„Nie” dla wolności religijnej

222 posłów głosowało za tym, aby ubój rytualny nie był w Polsce legalny. 222 osoby zdecydowały o tym co mogą, a czego nie – jeść Żydzi i muzułmanie, nie tylko w Polsce, bo mięso to było eksportowane do krajów muzułmańskich i Izraela. Zagraniczni odbiorcy jakoś sobie poradzą, bo w większości krajów UE ubój rytualny jest dozwolony i pewnie tamtejsi producenci chętnie przejmą ten rynek opuszczony, z własnej woli, przez Polaków.

Debata przed głosowaniem toczyła się od dawna. Od dobrych kilku miesięcy trwały spory i przepychanki o to, kto ma rację, kto jest bardziej humanitarny i oświecony, kto jest lepszym człowiekiem. Ten „humanitaryzm” polega na niezgadzaniu się na ubój prowadzony według zasad islamu i judaizmu, ale nikt nie protestuje przeciwko ubojowi prowadzonemu w poszczególnych gospodarstwach rolnych. Czyżby tam babcie przed zabiciem kurczaka na rosół stosowały ogłuszanie? Jeśli tak, to dlaczego korpus takiego kurczaka, już po odcięciu głowy, siłą napiętych wcześniej ze strachu mięśni jest w stanie przebiec nawet kilka metrów? A co ze świniami, których ubój prowadzi się w gospodarstwach przed każdym większym katolickim świętem? Mają jakąś lepszą śmierć, wyjątkową? Dlaczego nikt nie protestuje?

Odpowiedź wydaje się prosta i czasami nawet słychać ją z ust obrońców zwierząt. Bo taki ubój to tradycja. Tradycja polska, katolicka. Z nią walczyć nikt nie będzie. Łatwiej pokonać przecież słabszego przeciwnika. A takim bez wątpienia są w Polsce muzułmanie i Żydzi. Czeczeni, którzy schronienia szukają w Polsce, nie dość, że muszą uważać, aby ich drzwi nie spłonęły, aby ich dzieci nie zostały pobite na ulicy, to jeszcze, jeśli są religijni, muszą przejść na wegetarianizm. Podobnie jest z Tatarami i Żydami, którzy Polski nie traktują jak chwilowego przystanku, ale tu się urodzili, tak jak ich rodzice, dziadkowie i wiele wcześniejszych pokoleń. Tak, są Polakami niezależnie od tego jak wielu panów zamawiających jednym wyciągnięciem ręki pięć piw, będzie twierdzić inaczej. W związku z tym powinni mieć takie same prawa jak każdy inny obywatel. Tymczasem mają ich coraz mniej.

Do posłów przed głosowaniem swój list skierował biskup Mieczysław Cisło. Wyraził w nim poparcie dla uboju prowadzonego w ramach obrzędów religijnych dla mniejszości wyznaniowych w Polsce. Podkreślił też, że nie ma żadnego uboju bez cierpienia. To prawda. Zabijanie zwierząt wciąż pozostaje zabijaniem, niezależnie od wybranej metody. Nie można jednak pozwalać na to jednym, zabraniający innym. „Chcemy, żeby szanowano nasze prawa religijne, uszanujmy więc obrzędy religijne innych grup wyznaniowych,” powiedział przed głosowaniem minister rolnictwa Stanisław Kalemba. Nie pomogło. 222 posłów i posłanek powiedziało wolności religijnej „nie”.

W zaciszu swego biura poselskiego pewnie cieszy się z takiego obrotu sprawy poseł Paweł Suski z Platformy Obywatelskiej, który sugerował, że Żydzi kamienują kobiety, w ubojni kręcą Kill Bill, i znani są z samouwielbienia. Cieszy się z pewnością poseł Robert Biedroń, który dla zabawy paradował przy okazji Chanuki po Sejmie w kipie, a zakaz uboju tłumaczył… polskimi drzewkami w Jad Waszem. Cieszy się również jedna z głównych aktywistek pro-zwierzęcych Dorota Wiland, która w czasie internetowej dyskusji pytała zwolennika szchity, czy rozumie język polski, czy też może zna wyłącznie hebrajskie litery.

Niedawno minister Bartłomiej Sienkiewicz i sam premier Donald Tusk obiecywali, że dobiorą się do skóry wszelkiej maści neonazistom, faszystom i antysemitom. Zapowiadali walkę z grafficiarzami, podpalaczami i osobami napadającymi na małe dzieci w Białymstoku. A może powinni zacząć od Warszawy? Na przykład od ulicy Wiejskiej?

Katarzyna Markusz