Krowa a sprawa polska

W Tykocinie ubito krowę. Ponieważ nie zrobili tego miejscowi chłopi, aby mieć trochę wołowiny na Wielkanoc, a Żydzi przed świętem Pesach, nad krowim truchłem pochyli się teraz Trybunał Konstytucyjny. Zrobi to, ponieważ organizacje walczące o prawa zwierząt domagają się, aby Żydzi w Polsce przestali jeść mięso.

Sprawa uboju rytualnego ciągnie się od dobrych kilku miesięcy. Od stycznia obowiązuje zakaz stosowania uboju bez wcześniejszego ogłuszania. Ministerstwo Rolnictwa od początku roku obiecywało, że wprowadzi przepisy zmieniające ustawę o ochronie zwierząt tak, aby ubój ten był możliwy. Prace nad nowelizacją ustawy przeciągały się. W międzyczasie kilkukrotnie protestowali obrońcy zwierząt, wypowiadali się różni eksperci, a w prasie pojawiło się wiele artykułów na ten temat. Nad projektem nowej ustawy zaczęto wreszcie pracować i w czerwcu miał on trafić pod obrady Sejmu. Tak się nie stało. Okazało się, że potrzebna jest jeszcze ekspertyza Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tym samym parlament projektowanymi zmianami zajmie się w lipcu.

Przeciwnicy uboju rytualnego często podkreślają, że chodzi im wyłącznie o ubój na dużą skalę prowadzony w rzeźniach. Zapewniają, że rozumieją konieczność prowadzenia takiego uboju lokalnie, na potrzeby społeczności żydowskich. I twierdzą, że tego zmieniać nie chcą. Niestety, kłamią.

W marcu w Tykocinie na potrzeby lokalnej społeczności żydowskiej ubito jedną krowę. Inspektorat weterynarii i kilka organizacji pro-zwierzęcych złożyły w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury w Białymstoku. W kwietniu prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, bo w jej ocenie nie doszło do złamania prawa. Zgodnie z ustawą o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP taki ubój mieści się w ramach wolności religijnych i nie można go zabraniać. Obrońcy zwierząt nie zgodzili się z taką interpretacją przepisów i domagają się wszczęcia postępowania. Chcą ukarania winnych. Sąd Rejonowy w Białymstoku rozpatrywał ich wniosek w czwartek.
Sytuacja prawna zdaniem białostockiego sądu nie jest jasna. Zdecydowano więc o przedstawieniu pytania Trybunałowi Konstytucyjnemu. Brzmi ono tak: „Czy art.34 ust.1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt w zakresie, w jakim wedle stanu na dzień 12 marca 2013 roku nie dopuszczał uboju zwierząt wykonywanego według szczególnych metod wymaganych przez obrzędy religijne zarejestrowanych w Polsce związków wyznaniowych, jest zgodny z art.53 ust.2 i 5 Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 roku?”. Teraz to Trybunał zdecyduje o tym, czy Żydzi mieli prawo jeść mięso na Pesach, czy też zrobili to nielegalnie.

Dlaczego obrońcy praw zwierząt domagają się, aby sprawa krowy z Tykocina znalazła swój finał w sądzie? Dlaczego tak im na tej krowie zależy? Dlaczego z równym zapałem nie prowadzą protestów pod zakładami mięsnymi, w których każdego dnia setki świń przerabiane są na wędliny? Bo w tych zakładach ogłusza się zwierzęta? I co z tego? To wcale nie znaczy, że ich śmierć jest lżejsza, łatwiejsza, mniej bolesna. To wcale nie znaczy, że tam zwierzęta traktowane są lepiej. Wręcz przeciwnie. Prawidłowo przeprowadzony tzw. ubój rytualny (a do takiego bez wątpienia doszło w Tykocinie) sprawia, że zwierzę cierpi znacznie mniej niż w tradycyjnej rzeźni. O co więc chodzi obrońcom zwierząt? Czy nie właśnie o lżejszą śmierć zwierzęcia podczas uboju? Okazuje się, że nie, bo tej jednej krowy Żydom darować nie potrafią. Nie chcą, żeby Żydzi mieli prawo do spożywania koszernego mięsa, a co za tym idzie próbują ich zmusić do wegetarianizmu.

Człowiek od zawsze polował na zwierzęta i jadł mięso. Dzięki temu możliwa była ewolucja, bo białko pochodzące z mięsa umożliwiło rozwój ludzkiego mózgu. To spowodowało, że dziś jesteśmy tym kim jesteśmy i możemy stanowić prawa, które regulują nasze życie. To nie znaczy jednak, że innym możemy zabraniać tego, do czego sami mamy prawo.

Katarzyna Markusz