Spór o Treblinkę

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Sejmu wpłynęło właśnie sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu o poselskim projekcie uchwały w 70 rocznicę buntu więźniów w Treblince. Projektu, który w swoim zamierzeniu miał nie tyle upamiętniać ofiary obozu zagłady, co gloryfikować mieszkających w pobliżu Polaków za rzekomą pomoc udzielaną uciekinierom. Projektu, który opierał się na nieprawdziwych danych i nie powinien był nigdy wyjść spod ręki uczciwego człowieka.

Pierwotny projekt uchwały wyglądał tak: “2 sierpnia 1943 roku w niemieckim, nazistowskim Obozie Zagłady w Treblince wybuchł bunt więźniów, który w konsekwencji doprowadził do likwidacji obozu, jednego z największych miejsc zagłady narodu żydowskiego w podbitej przez III‐cią Rzeszę Europie.

Więźniowie po zdobyciu broni, zaatakowali pilnujących obozu SS‐manów i zniszczyli część infrastruktury obozowej. Według szacunków historyków ok. 200 więźniów zbiegło i miedzy innymi dzięki pomocy okolicznych mieszkańców stu spośród nich przeżyło wojnę.

Okoliczna ludność z ówczesnego powiatu sokołowsko‐węgrowskiego udzieliła uciekinierom efektywnej pomocy w formie przekazania ubrań, pieniędzy, żywności lub noclegów. Dziesiątki Polaków z okolicznych wsi za pomoc Żydom, uciekinierom z Treblinki, zostało bestialsko zabitych. Symbolem stała się zamordowana za pomoc w postaci chleba, cała rodzina Lubkiewiczów ze wsi Sadowne.

Z samego tylko powiatu sokołowsko‐węgrowskiego, Medalem Sprawiedliwi Wśród Narodów
Świata odznaczonych zostało blisko 100 osób.

Udzielający pomocy zbiegłym więźniom niemieckiego obozu zagłady mieszkańcy okolic Treblinki nie są odosobnionym przypadkiem Polaków ratujących Żydów w czasie II Wojny Światowej. Instytucje Polskiego Państwa Podziemnego, jednostki wojskowego podziemia i poszczególni Polacy wraz z rodzinami w całym kraju zaangażowani byli w te wynikające z przywiązania do humanitarnych i chrześcijańskich wartości działania. Tysiące Polaków zapłaciło za udzielaną pomoc najwyższą cenę życia – mordowano całe rodziny udzielające Żydom pomocy.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom buntu w niemieckim, nazistowskim Obozie Zagłady w Treblince, którzy podjęli heroiczną walkę o wolność i godność człowieka. Jednocześnie Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa wyrazy największego szacunku i czci wobec wszystkich mieszkańców okolic Treblinki, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc swoim żydowskim braciom.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża przekonanie, że wiedza o mieszkańcach wsi i miasteczek z okolic Treblinki oraz innych Polakach, którzy oddali swoje życie ratując Żydów powinna być ważnym fundamentem narodowej pamięci.”

Obecnie uchwała brzmi następująco:
“2 sierpnia 1943 roku w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Treblince wybuchł bunt więźniów, który w konsekwencji przyspieszył likwidację jednego Z największych miejsc zagłady narodu żydowskiego w podbitej przez III Rzeszę Europie. Zamordowano w nim ponad 800 tys. osób.

Po zdobyciu broni więźniowie zaatakowali pilnujących obozu SS-manów i zniszczyli część infrastruktury obozowej. Około 200 więźniów zbiegło i, między innymi dzięki pomocy okolicznych mieszkańców, kilkudziesięciu z nich przeżyło wojnę.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom buntu w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Treblince, którzy podjęli heroiczną walkę o wolność i godność człowieka. Jednocześnie Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa wyrazy największego szacunku i czci wszystkim mieszkańcom okolicznych miejscowości, którzy nieśli pomoc swoim żydowskim braciom. Wielu Polaków za udzieloną pomoc zapłaciło życiem.”

