Dobry i zły Żyd

O Żydach częściej słyszę, że byli niż są. Byli tu dawno temu i już nie wrócą. A dobrzy chrześcijanie, traktują ich jak niektórzy filantropi traktują upośledzone dzieci – kupują kredki i dofinansowują turnusy rehabilitacyjne, ale do własnego domu nie wpuszczają. Czują się dobrze, bo pomogli tym gorszym, chociaż z daleka. Dla części (i tylko części) ludzi zajmujących się tematem żydowskim, historią, upamiętnianiem, Żyd jest właśnie takim gorszym – gorszym bratem w wierze.

Poznałam różne osoby zajmujące się, nazwijmy to, dialogiem polsko-żydowskim. Każda z nich jest inna, chociaż realizują podobne projekty i chodzi im o to samo – o przywrócenie pamięci o żydowskich mieszkańcach ich miejscowości. Większość tych żydowskich mieszkańców zginęła w czasie wojny, a dziś nikt taki już tam nie mieszka. Historia kończy się więc na śmierci. I na tej śmierci skupia się pamięć. Żydzi są tu biedną, wychudzoną, ubraną w łachmany masą. Są kimś, komu należy współczuć, litować się nad nim, pogłaskać na pocieszenie po głowie i powiedzieć: „Nie martwcie się, postawimy wam tablicę w miejscu dawnej synagogi”. Dziś to współczucie jest łatwe, bo dotyczy ludzi, których dawno już z nami nie ma. A gdzie było wtedy? Gdzie było w 1942 albo 1943 roku, kiedy zginęła większość polskich Żydów?

Kiedy kościelni hierarchowie mówili o pojednaniu i ogłaszali, że antysemityzm jest grzechem, też miałam wrażenie, że mówią to z pozycji „lepszego”, który „gorszemu” pozwolił usiąść przy wspólnym stole. Nie widziałam między nimi równości. Pamiętam z lekcji religii w liceum zajęcia na temat tego, kto wejdzie do królestwa niebieskiego. Żydzi też się tam znajdą, ale będą musieli cierpliwie czekać na samym końcu, za grzesznikami, mordercami, wyznawcami innych religii, a nawet dzikimi ludami, które nigdy nie miały okazji spotkać misjonarza mogącego je nawrócić. Żydzi więc uznawani są za tych gorszych. Wprawdzie takich, którym możemy, my chrześcijanie, podać rękę, a nawet ją przyjaźnie uścisnąć, ale wciąż jednak gorszych. Kupimy im kredki – postawimy tablicę; wyślemy na turnus rehabilitacyjny – zbudujemy jakiś pomnik, ale wciąż są to gesty czynione z wyżyn naszej wspaniałości.

Coraz częściej o Żydach decydują nie Żydzi. W pewnym sensie trudno się temu dziwić, bo Żydów jest stosunkowo niewielu i w wielu sytuacjach po prostu nie da się inaczej. Nie można jednak wychodzić z założenia, że skoro Żydzi z danej miejscowości zginęli to jest to definitywny koniec tej historii. Nie można jej pisać bez ich udziału. Tak się po prostu nie da, chociaż jest niewątpliwie łatwiej. Historia to nie matematyka, gdzie 2 plus 2 zawsze daje 4 i nie ma o czym dyskutować. Historia to różne punkty widzenia, to tysiące odcieni szarości, to często niemożliwość wydania jednoznacznych osądów. Historia się nie kończy. Ona przechodzi w teraźniejszość i dlatego odrywanie się od współczesnego życia, od Żydów, którzy dziś mieszkają w Polsce, Izraelu lub innych krajach, jest błędem. To nasza wspólna historia i wspólnie powinniśmy na nią patrzeć stojąc być może w różnych miejscach, ale nie wyżej lub niżej od siebie.

