Dziś wolałbym ciebie nie spotkać

W jednym z opowiadań Borgesa jest taka piękna scena: oto do siedemdziesięcioletniego autora Alefa przysiada się na ławce przed uniwersytetem Harvarda młody chłopak, informując genialnego Argentyńczyka, iż ma przed sobą siebie – siebie w wieku lat dwudziestu. Następnie Tamten zaczyna starcowi ze swadą wyjaśniać, jak to jest być Jorge Luisem Borgesem u progu dorosłości; autor Księgi piasku nie ma najmniejszych wątpliwości, że słucha opowieści obcego człowieka, w dodatku – opowieści o obcym człowieku. To z pozoru niemożliwe do opisania doświadczenie (nie)przeżycia na nowo porzuconej, swojej – a jednak cudzej – tożsamości analizuje, wgłębiając się w powojenne koleje swojego ojca, szwedzki pisarz i dziennikarz Göran Rosenberg w świetnym eseju Krótki przystanek w drodze z Auschwitz.

1.

Jakkolwiek banalna to konstatacja, najistotniejszą rzeczą, jaką należy sobie uświadomić, przystępując do lektury świeżo wydanej przez „Czarne” książki Rosenberga jest, że każda droga ma swój początek i koniec. Ten ostatni nie musi być konkretnym miejscem, konkretnym punktem na mapie: musi jednak od początku istnieć jako założenie, absolutna pewność tego, że gdzieś jest, a czas podróży jest tylko czasem przejściowym, podczas którego, co prawda, mogą następować krótsze i dłuższe postoje, ale – który jest tylko na tymczasem. To u kresu czeka pewna stałość, wypracowana w drodze – jak również: mimo drogi – tożsamość człowieka innego, niż ten, który do wędrówki przystępował.

Paszport podróżnika, którym jest bohater eseju Rosenberga – jego ojciec, urodzony 14 kwietnia lub 14 maja 1922 roku pod nazwiskiem Dawid Rozenberg – nie obfituje w zbyt szczegółowe dla czytelnika/celnika informacje: w swoją wędrówkę wyruszył 24 lub 25 sierpnia 1944 roku na stacji Radogoszcz, razem z siedemdziesięcioma tysiącami innych Żydów z łódzkiego getta, na mocy wydanego kilka tygodni wcześniej obwieszczenia Chaima Rumkowskiego. To jeden z ostatnich transportów: getto zostanie zlikwidowane 29 sierpnia. Do Auschwitz Rosenberga „dostarczono” 26 sierpnia. Niecały rok później – ewakuacja: najpierw Brauenschweig. Później: Ravensbrück. Na – pozorny – koniec: Wöbbelin i zasłane trupami pole przed rokokowym Ludwigslust. To właśnie na tym polu, w dniu kapitulacji Rzeszy, zaczyna się prawdziwa podróż Dawida Rozenberga. U jej domniemanego kresu będzie on Davidem Rosenbergiem, obywatelem Szwecji, ojcem dwunastoletniego Görana, robotnikiem, komiwojażerem, zmarłym, informuje pieczołowicie prowadzona karta chorego Szpitala Psychiatrycznego w Sundby, 22 lipca 1960 roku z powodu endogenny – „co znaczy”, zapisze pół wieku później syn, „że cienie, które cię zabijają, przychodzą z wewnątrz”.

Nad tym ostatnim, kluczowym dla całego eseju Rosenberga zdaniem należy pochylić się szczególnie uważnie. Można by je, oczywiście, uznać za chwytliwą metaforę, zbudowaną na medycznej dosłowności: Rozenberga/Rosenberga zabiła jego własna przysadka mózgowa: Rozenberga/Rosenberga zabiła tkwiąca w nim od kilkunastu lat trauma Zagłady.

Tyle, że szwedzki intelektualista tę metaforę odrzuca. Pisze: „cienie, które cię zabijają, nie przychodzą z wewnątrz. Przychodzą z zewnątrz, doganiają cię i wciągają w mrok”. Czym – lub kim – jest to zewnętrze?

2.

W znakomitej, nietłumaczonej niestety na polski pracy The Ruins of Memory: Holocaust Testimonies (wymienionej, skądinąd, w bibliografii eseju Rosenberga) amerykański badacz Lawrence L. Langer pochyla się nad świadectwami Ocalałych z Szoah, analizując świadectwa, jakie – z braku lepszego słowa – wygłaszają oni przed kamerami. Socjolog zauważa dziwną i niepokojącą tendencję – o sobie samych czasu Zagłady survivals po częstokroć mówią w trzeciej o sobie, jak gdyby mówili o kimś obcym.