Skąd te różnice? Komisja Kultury obradowała nad projektem we wtorek. Został na nią zaproszony prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. “Ta uchwała złamała całkowicie proporcje. 800 tys. osób, które zginęło w obozie, 800 osób, które zginęło w trakcie powstania i zostały im poświęcone jeden czy dwa akapity, a sześć poświęcono Polakom, którzy im pomagali. Jeżeli chcemy uczcić pamięć tego wydarzenia, to chyba powinniśmy utrzymać jakieś proporcje,” mówił prof. Śpiewak cytowany przez portal dzieje.pl. “Przedstawiciel wnioskodawców mówi o jakichś 100 osobach odznaczonych przez Jad Waszem, co jest nieprawdą, wedle mojej wiedzy to była tylko jedna osoba. Oczywiście trudno już też teraz zbadać ilu Polaków udzielało pomocy Żydom, ale ocenia się, że w ciągu całej wojny za pomoc tę zginęło ok. tysiąca Polaków, więc mówienie o setkach tylko na tym terenie nie może być prawdziwe.”

“Znam tą historię w opracowań historycznych i pobytów w muzeum w Treblince,” odpowiedział na to poseł Arkadiusz Czartoryski (PiS). “Ponad 330 Polaków zamordowano, często z rodzinami, za tę pomoc, i to nie tylko w postaci przechowywania, ale też przekazania żywności czy wody. To dane m.in. z Instytutu Jad Waszem, Muzeum Holokaustu w USA i od pracowników naukowych muzeum w Treblince. 100 medali Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata przyznano przez Instytut Jad Waszem tylko mieszkańcom okolic Treblinki, z powiatu węgrowsko-sokołowskiego. Czyli, że Instytut uznał, że 100 ludzi jest godnych tego medalu, a prof. Śpiewak mówi, że takie przypadki nie miały miejsca. To wstrząsające.”

Wstrząsające jest raczej to, że poseł Czartoryski, przedstawiciel polskiego parlamentu, wybraniec narodu, wierzy w to, co mówi. A mówi bzdury. Nie trudno się domyślić, że swoją wiedzę poseł opiera na wydanym niedawno opracowaniu “Dam im imię na wieki. Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów” autorstwa Edwarda Kopówki (kierownika muzeum w Treblince) i ks. Pawła Rytel-Andrianika. W książce tej Sprawiedliwi zostali cudownie rozmnożeni, ponieważ zamieszczono tam biogramy osób, które zaledwie otarły się o powiat sokołowsko-węgrowski w czasie wojny. Są tam ludzie, którzy jedynie urodzili się na terenie tego powiatu, a później całe swoje życiu, włączając w to ratowanie Żydów, spędzili gdzie indziej. Zostali jednak zaliczeni do “Sprawiedliwych z okolic Treblinki”.

Mieszkańcom Sokołowa Instytut Jad Waszem przyznał dwa medale. Otrzymali je: Kazimierz Miłobędzki, który pomógł kilku Żydówkom wyrobić fałszywe papiery umożliwiające wyjazd na roboty do Niemiec, Franciszka i Hipolit Górscy, którzy w swoim domu przez dwa lata ukrywali rodzeństwo Irenę i Aarona Elsterów oraz pochodzący z Wielkopolski Stanisława, Roman i Zofia Kasprzakowie, którzy w czasie wojny mieszkali w Sokołowie i uratowali dziewczynkę z tutejszego getta. Żaden z tych przypadków nie dotyczył udzielania pomocy uciekinierom z Treblinki. Uciekinierem z wagonu jadącego do Treblinki był natomiast Abraham Rotsztajn, który schronienie znalazł u Wojciecha i Heleny Konopczyńskich w Sabniach niedaleko Sokołowa. Po wojnie Konopczyńscy byli przez sąsiadów wytykani palcami. Dokuczano im do tego stopnia, że poprosili, mieszkającego już wtedy w Stanach Zjednoczonych Rotsztajna, o pomoc z umożliwieniu im wyjazdu zagranicę. W 1962 roku historia ta została sfilmowana pod znamiennym tytułem “The Man Who Refused To Die”.

“Niektórzy chłopi przechowywali u siebie Żydów, za co brali sowite wynagrodzenie. Później, gdy stałe niebezpieczeństwo, na które się narażali, zaczęło im zbytnio ciążyć, ucinali Żydom siekierą głowy,” pisał w swoim pamiętniku Józef Górski. “Opodal Treblinki leży wieś Wólka Okrąglik. Gospodarze tej wsi wysyłali swe żony i córki do ukraińskich strażników, zatrudnionych w obozie, i nie posiadali się z oburzenia, gdy te kobiety przynosiły za mało pierścionków i innych kosztowności pożydowskich, uzyskanych w zapłatę za osobiste usługi. Proceder ten był oczywiście materialnie bardzo korzystny: strzechy znikły zastąpione blachą, a cała wieś robiła wrażenie Europy, przeniesionej do tego zapadłego kątka Podlasia. Kosztem jakich strat moralnych ten dobrobyt został osiągnięty, o tym nikt nie myślał. Takie było morale chłopstwa, o którym mówiono, że ‘niebo jest nim brukowane’.”

