Wraca nowe?

Politycy, dziennikarze, kombatanci oraz młodzież w garniturach lub nosząca na ramionach opaski z symbolami ruchu narodowego – to uczestnicy I kongresu narodowców, który odbył się w sobotę w Warszawie. Kongresu, na którym padła zapowiedź walki o Polskę dla Polaków.

„Jako chrześcijanin nie mam powinności do bycia oszukiwanym, ale mam powinność do bycia wojownikiem o prawdę i sprawiedliwość.” Te słowa nie padły podczas kongresu narodowców. Wypowiedział je swego czasu Adolf Hitler, który do władzy, w sposób jak najbardziej demokratyczny, doszedł w 1933 roku. Na początku swej drogi politycznej przez wielu był traktowany jako niepoważna postać, która dość szybko odejdzie w zapomnienie. Nie wierzono w jego sukces, a jednak okazał się możliwy. Dlatego tysiąca narodowców, którzy zebrali się w Warszawie dziś lekceważyć nam nie wolno. Dziś stanowią nieznaczną siłę, jutro mogą sięgnąć po władzę. A wtedy nikt nie będzie się w tym kraju czuł bezpiecznie.

„Nastał początek nowej ery w dziejach Polski! Jesteśmy kontynuatorami dzieła, jakim jest wielka Polska. Budujemy Ruch Narodowy od fundamentu po dach. To od was zależy oblicze tej ziemi. Czołem wielkiej Polsce!” mówił podczas kongresu Przemysław Holocher z Obozu Narodowo-Radykalnego.

ONR przed wojną nie miał zbyt długiej tradycji. Wywodził się z Obozu Wielkiej Polski Romana Dmowskiego i został rozwiązany przez władze kilka miesięcy po utworzeniu. „Działalność jego członków doprowadzała do stałego naruszania porządku prawnego oraz spokoju i bezpieczeństwa publicznego,” pisano w 1934 roku. Nie oznacza to jednak, że łącząca członków ugrupowania ideologia gdzieś zniknęła. Podczas przemówienia we wsi Telaki poseł Józef Milik z Klubu Narodowego oświadczył, że „kartele znajdują się w rękach żydowskich. Rząd sanacyjny opiera się na żydach i z chwilą gdy runą żydzi, runie i sanacja. (…) W Polsce musi być rząd Narodowy, który będzie lepiej budował Polskę niż Rząd Sanacyjny. Trzeba się organizować, ażeby wywalczyć Rząd Narodowy, który będzie dla ludności matką, a nie jak obecny Rząd macochą.” Czyż nie brzmi to znajomo? Wygląda na to, że polscy narodowcy nie rozwinęli zbytnio swych poglądów w ciągu ostatnich prawie stu lat. Nie wyciągnęli lekcji z historii i stoją dokładnie tam, gdzie stali ich idole w latach 30.

„Ruch Narodowy tworzy społeczno-polityczną nieumundurowaną armię, która ma w Polsce przywrócić porządek w państwie, w którym wszystko postawione jest na głowie. Nie chcemy w Polsce żadnego multikulturalizmu. Nie ma naszej zgody na muzułmańskich emigrantów w Polsce. Polska ma pozostać krajem słowiańskim i chrześcijańskim,” wyjaśnił Robert Winnicki z Młodzieży Wszechpolskiej.

Hasło Polski dla Polaków znamy już z wielu rasistowskich malunków umieszczanych na murach naszych miast. Polak w rozumieniu narodowców to tylko i wyłącznie biały heteroseksualny katolik. Dla innych miejsca nie ma. Od poglądów Hitlera naszych narodowców różni więc tylko jeden drobny szczegół – on wolał protestantów. Skoro więc dla „nieprawdziwych Polaków” w tym kraju miejsca nie ma, to co należałoby z nimi zrobić? Wysłać na Madagaskar? A może „przesiedlić na wschód”? Przypomnę tylko, że te „przesiedlenia” w wykonaniu nazistów polegały na wywożeniu milionów ludzi do znajdujących się na uboczu, w środku lasu, obozów. Obozów, z których tylko nielicznym udało się wrócić. To były fabryki śmierci. Czy podobne marzą się panom Winnickiemu, Holocherowi, Zawiszy lub Ziemkiewiczowi?

Ten ostatni chwalił uczestników sobotniego kongresu za to, że „obudzili się z matrixa”. Skoro tak ma wyglądać przebudzenie, to ja wolę w tym matrixie pozostać. Wolę żyć w świecie, gdzie nie pali się ani meczetów, ani synagog; gdzie każdy, niezależnie od koloru skóry i wyznania, ma prawo żyć, zakładać rodzinę, pracować i mieszkać bez obaw o to, że ktoś w nocy podpali mu drzwi. To będzie możliwe tylko wtedy, gdy „obudzonym z matrixa” stanowczo się sprzeciwimy i pokażemy, że na takie poglądy nie ma tu miejsca. Patriotą nie jest ten, który zwalcza innych w swoim kraju, ale ten, który ten kraj wraz z innymi buduje tak, aby mógł stać się ojczyzną dla wszystkich pragnących w nim zamieszkać. Tymczasem dziś przeżywamy powtórkę z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy płonęły sklepy, wybijano okna i wrzucano nocą do domów granaty. Dziś płoną drzwi od mieszkań obcokrajowców w Białymstoku, jutro mogą zapłonąć w każdym innym mieście.

Skoro narodowcy mają prawo głosić swoje poglądy, my również mamy prawo powiedzieć „nie”. Sprzeciw ten powinien być głośny i wyraźny. W przeciwnym razie Winnicki z Holocherem będą czynić kolejne kroki, sprawdzając jak daleko mogą się posunąć.

Katarzyna Markusz