Zygmunt Messing. Magik i agent gestapo

Prestidigitator, artysta, biznesmen, Żyd i w końcu agent gestapo. Po wojnie najprawdopodobniej nie zakończył swojej współpracy ze służbami. Życiorys Zygmunta Messinga wciąż kryje w sobie wiele tajemnic.

Zygmunt Messing-Neumann urodził się 16 czerwca 1899 roku w Tyśmienicy (Podole). Otrzymał wykształcenie średnie, a po skończeniu szkoły zapragnął zostać artystą. Jako prestidigitator trafił do Berlina, gdzie prowadził też restaurację. Tutaj zwerbowała go pruska policja kryminalna. W latach 30. rozpracowywał środowisko żydowskich artystów. Wkrótce został agentem gestapo, na którego zlecenie zajął się nie tylko artystami, ale również emigrantami ze Wschodu. W 1934 roku dotarł do Polski. Tutaj musiał odbyć obowiązkową służbę wojskową. Po jej zakończeniu zamieszkał w Łodzi. Znów stał się prestidigitatorem wzbudzającym zachwyt publiczności sztuczkami karcianymi.

„Wszyscy, którzy go bliżej znali, byli ciekawi o źródło dochodu „Sigiego”, gdyż nie robiąc nic, nie pracując nigdzie, a wszędzie bywać i elegancko się ubierać, kosztuje dużo pieniędzy,” wspominał po latach Willi Zukriegl. „Krążyła wersja, że „Sigi” jest międzynarodowym złodziejaszkiem i grasuje przeważnie na pociągach międzynarodowych jak Warszawa-Paryż, Warszawa-Wiedeń itd., ponieważ stale wyjeżdżał za granicę. Od czasu tej plotki bliżsi znajomi odsunęli się od niego w obawie przed przykrościami z powodu znajomości z nim. Zachowanie jego potwierdziło nam wyraźnie, że ta plotka nie jest tylko plotką, gdyż i do „Sigiego” doszła ta plotka, a on nawet nie raczył się z tego podejrzenia tłumaczyć, przeciwnie, raczej starał się nas i wszystkich podtrzymywać w tej myśli o jego mniemanym fachu.”

W październiku 1939 roku Messing został informatorem, a później agentem gestapo. Otrzymał trzypokojowe, „pożydowskie” mieszkanie przy ul. Traugutta w Łodzi. Zamieszkał tam z żoną. Jeden pokój zajął pracownik gestapo Karl Stier. Messing miał zajmować się „przestępstwami gospodarczymi” wśród Żydów. Chodziło o majątek, który Żydzi ukrywali u znajomych po aryjskiej stronie, a nawet u volksdeutschów. Utrzymywał kontakty nie tylko z łódzkim, ale i warszawskim oraz częstochowskim gettem. Taka działalność przynosiła mu ogromne zyski.

„Messing był bardzo biedny, nic nie posiadał, ja się starałem dla niego o żywność itd., ale po niedługim czasie zaczął obrastać w piórka, wzbogacając się w krótkim czasie. Moim zdaniem doszedł on do tego dzięki swojej nadzwyczajnej wartości i zdolności. Zaczął prowadzić wytworne życie, na jakie pozwolić mógł sobie tylko bardzo bogaty człowiek,” zeznawał później Stier.

Wtedy też Messing zetknął się z łódzkimi Niemcami, braćmi Reinholdem i Bruno Rychterami. Obaj pomagali Żydom, chociaż nie robili tego bezinteresownie. Messing doniósł również na nich. Bracia zostali zesłani do obozu koncentracyjnego jako przestępcy gospodarczy. Reinhold Rychter opuścił obóz w Oranienburgu, bo zgłosił się na ochotnika do służby wojskowej.

Ile osób zadenuncjował Messing? Trudno to dziś oszacować. Z pewnością było ich wiele. Musiał być na tyle cenny dla gestapo, że nie zabito go w trakcji wojny, mimo żydowskiego pochodzenia. Sam stworzył własną siatkę współpracowników. Wiedział, że po wojnie nie będzie tu bezpieczny. 18 stycznia 1945 roku opuścił Łódź i wyjechał na Zachód. Już po wojnie był przesłuchiwany przez Brytyjczyków. Przyznał wtedy, że donosił na gestapo, ale stwierdził, że robił to po to, by ratować własne życie. Wkrótce został zwolniony i żadne nieprzyjemności ze strony władz go nie spotkały. Wprawdzie kilka razy był jeszcze przesłuchiwany, jednak przed sądem nigdy nie stanął.

W latach 50. mieszkającym w okolicach Hamburga Messingiem zainteresowała się SB. Próbowano go zwerbować, a jako przynętę wykorzystano… Reinholda Rychtera. Miał on spotkać się z Messingiem, domagając się wyjaśnień dotyczących przeszłości i przyczyn, dla których ten doniósł na niego gestapo. Miał go przestraszyć informacją o posiadanych dowodach jego agenturalnej działalności i tym samym zmusić do współpracy z SB. Do spotkania doszło w styczniu 1961 roku. Messing początkowo był przestraszony, niepewny siebie. Nic dziwnego, bo w końcu stał przed nim człowiek, który za jego przyczyną trafił do obozu koncentracyjnego. Messing poprosił go o chwilę przerwy, podczas której wyszedł na spacer. Po powrocie zachowywał się zupełnie inaczej. „Wy g… macie, a nie moje akta (…). Gdybyście w Polsce mieli moje akta, to byście je dawno tu przysłali,” mówił.

SB podjęła później jeszcze jedną próbę werbunku, ale i ona się nie powiodła. Więcej Messinga nikt już nie niepokoił.

Więcej o Zygmuncie Messingu w opracowaniu Jacka Walickiego „Zygmunt Messing – dzieje Żyda o życiorysie niezgodnym z regułą” w piśmie „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” tom 8.

Katarzyna Markusz