Swastyka symbolem szczęścia?

Białystok walczy z nacjonalizmem, nietolerancją i rasizmem. Tym razem w dość nietypowy sposób. Do boju stanął bowiem prokurator Dawid Roszkowski, który, jak pisze Gazeta Wyborcza, w swastyce ujrzał symbol szczęścia i pomyślności, a nie faszystowskiego systemu, który doprowadził do śmierci milionów ludzi.

Na początku czerwca zawiadomienie w białostockiej prokuraturze w sprawie graffiti ze swastyką złożył Rafał Gaweł z Teatru Trzyrzecze. Po kilku dniach otrzymał odpowiedź: „Wykładnia językowa prowadzi do wniosku, że „propagowanie” w rozumieniu artykułu 256 Kodeksu Karnego oznacza każde publiczne zachowanie, które stanowi upowszechnianie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, podjęte w celu przekonania do niego. (…) W tym miejscu należy sięgnąć do znaczenia symbolu swastyki. Nazwa swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza przynoszący szczęście. Obecnie w krajach Europy i obu Ameryk symbol ten kojarzony jest prawie wyłącznie z Adolfem Hitlerem i nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. Przenosząc powyższe rozważania na kanwę przedmiotowej sprawy, nie sposób dostrzec w zamalowanym znaku przedstawiającym swastykę propagowania faszystowskiego ustroju państwa”. Tak uzasadnił odmowę wszczęcia postępowania w tej sprawie prokurator Dawid Roszkowski z Prokuratury Białystok-Północ.

Prokurator Roszkowski potrafi czytać Wikipedię, a nawet kopiować z niej fragmenty do swego pisma. Ciekawe tylko, czy wie co czyta i wkleja. Zanim swastykę zawłaszczył Hitler, była ona symbolem wykorzystywanym na różne sposoby. Również przez Polaków, bo znajdowała się nawet w herbach rodowych. Dziś jednak, o czym pan prokurator zdaje się zapominać, żyjemy w Europie, gdzie każdemu bez wątpienia ten czteroramienny symbol kojarzy się jednoznacznie. I to nie ze szczęściem i pomyślnością. No, chyba że ktoś ma bardzo radykalne poglądy, a szczęście i pomyślność oznaczają dla niego brutalne mordowanie innych ludzi. Aż dziwne, że prokurator Roszkowski tego nie zauważa. Taki styl myślenia przywodzi na myśl Niemców, którzy w czasie wojny nie mówili przecież, że mordują Żydów w obozach śmierci. Oni to nazywali „przesiedlaniem na wschód”. I też wiązało się to w pewien sposób ze szczęściem i pomyślnością narodu panów, który zyskiwał więcej życiowej przestrzeni, możliwości oraz dóbr materialnych będących wcześniej w posiadaniu Żydów.

Prokurator Roszkowski mieszka w kraju, który podczas II wojny światowej został doświadczony w sposób szczególnie okrutny. To tutaj rozgrywały się najstraszniejsze dramaty tamtego okresu. Malowanie graffiti ze swastyką i wyrażanie w ten sposób tęsknoty za tamtym zbrodniczym systemem totalitarnym, powinno budzić niechęć, odrazę i zdecydowany sprzeciw. Tymczasem prokurator zdaje sobie robić żarty, pisząc o szczęściu i pomyślności. Te żarty nie są ani trochę zabawne. Trudno mi uwierzyć, żeby osoba, która zrobiła do graffiti chciała propagować buddyzm. I dziwię się, że prokurator taką możliwość jednak dopuszcza.

Białystok ma problem nie tylko z graffiti. W tym mieście kilkukrotnie płonęły już drzwi obcokrajowców. Jakiekolwiek pobłażanie, szukanie usprawiedliwień, a nawet kruczków prawnych, jest działaniem na szkodę nie tylko mieszkańców Białegostoku, ale nas wszystkich. To nie jest problem jednego miasta. To jest nasz problem i nasza sprawa. Ludzie, którzy tęsknią za czasami gdy z kominów niemieckich krematoriów unosił się dym, nie powinni czuć się w Polsce bezkarni. Na takie zachowania nie powinno być przyzwolenia. Powinniśmy je tępić, a nie robić sobie z nich żarty. Bo to są żarty z kilku milionów śmierci, panie prokuratorze.

Katarzyna Markusz