Myślałam niedawno o napisaniu tekstu, który byłby zatytułowany „Nie przepraszam za Jedwabne”. Nie czuję się winna temu, co się wydarzyło w tej miejscowości. Nie czuję żadnej wspólnoty z tymi mordercami. Oni nie są częścią żadnej grupy społecznej, z którą bym się identyfikowała. Nie są moim wyrzutem sumienia. Łączy nas tylko to, że urodziliśmy się w tym samym kraju. Tak jak Żydzi, którzy spłonęli w tej stodole. Jest to jedna z tragedii naszej wspólnej, polsko-żydowskiej, historii. Niestety, nie jedyna. I dlatego musimy o niej rozmawiać wspólnie. Patrzenie dobrego chrześcijanina żyjącego w 2013 roku na biednego Żyda żyjącego w getcie 70 lat wcześniej to nie jest właściwa perspektywa. Kupowanie najpiękniejszych nawet kredek być może da nam chwilowe poczucie zrobienia czegoś dobrego, ale świata jednak nie zmieni. Spójrzmy na Żyda jak na równego sobie, jak na kogoś kto jest taki sam jak my. Spójrzmy na niego jak na zwykłego człowieka, a nie wstydliwą pamiątkę z przeszłości.
Również dla niektórych polskich mediów martwy Żyd z przeszłości jest lepszy od żywego. Żywy, chociaż niektórym trudno w to uwierzyć, ma takie same prawa jak inni obywatele. Również religijne. A przynajmniej powinien mieć. Odbieranie tych praw Żydom, kreowanie rzeczywistości wbrew nim, stało się popularne w największych mediach. Polska Agencja Prasowa do relacjonowania sytuacji w Izraelu zatrudnia byłą aktywistę Kampanii Solidarności z Palestyną, Alicję Kandil. Kiedy w lutym 2011 roku premier Benjamin Netanjahu przyjechał do Warszawy, pod kancelarią premiera kilkanaście osób protestowało przeciwko tej wizycie. „To [spotkanie] oznacza legitymizację okupacji, polityki eksmisji i kolonizacji ziem Palestyńczyków. Nasz rząd daje przyzwolenie na łamanie prawa międzynarodowego,” mówiła wtedy dziennikarzom biorąca udział w demonstracji Kandil. Dziś jej depesze na temat konfliktu na Bliskim Wschodzie, za pośrednictwem PAP, trafiają do wszystkich mediów i kształtują obraz jaki na ten temat mają Polacy.

Wcale nie lepiej jest z Gazetą Wyborczą, która, i słusznie, oburza się na kolejne dewastacje żydowskich cmentarzy, ale żywym Żydom, mieszkającym obecnie w Polsce, odmawia prawa do postępowania w zgodzie ze swoją religią. Odmawia im też prawa do zabierania głosu i walczenia o swoje racje. Doskonałym przykładem manipulacji informacją jest tu sprawa uboju rytualnego. Pod koniec 2012 roku internetowe dyskusje na temat uboju były bardzo gorące. Brał w nich udział również poseł Platformy Obywatelskiej, chrześcijanin-katolik (jak informuje na swojej stronie na jednym z portali społecznościowych), Paweł Suski. „Czy Państwo jesteście też za kamienowaniem kobiet?” napisał poseł na facebooku. „A w ubojni drobiu kręcicie Kill Bill 4,” dodał po chwili. „Samouwielbienie znane od wieków,” komentował dalej. „Życzę Pani wszystkiego najgorszego,” „Żydzi mają swój kraj (…), tu jest Polska a nie Izrael”, „Powinno się zalegalizować kamienowanie takich jak ty!!!”, „Od kiedy Polska to kraj żydowski do k… nędzy?! Wypad tam gdzie wasze miejsce albo 10 metrów pod ziemię, tam gdzie Hitler je zgrabnie szykował dla was,” „Polska dla Polaków. Nie dla ciebie i całej reszty żydowskiej” – to tylko niektóre komentarze i wiadomości, jakie pojawiły się po wpisach posła Suskiego. „Powinien Pan wiedzieć, że kamienowania zaprzestaliśmy na setki, żeby nie powiedzieć na tysiące lat przed wygaśnięciem ostatnich stosów,” napisał Piotr Kadlčík w liście skierowanym do posła Suskiego oraz posłów Sławomira Rybickiego z Komisji Etyki Poselskiej, Mirona Sycza z Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych oraz Rafała Grupińskiego z Klubu Parlamentarnego PO. Żaden z nich na list ten nie odpowiedział.

