„Białe autobusy”

Na początku 1945 roku rząd neutralnej jak dotąd Szwecji postanowił uratować część więźniów obozów znajdujących się na terenie Rzeszy. Obawiano się, że zostaną oni zamordowani przez wycofujących się Niemców. Początkowo negocjowano uwolnienie jedynie Skandynawów, ale w miarę rozwoju akcji zaczęto wywozić z obozów również Żydów i Polaków.

„Jesienią 1944 zaczęły krążyć pogłoski, że Hitler zamierza zlikwidować wszystkich więźniów obozów koncentracyjnych w chwili, gdy dojdzie do końcowej rozgrywki, a dla każdego było jasne, że zakończy się ona klęską Niemiec. Czołowi żydowscy politycy, tacy jak Gerhard Riegner, przedstawiciel Światowego Kongresu Żydów w Genewie, czy jego odpowiednik w Sztokholmie, Gilel Storch, podjęli gorączkowe działania w celu ocalenia z hitlerowskiego ‚zmierzchu bogów’ pozostałych jeszcze przy życiu Żydów,” pisze w swojej książce Sune Persson.
Międzynarodowy Czerwony Krzyż niewiele mógł w tej sprawie zrobić. Łatwiej było udzielić pomocy schwytanym żołnierzom, niż więźniom cywilnym. W sprawę zaangażowali się Szwedzi. Na czele kompleksu niemieckich obozów koncentracyjnych stał wtedy Heinrich Himmler, był więc najważniejszą osobą, z którą należało prowadzić pertraktacje. Himmler miał również słabość do Szwecji, ponieważ Skandynawów uważał za „czystych Aryjczyków”. Jednocześnie obawiał się, że Szwecja może przystąpić do wojny. A jemu zależało na tym, aby ktoś nawiązał kontakt z aliantami. Himmler chciał poddać się na froncie zachodnim, a kontynuować walkę na wschodzie, bo uważał brytyjską, czy amerykańską okupację Niemiec za lepszą od zalewu bolszewizmu. Do przekonania zachodnich aliantów do swojej idei miał zamiar wykorzystać Szwedów.

Głównym negocjatorem, który w imieniu Szwedzkiego Czerwonego Krzyża i rządu Danii, który również zaangażował się w ratowanie ostatnich więźniów obozów koncentracyjnych, prowadził rozmowy z Himmlerem był hrabia Folke Bernadotte. „Od początku planowano, że w skład misji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża wejdzie 340 kobiet i mężczyzn oraz 15 przedstawicieli tej organizacji i 75-100 pojazdów różnych typów. Niemcy naciskali, by liczba zaangażowanych ludzi została zredukowana do maksimum 250 osób. 5 maja 1945 roku szwedzka prasa została poinformowana przez Bernadotte’a, że ostatecznie personel liczył 250 ludzi i wykorzystano 75 pojazdów. (…) Wszystkie elementy zaopatrzenia, takie jak żywność, paliwo (mieszanka benzyny z alkoholem) i części zapasowe musiały pochodzić ze Szwecji. Żadna z tych rzeczy nie była dostępna w Niemczech.” Wszystkie autobusy pomalowano na biało oraz umieszczono na nich znak Czerwonego Krzyża. W trakcie wyprawa, już na terenie Niemiec, nie zawsze chroniło to przed atakiem alianckich samolotów.

Dzięki akcji białych autobusów udało się uratować przynajmniej kilkanaście tysięcy osób. Byli to głównie Duńczycy i Norwegowie, Polacy, Francuzi oraz Żydzi, Niemcy, Belgowie, Holendrzy, Węgrzy, obywatele państw bałtyckich, Luksemburczycy, Słowacy, Brytyjczycy oraz kilku Amerykanów, Rumunów, Finów, Włochów, Hiszpanów.
Po wojnie hrabia Bernadotte został przewodniczącym Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, a później negocjatorem ONZ w Palestynie. Tam został zamordowany we wrześniu 1948 roku przez żydowskich zamachowców. Po jego śmierci zaczęły pojawiać się oskarżenia, że niewystarczająco zależało mu na ratowaniu Żydów, że mógł zrobić więcej, oraz że to nie jemu należą się główne zasługi za powodzenie akcji białych autobusów. W swojej książce wszystkim tym oskarżeniom przeciwstawia się Persson. Bernadotte, dzięki swoim umiejętnościom negocjacyjnym, oraz wsparciu wpływowych przyjaciół, zrobił tyle, ile w tamtym czasie zrobić było można na terenie upadającej Rzeszy. A być może nawet nieco więcej.

Sune Persson „Białe autobusy. Pakt z Himmlerem i niezwykła akcja ratowania więźniów obozów koncentracyjnych”, wyd. PWN

Katarzyna Markusz