„Cud purymowy” za karę?

„Hamas, Hamas, Juden auf den Gas” krzyczało w kwietniu 2011 siedemnastu kibiców podczas meczu Legii Warszawa z Widzewem Łódź. 8 października warszawski sąd wydał w tej sprawie wyrok. „Oskarżeni skazani zostali na kary ograniczenia wolności polegające na potrąceniu części wynagrodzenia za pracę albo na obowiązku wykonywani nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne,” informuje rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ale to nie wszystko. Kibice muszą obejrzeć film Izabelli Cywińskiej „Cud purymowy”.

Prokuratura prowadziła dochodzenie w sprawie kibicowskich okrzyków przez prawie rok. W marcu 2012 skierowała do sądu akt oskarżenia. 23 sierpnia 2012 Sąd Rejonowy dla Warszawy Śród mieście sprawę umorzył „wobec stwierdzenia, iż czyny wskazane w akcie oskarżenia nie zawierają znamion czynów zabronionych z art. 256 § 1 kk. W uzasadnieniu ww. postanowienia Sąd uznał, iż skandowanie tego rodzaju haseł nie stanowi przestępstwa nawoływania do nienawiści na tle różnic wyznaniowych i narodowościowych.” Prokuratura z taką decyzją się nie zgodziła i zaskarżyła tę decyzję. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił postanowienie o umorzeniu i przekazał sprawę sądowi I instancji do ponownego rozpatrzenia. Wyrok, który zapadł 8 października nie jest prawomocny, co oznacza, że strony mogą złożyć apelację. I tak się pewnie stanie.

Krzyczenie w miejscu publicznym „Żydzi do gazu”, wbrew opinii sądu, który jako pierwszy sprawę rozpatrywał, jest nawoływaniem do nienawiści na tle różnic wyznaniowych i narodowościowych. Na takie hasła w przestrzeni publicznej trudno się godzić i przechodzić obok nich obojętnie. Kara finansowa, nawet jeśli niewielka (część skazanych musi oddać 20 proc. swojego wynagrodzenia), zmusi skazanych do większej odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Do myślenia ma ich zmusić film. I to w tym wyroku jest najciekawsze, chociaż nie bardzo wiadomo, jak zostanie wyegzekwowane.

„Cud purymowy” to film o Janie Kochanowskim i jego rodzinie. Jan nie przepada za Żydami. Jego syn jest kibicem i też do grzecznych nie należy. Podkochuje się w młodej sąsiadce, która, jak się później okaże, ma żydowskie korzenie. Nie tylko ona zresztą, bo Kochanowscy również je mają. Dowiadują się o tym od prawnika, który dzwoni z informacją i śmierci nieznanego krewnego. Krewny był Żydem. Jeśli Jan chce otrzymać po nim spadek, musi wrócić do wiary przodków. Motywem są więc pieniądze, chęć zarobienia, bez większego wysiłku, sporej fortuny. Kiedy Jan przekonuje się do tego pomysłu, żona wyjawia mu swój sekret. Jej rodzice byli Żydami. To dlatego nigdy nie chodzili na ich groby, bo znajdują się one na cmentarzu żydowskim. Kobieta, znając niechęć swego męża do Żydów, nie chciała mu o tym wcześniej wspominać. Cała rodzina się zmienia. Zamiast malować w windzie swastyki, zaczynają je wycierać. Tylko tak, aby nikt nie zauważył. W końcu okazuje się, że prawnik się pomylił i zadzwonił nie do tych Kowalskich co trzeba. Zmiany, która się w tej rodzinie dokonała nie da się już jednak cofnąć. Nikt tego zresztą nie chce. Czy ten film zmieni warszawskich kibiców? Bo przecież nie chodzi o to, żeby ich tym filmem karać. Gdyby tak było pokazano by im takie działa jak „Kac Wawa”, „Big Love”, albo któryś z ostatnich filmów Wajdy.

Katarzyna Markusz