Wojna pomników

Kiedy w październiku 1938 roku Orson Welles przygotował dla CBS słuchowisko radiowe “Wojna światów”, wielu słuchających go odbiorców rzeczywiście uwierzyło w inwazję kosmitów. Tak bardzo przekonujący był Welles. Podobnie przekonujący są fundatorzy dwóch pomników, które wkrótce mają stanąć w Warszawie. Będą to pomniki poświęcone Polakom ratującym Żydów w czasie wojny. Bo przecież powszechnie wiadomo, że wszyscy Polacy nic innego nie robili, tylko ratowali. Niewdzięczni Żydzi oraz sami Polacy, nie uhonorowali tych czynów do tej pory w należyty sposób. Jad Waszem oraz pomnik Polaków Odznaczonych Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w Łodzi się nie liczą. Bo nie są w Warszawie. A Warszawa jest centrum świata.

Jak podało na początku listopada Polskie Radio, stołeczny ratusz i Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ogłosiły konkurs na projekt pomnika poświęconego Polakom ratującym Żydów. Miałby on stanąć przy kościele Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim w Warszawie. Częścią tego pomnika miałby być mur z nazwiskami około 10 tys. osób oraz nazwami instytucji, które przyczyniły się do ratowania Żydów. Mur ma stać tak (to już moja interpretacja), aby idący do synagogi Nożyków Żydzi dokładnie go widzieli i przypomnieli sobie komu i za co powinni być wdzięczni. Listę nazwisk opracowywał będzie prof. Jan Żaryn na podstawie m.in. informacji dostarczonych przez Radio Maryja. “Budowę pomnika sfinansuje urząd miasta oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Przybliżony koszt to ok. 2 mln zł,” podaje Polskie Radio. Komitet budowy już powstał i pracuje.

15 listopada podczas konferencji prasowej w hotelu Sheraton ogłoszono powstanie kolejnego komitetu. Ten ma się zająć budową pomnika “Ratującym-Ocaleni”, który ma stanąć za rok w pobliżu Muzeum Historii Żydów Polskich.

“Pomnik upamiętniający Polaków, którzy podczas okupacji ratowali Żydów, był moim marzeniem od wielu lat. Uważam, że nie powinien być on finansowany ani przez polskie państwo, ani jakieś polskie miasto. Powinna być to inicjatywa i pieniądze pochodzące ze składek środowisk żydowskich. Nie wyobrażam sobie lepszego miejsca dla takiego pomnika, niż plac wokół Muzeum Historii Żydów Polskich. Tam tworzy się taka symboliczna przestrzeń – jest pomnik Bohaterów Getta, pomnik Jana Karskiego, popiersie Willy’ego Brandta. Ta lokalizacja gwarantuje, że pomnik zobaczy wielu ludzi odwiedzających muzeum” – powiedział na piątkowej konferencji prasowej Zygmunt Rolat cytowany przez PAP.

Zygmunt Rolat przez lata marzył o pomniku upamiętniającym Polaków. Teraz, jako majętny biznesmen, może taką budowę sfinansować “Ta lokalizacja gwarantuje, że pomnik zobaczy wielu ludzi odwiedzających muzeum,” to zdanie jest kluczowe. I jakże prawdziwe.
Muzeum Historii Żydów Polskich z polskimi Żydami ma niewiele wspólnego. Pokazuje, póki co, gołe ściany, które mają symbolizować rozstąpienie się wód Morza Czerwonego. Wody nie chciały się rozstąpić na wiosnę, kiedy ulewne deszcze zalały piwnice budynku. Natura nie dała rady, ale może muzeum pogrąży się samo. Wizerunku Paradisus Iudaeorum dopełni doskonale alejka Sendlerowej i ławeczka Karskiego. Tak, żeby nikt nie miał cienia wątpliwości, jak wspaniałym i dzielnym narodem jest Naród Polski, pod którego troskliwą opieką znaleźli się Żydzi przez setki lat, a szczególnie podczas II wojny światowej.

Nie chodzi o to, aby pomnika Polakom ratującym Żydów nie stawiać. Chodzi o to, gdzie to robić. Plac przy Muzeum Historii Żydów Polskich na Muranowie to miejsce, w którym w czasie wojny znajdowało się getto. Tu nie było Sprawiedliwych i Ratujących. Tu był głód, bieda, nędza, rozpacz, a w końcu śmierć. Tu były próby wydostania się na “aryjską” stronę. Nie zawsze udane. “Tych kilka ulic i skwerów stanowi jedyną w swoim rodzaju strefę pamięci, na której terenie powinno się przede wszystkim oddać cześć żydowskiemu cierpieniu, a nie polskiemu heroizmowi,” napisali w kwietniu przedstawiciele Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Ich głos nie został wzięty pod uwagę przez budowniczych tego pomnika. Tak samo jak głos przedstawicieli polskiej społęczności żydowskiej, którzy w liście otwartym opublikowanym kilka miesięcy temu napisali: “Pomnik winien z jednej strony wyrazić wdzięczność uratowanych Żydów, z drugiej zaś wdzięczność Rzeczypospolitej dla tych, którzy w swym szlachetnym dziele przeciwstawili się i Niemcom, i tym, którzy z nimi współpracowali. Czy tego rodzaju pomnik powinien stanąć na terenie warszawskiego getta, wśród licznych, powstałych w różnych okresach pomników? Czy ulokowanie go nieopodal Muzeum Historii Żydów Polskich, miejsca, którego zadaniem ma być zobrazowanie tysiącletniej koegzystencji, a nie zawężanie naszej wspólnej historii do czasów Zagłady, jest właściwym pomysłem?” Dlaczego trzeba budować dwa pomniki poświęcone tym samym ludziom? Czy oba komitety nie mogą się połączyć i postawić jednego monumentu?

“Za muzeum i wkład państwa w jego budowę trzeba będzie Polsce zapłacić,” mówi mi jeden z przedstawicieli społeczności żydowskiej. “Obecnie obowiązują trzy waluty: Jan Paweł II (już były naciski, żeby pierwsza wystawa czasowa w muzeum była mu poświęcona), Jakub Berman (już były sugestie, żeby temat żydokomuny pojawił się na wystawie po 1945), Sprawiedliwi. Pomnik Sprawiedliwych wybudowany przy muzeum, a więc wyłącznie z taką intencją, że ma być widoczny dla żydowskich wycieczek ze świata, co to będą tłumnie odwiedzały tę wybitną placówkę, jest taką formą zapłaty. W ten sposób – być może wbrew szlachetnym intencjom ocaleńców, którzy znaleźli się w komitecie honorowym – Sprawiedliwi stali się walutą.”

Katarzyna Markusz