Stanowisko w tej sprawie zajęła również Paula Sawicka ze Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita. Jej oświadczenie zostało opublikowane na łamach Gazety Wyborczej, jednak tam zniknęły z niego zdania mówiące o niewłaściwym zachowaniu posła Suskiego (w cytowanym tekście umieściłam je w nawiasie). „Zabieram głos w tej sprawie poruszona lekturą listu, który do premiera Donalda Tuska skierowała pani Katarzyna Markusz,” napisała Paula Sawicka. „Autorka zwróciła się wcześniej do Kancelarii Premiera i do parlamentarzystów z prośbą o niezakazywanie uboju rytualnego i stała się obiektem haniebnych i niegodziwych antysemickich napaści. [Haniebnych i niegodziwych, bo przedstawiciel Rzeczpospolitej dał przykład obrzucania kalumniami zwracającą się doń Obywatelkę. Haniebnych i niegodziwych, bo przedstawiciel Rzeczpospolitej, szczycącej się odwieczną polską tolerancją znalazł zastępy naśladowców prześcigających się w ogłaszaniu nienawistnych i zakazanych prawem treści.] Haniebnych i niegodziwych, bo intencja rzeczowej dyskusji została zamieniona w okazję do dawania upustu nienawiści do Żydów i pochwalania zbrodni holokaustu.” W tym samym czasie w Gazecie swój felieton potępiający antysemickie argumenty w dyskusji nad ubojem zamieściła Ewa Siedlecka. Jednak i ona nie podała żadnych szczegółów – kto takich argumentów używał, gdzie, o co chodziło? Czytelnik mógł się więc czuć zagubiony, bo zwyczajnie nie miał pojęcia o co chodzi. Gazeta poddała tę informację manipulacji. Kto na tym zyskał? Zagraniczne ubojnie, które z chęcią przejmują polski rynek mięsny. Co zyskała Gazeta?

Nie chodzi tutaj o to, kto miał rację w sporze o ubój. Chodzi o to, że Żyd znowu stał się tym gorszym; tym, za którego trzeba zdecydować, bo sam przecież nie wie, co jest dla niego dobre; tym, któremu trzeba wyraźnie pokazać, gdzie jest jego miejsce. Znowu zabrakło znaku równości. Żyd nie może być równy innym obywatelom tego kraju. Znów okazało się, że Żydzi nie mają prawa głosu, bo ci „lepsi” zdecydują za nich. Zdecydują o ich żydowskim życiu i religii właśnie dlatego, że wiedzą lepiej.

Wciąż dewastowane są kolejne cmentarze żydowskie. Wciąż na murach pojawiają się obraźliwe napisy. Gwiazdy Dawida na szubienicy, swastyki, czy nieśmiertelne „Jude Raus” widnieją na wielu ścianach, ogrodzeniach, parkanach. Młodzi ludzie przestali się bać, bo za tego typu czyny nie ma żadnej kary. Prokuratorzy i policjanci najczęściej nie są w stanie wskazać sprawcy. Jeśli jednak do tego dojdzie, sprawy są umarzane ze względu na nikłą szkodliwość społeczną czynu. Prokuratorzy oraz współpracujący z nimi biegli w obrażaniu Żydów nie widzą nic złego. Swastyka, zdaniem prokuratora Dawida Roszkowskiego, może być przecież symbolem szczęścia. Prokuratura w Kielcach zaś umorzyła dochodzenie w sprawie znieważenia tamtejszego biznesmena, bo biegła powołana w tej sprawie uznała sformułowania typu „żydowskie ścierwo” za ironiczne, sarkastyczne i satyryczne. Żyda można więc obrażać, popychać, wyzywać. Żyd przecież nie może się bronić. Nie ma szans. Decyzje obu prokuratur zostały cofnięte, ale czy w ogóle powinny być wydane?

Chrześcijanin (choć przecież nie każdy i to bym chciała podkreślić) nie może patrzeć na Żyda jak na równego sobie człowieka. Nie może, bo przez lata wpajano mu coś zupełnie innego. I nie chodzi tu wyłącznie o wpływy religii na takie postrzeganie rzeczywistości. Chodzi o społeczeństwo, w którym żyjemy. Chodzi o postawy, o podejście do innego człowieka; chodzi o to, jak patrzymy na tych, którzy czymś się od nas różnią. To po prostu nieufność, niechęć do wszelkiej inności. To również chęć zaznaczenia, że jesteśmy lepsi. Lepsi tak po chrześcijańsku.

Kiedy narodziło się chrześcijaństwo, jego wyznawcy nie odnosili się zbyt dobrze do Żydów, chociaż sami przecież początkowo nimi byli, jak ich rodzice i dziadkowie. A jednak Żydzi ich uwierali, bo pojawiało się pytanie – co jeśli oni mają rację? Co jeśli to my popełniamy błąd wierząc, że Jezus jest wyczekiwanym Mesjaszem? Ten niepokój, połączony z potrzebą udowodnienia swojej racji, trwa do dzisiaj. Łatwiej śpi się pod pierzyną Rywki, która zginęła w 1942 roku niż rozmawia z Żydem żyjącym w roku 2013.

Katarzyna Markusz