatę rent i emerytur i musi zaciągać pożyczkę ze Skarbu Państwa? Co z bezrobociem, szczególnie wśród młodzieży? Co z kolejnymi szkołami, które są zamykane, bo samorządów nie stać na ich utrzymywanie? Panie pośle, może najpierw uporajmy się z tymi problemami, a później zajmijmy się „reformą” nakazów religijnych? Wielu ludzi w Polsce, również wśród Pańskich wyborców, nie zarabia tyle co Pan, nie stać ich na własne mieszkanie, a gdyby nie ośrodki pomocy społecznej ciężko by im było związać koniec z końcem. To są rzeczywiste problemy tego kraju, a nie to czy krowę zabija się w ten, czy w inny sposób.

Katarzyna Markusz