Podróbka wrażliwości

„W sercu kraju” to tytuł wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, którą honorowym patronatem objął Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski. Wystawy, na której nie zabrakło sztuki nawiązującej do Holokaustu. Aż chciałoby się dodać – szkoda, że nie zabrakło, bo autorzy tanim kosztem bawią się we wrażliwych artystów.

„Proponujemy, by ‚przyszłość była bliżej niż historia’. Czynimy wysiłek skonfrontowania publiczności z wyzwaniami współczesności i z innymi niż lokalna kulturami, zbudowania obszerniejszych i bardziej złożonych narracji, wprowadzenia nowych tematów w obręb dominujących sposobów myślenia. To najważniejsze zadania, jakie stawiamy tej wystawie,” pisze we wstępie do katalogu Joanna Mytkowska, dyrektor Muzeum. „W ostatnim dwudziestoleciu sztuka wielokrotnie wyprzedzała rzeczywistość, poszerzając granice tego, co możliwe do wyobrażenia. Wczorajsze przekroczenia to nasza codzienność. To, czym sztuka zajmuje się dzisiaj, może być naszą przyszłością.”

Przykładem „obszerniejszych i bardziej złożonych narracji” może być praca Jonathana Horowitza, która nie ma tytułu, ale składa się z pociętej repliki napisu Arbeit Macht Frei. Horowitz nawiązuje więc do kradzieży napisu, jaka miała miejsce kilka lat temu w muzeum w Auschwitz. Jeśli to ma być „wprowadzenie nowych tematów w obręb dominujących sposobów myślenia” to znaczy, że ktoś tu czegoś nie zrozumiał. Albo myśli o czymś innym. Dominującym sposobem myślenia o Zagładzie są druty kolczaste, obozowe baraki oraz napis Arbeit Macht Frei, który znajdował się nad wejściem do wielu obozów koncentracyjnych zbudowanych przez Niemców. Horowitz nie odkrył czegoś nowego; on poszedł na skróty. Nie pozostawił odbiorcy miejsca na refleksję, na odnalezienie czegoś nowego, na domyślanie się właściwych znaczeń. Horowitz nie stworzył kawałka sztuki, nie dotknął tematu Zagłady, nie wysilił się.

Dla wielu ludzi na całym świecie Auschwitz jest symbolem Zagłady. To symbol, który nie potrzebuje żadnych ozdobników. Wszelka sztuka, która wchodzi w dawną przestrzeń obozową jest błędem. To, co się w tym miejscu wydarzyło mówi samo za siebie. Traktowanie tego, jako środka do zdobycia popularności powinno spotykać się przynajmniej z ostracyzmem. O dziwo, tak się nie dzieje. Nie tylko Horowitz „wchodzi” w przestrzeń obozową. W Muzeum znajduje się również obóz koncentracyjny zrobiony z klocków Lego przez Zbigniewa Liberę. Ta praca, jak piszą autorzy katalogu, „uznawana jest za jedno z najważniejszych dzieł polskiej sztuki lat 90.” Polska sztuka musi więc stać na bardzo niskim poziomie, skoro umieszczanie Zagłady w sferze Disneylandu, uważa się za dzieło. Praca ta zyskała ogromny rozgłos, a jeszcze większy zyskał jej autor. Kiedy więc ktoś zarzuci nam, Polakom, że dorobiliśmy się na Zagładzie, proszę pamiętać o panu Liberze i jego klockach. Zarówno on, jak i Horowitz, pokazują widzom tandetne podróbki wrażliwości, udając, że tworzą sztukę.

To nie jest sztuka. To chodzenie na skróty po prochach sześciu milionów ludzi. To ustawianie się w jednym rzędzie ze szwedzkim artystą, Carlem Michaelem von Hausswolffem, który namalował obraz popiołem zebranym z pieców krematoryjnych byłego obozu na Majdanku. Horowitz i Libera zrobili dokładnie to samo, tyle że oni, w przeciwieństwie do Szweda, otrzymali za swoje prace oklaski i zachwyt publiczności.

Jeżeli ktoś chce wiedzieć czym była Zagłada, powinien pojechać do muzeum w Auschwitz. Dzieła Horowitza i Libery, znajdujące się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, tej wiedzy nie pogłębiają. To płytkie sposoby na rozgłos i karierę.

Niestety również skuteczne.

Katarzyna Markusz