Saga rodu Kamila Q.

Kamil Qandil przyleciał do Izraela 2 września. Na lotnisku odmówiono mu wstępu na terytorium tego kraju i zaproponowano powrót do Polski. Zdarza się i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Kamil nie został aresztowany, nie stała mu się żadna krzywda. Kamil ma jednak siostry, które są dziennikarkami współpracującymi z PAP i Tygodnikiem Powszechnym. Dlatego Kamil z zagrożenia staje się w polskich mediach ofiarą. Czy słusznie? Oczywiście, że nie.

Jak pisze Magdalena Qandil w liście otwartym do Ministra Spraw Zagranicznych, Radosława Sikorskiego, Kamilowi na lotnisku powiedziano, że „stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela” i dlatego odmówiono mu wstępu na terytorium tego kraju. To nie znaczy, że Kamil został aresztowany. Otrzymał możliwość powrotu samolotem z Tel Awiwu do Warszawy. Odmówił. Dlaczego? Tego redakcja Tygodnika Powszechnego, publikująca list Magdaleny Qandil, już nie analizuje. Nikt się nad tym nie zastanawia, a wydaje się to dość ciekawe.

Kamil Qandil jest wolontariuszem Polskiej Akcji Humanitarnej. Jak pisze jego siostra, „zajmował się odbudową zrujnowanych rzymskich cystern, w których mieszkańcy palestyńskich terytoriów okupowanych zbierają wodę deszczową.” „Terytoria okupowane” to historyczna Judea i Samaria obecnie administrowana przez Izrael.

Palestyńczycy uzyskali tam autonomię i żyją tak jak chcą. Niestety, oznacza to również tworzenie i działanie organizacji terrorystycznych, które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Warto wiedzieć, że z cystern, które buduje PAH nie korzystają Palestyńczycy, a Beduini – koczowniczy lud, mieszkający w namiotach i przemieszczający się po terytorium kraju. Władze Izraela zachęcały wielokrotnie Beduinów do stałego osiedlania się, jednak bez większych rezultatów. Beduini radzą sobie również bez PAH-owskich cystern. Robią normalne zakupy w sklepach i żyją tak jak mają na to ochotę. Tego pani Qandil w swoim liście nie napisała, bo to nie pasuje do wizerunku Izraela, jaki chciałaby przekazać polskim czytelnikom.

Kamil mógł bez problemu wrócić do Polski. Nie chciał. „Zdecydował się jednak odwoływać od zakazu wstępu na terytorium Izraela – najpierw w sądzie rejonowym, teraz w Sądzie Najwyższym, dlatego, że zadanie, które mu Pan powierzył uznał za ważniejsze niż swój własny komfort,” pisze jego siostra Magdalena. Ona pisze, a mnie trudno uwierzyć w szlachetność intencji samarytanina Kamila, który doskonale wiedział, że wkrótce rozpoczynają się w Izraelu święta i ewentualne sprawy w sądzie mogą z tego powodu się przeciągnąć. To tak, jakby domagać się w polskim sądzie natychmiastowej interwencji 24 grudnia. Raczej niemożliwe, prawda? Kamil wie, że jego obecną sytuację doskonale da się wykorzystać propagandowo przeciwko państwu Izrael. I o to mu właśnie chodzi. Dlaczego do tej pory mógł wjeżdżać bez problemu na teren Izraela, a 2 września takiej możliwości mu odmówiono? Widocznie wcześniej do czegoś doszło, zrobił coś, co wzbudziło niepokój izraelskich władz.

Izrael jest krajem otoczonym przez wielu wrogów i atakowanym przez nieprzewidywalne organizacje terrorystyczne. Na terytoriach zamieszkałych przez Palestyńczyków nie może być jednak najgorzej skoro buduje się tam domy, bloki mieszkalne, a nawet nowoczesne centra handlowe. I tak, mieszkają i kupują w nich ci biedni mieszkańcy terenów, którym Kamil tak bardzo chce pomagać.

„Ja jestem z niego dumna, pomimo że gdy miał dwa, może trzy, lata ugryzł mnie w rękę, bo nie chciałam się z nim bawić,” pisze Magdalena Qandil. W tym miejscu nie pozostaje nic innego jak tylko zapłakać na losem dwu-, może trzyletniego, Kamilka, zatrzymanego przez okrutnych Izraelczyków. Czy Magdalena jest tak samo dumna z palestyńskich terrorystów wysyłających swoje dzieci do walki z izraelskimi żołnierzami jako żywe tarcze? Czy taka sama duma rozpiera ją na wieść o kolejnym autobusie wysadzonym w powietrze przez palestyńskich terrorystów? Tak samo była dumna widząc ostrzelane przez palestyńskie rakiety Ashdod? Bo ja widziałam ślady po tym ostrzale. Trafiono m.in. w jeden z bloków przy dużej, ruchliwej ulicy. Dlaczego tym ludziom rodzina Qandil nie współczuje?

Tygodnik Powszechny nie tak dawno nawoływał do walki z nienawiścią w sieci. „Wszyscy tkwimy w tym szambie – język nienawiści wylewa się bezkarnie zewsząd. Dowolny temat, dowolne forum (byle dość popularne) i zaczyna się bluzg, z nieodzownym antysemickim refrenem. Jak to powstrzymać? (…) W ekspertyzie zamówionej przez „Tygodnik Powszechny”, a sporządzonej przez dyrektorkę działu prawnego wydawnictwa Ouest-France (kiedyś udziałowca naszej firmy) i przekazanej polskiej Izbie Wydawców Prasy, wskazano wyraźnie stosowane we Francji regulacje dotyczące karnej odpowiedzialności za szerzenie w internecie mowy nienawiści, oszczerstw i pomówień. We Francji obowiązuje prawo, które identycznie traktuje przestępstwa i wykroczenia popełnione w prasie papierowej i w sieci.

Prawo, które nakłada na wszystkich użytkowników internetu, również autorów prywatnych blogów, a także autorów komentarzy, bezwzględną odpowiedzialność za słowo” – taki apel do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Tygodnik Powszechny opublikował rok temu. Dziś na stronie internetowej TP ukazują się tego typu komentarze (pisownia oryginalna): „Izrael jest państwem oficjalnie rasistowskim. Powstał na zbrodni i rabunku cudzej ziemi. Katolik Kamil jest rzydom tak samo nie na rękę jak alestyńczyk Kami. Chętniej przyjmą tam polaków mających rzydowskich przodków aby kontynuować nieuczciwy proceder. A Kamil, jak mu śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach niemiła, lepiej żeby wrócił do polskiej Ojczyzyny.” (komantarz został usunięty). Na facebooku TP wcale nie jest lepiej. „Może wydalimy z Polski tych, którzy przylecą na Marsz Żywych do Oświęcimia. Jeżeli Izrael nie szanuje nas, to dlaczego my mamy szanować ich,” napisał jeden z użytkowników. Redakcja Tygodnika milczy i do tego typu komentarzy na administrowanych przez siebie stronach się nie odnosi. Dlaczego? Może dlatego, że jak wielu innym w Polsce, nie przeszkadzają im jedynie ci Żydzi, którzy zginęli w 1942, a ci, którzy żyją dzisiaj wydają się przedziwnym ciężarem?

Katarzyna Markusz