Górski w czasie wojny przebywał w Ceranowie w powiecie sokołowskim, gdzie zarządzał rodzinnym majątkiem. Był zwolennikiem Narodowej Demokracji. Skoro przedstawiciel miejscowej elity wyrażał się w ten sposób, to czy możliwe jest, aby ponad setka osób w okolicy została odznaczona przez Jad Waszem za pomoc Żydom, a 330 osób zamordowanych za ten właśnie odruch miłosierdzia? Jest to po prostu niemożliwe. Okoliczni mieszkańcy chętnie korzystali z bliskości obozu zagłady, handlując z ukraińskimi strażnikami czym tylko się dało – wymieniając jedzenie, alkohol a nawet usługi seksualne swoich żon i córek na złote zęby i biżuterię. Pomoc uciekinierom z obozu była rzadkością.

“Rozpoczyna się wściekła gonitwa,” wspominał Herszl Szperling, któremu udało się uciec z Treblinki. “Żydzi dzielą się na bardzo małe grupy. Jestem z trzema innymi ludźmi. Teraz jest tylko jeden rozkaz: na przód, na przód! Udaje nam się dostać 12 km od Treblinki. Za dnia nie ośmielamy się ruszyć ze strachu, że zostaniemy zauważeni. Chowamy się w niedostępnych miejscach. Nocą strach prowadzi nas dalej. Ale zaczynamy cierpieć z głodu. Zastanawiamy się, czy mamy jeszcze szansę ujść z tego z życiem, czy nie byłoby lepiej odebrać sobie życie. Jeden z nas postanawia się powiesić. Ale w końcu wola życia jest silniejsza. Jako najlepiej mówiący po polsku, idę do najbliższej wsi, żeby zdobyć coś do jedzenia. Powoli, niepewnie, niezdecydowanie, z bijącym sercem wychodzę z lasu i zbliżam się do domu stojącego na uboczu. To jest jakieś 30 km od Treblinki. Wznoszę moje oczy do nieba i modlę się, wchodząc za próg tego domu. Jedno spojrzenie na kobietę mówi mi, że ona zdaje sobie sprawę z tego kim jestem. ‘Musiałeś uciec z Treblinki’, mówi. Stan, w jakim się znajduję, moje ubrania i wyraz desperacji na mojej twarzy, sprawiają, że może mnie przegonić. Jestem przygotowany na najgorsze. Ale kobieta uspokaja mnie, mówiąc że nie muszę się bać, że pomoże mi jak tylko będzie mogła. Jednak nie może mnie ukryć. SS-mani węszą w pobliżu i przeszukują wszystkie pobliskie wioski. Nie jest gotowa narażać siebie i swojej rodziny na śmiertelne niebezpieczeństwo.”

“Kiedy doszedłem do pierwszej wioski (…) przyjęto mnie życzliwie, ale czułem, że chcą się mnie jak najszybciej pozbyć,” wspominał kolejny z uciekinierów Samuel Willenberg. “Przed wieczorem zatrzymałem się w wiosce, której nazwy niestety nie przypominam sobie. Szarzało. Zbliżyłem się do grupy wieśniaków rozprawiających o czymś na drodze i zapytałem, czy nie mogliby mi udzielić noclegu. Moja prośba ich przeraziła. Odmówili mi stanowczo i aby uniknąć dodatkowych nalegań z mojej strony rozeszli się po zagrodach.”

Poseł Czartoryski niesłusznie oburza się na prof. Śpiewaka. Zamiast promować uchwały sejmowe, w których przekazuje się zwykłą nieprawdę, pan poseł powinien zajrzeć do najbliższej biblioteki i przeczytać publikacje wydane np. przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Wtedy dowie się jak wygląda rzeczywistość okupacyjna, czym zajmowali się wtedy Polacy i jak ginęli Żydzi.

Katarzyna Markusz