Z jednej strony – można to zjawisko spróbować zinterpretować po prostu przez pryzmat upływu czasu: świadectwa nagrywane są w latach 70. i 80., od Holocaustu minęło już kilka dziesięcioleci. Ci, którzy przeżyli, często byli podówczas dziećmi. Jasnym jest, że do samych siebie, jakimi byli w latach 40., podchodzić będą z dystansem: w pewnym sensie mitologizować swoje ówczesne przeżywanie i ówczesnego siebie.

Rosenberg z początku zdaje się podążać tym tropem, w opowieść o swoim ojcu wplatając elementy autobiograficzne: przypomina archetypiczną przestrzeń świata własnego dzieciństwa. Nie jest w tej opowieści Göranem Rosenbergiem, wpływowym szwedzkim publicystą, stałym komentatorem „Dagens Nyheter” i autorem Kraju utraconego, ale Chłopcem, dla którego poczucie własnej odmienności – i żydowskości, i bycia dzieckiem emigrantów z Polski – nie ma większego znaczenia. Świat widziany jest w trzeciej osobie i narrator-Rosenberg sześćdziesięcioletni nawet nie próbuje udawać, że będzie w stanie odtworzyć myślowe schematy bohatera-Rosenberga dziesięcioletniego. Ten chwyt formalny to w Krótkim przystanku w drodze z Auschwitz jednak tylko techniczny wybieg, rewers i odbicie faktycznego problemu, z którym zmaga się narrator/autor: życia po życiu, jakie odbywa w Szwecji lat 50. Dawid Rosenberg. Poświęciwszy obozowym przeżyciom ojca stosunkowo niewielką część eseju, autor Kraju utraconego skupia się bowiem na innym aniżeli dziecięce poczuciu utraconej tożsamości. Jego ojciec nie trafił do Szwecji za sprawą własnego wyboru, przemyśliwał raczej udanie się – jak większość Ocalałych – do Palestyny lub USA. Owszem, skandynawski kraj doby narodzin modelu socjalnego był dla niego kuszący, ale nie można powiedzieć, by faktycznie kiedykolwiek czuł się w Szwecji u siebie – choć otrzymał obywatelstwo, choć nauczył się języka.

Rosenberg-autor/narrator może więc odbyć nostalgiczną podróż do miejsc znanych mu z dzieciństwa i opisać ją, zdając sobie sprawę z tego, że Chłopiec, który bawił się w pobliżu Miejsca i Mostu już nie istnieje, a próba przywołania na kartach eseju jego sposobu widzenia świata to wyłącznie czcza, literacka zabawa. Rosenberg- autor/narrator może nawet wyprawić się w podróż do miejsc związanych z Zagładą, by skonstatować, że podobnie czczą zabawą byłaby próba odtworzenia sposobu myślenia więźniów obozów. Jaka jednak perspektywa narracyjna – czy też auto-narracyjna – dostępna jest w analogicznej sytuacji dla Davida Rosenberga, bohatera książki swojego syna?

Choć ryzykowne to stwierdzenie – żadna. Nie jest on już ani więźniem, ani kimś, kto Szoah zostawił za sobą. Nie może myśleć o sobie-obozowym jako o Chłopcu zagubionym w mitologii dzieciństwa, ani też – jako spoglądającym w swoją przeszłą tożsamość dorosłym.

3.

To po wielokroć w Krótkim przystanku z Auschwitz przez Rosenberga rozważany Jean Améry (najdonioślejszy chyba przykład starającego się swoje ja po Auschwitz zbudować na nowo, porzuciwszy w przeszłości Chaima Mayera) stwierdził, że bycie Ocalałym z Zagłady nie jest ani tożsamością, w ramach której można prowadzić życie, ani nawet fundamentem, na którym by można spróbować taką tożsamość zbudować. Bycie Ocalałym to wieczne, jak by powiedział Paul Celan, „stanie na ruchomych piaskach”: uczestniczenie w podróży, która ma początek, ale nie ma i nie może mieć końca.

Rosenberg przywołuje między innymi szczególnie dotkliwy przykład roszczeń o odszkodowania, jakie pod koniec lat 50. Niemcy Zachodnie, na mocy układów kapitulacyjnych, zaczęły wypłacać Ocalałym. David Rosenberg, by otrzymać finansową nawiązkę za lata spędzone w obozie, będzie musiał przejść serię upokarzających testów przed akredytowanymi przez RFN lekarzami, udowodnić traumę, jaką spowodował u niego pobyt w Auschwitz. Przyjmując „postawę roszczeniową” nie jest już Ocalałym Żydem: jest Shylockiem wyrywającym funt mięsa (odszkodowania, skądinąd, na samym początku nie otrzyma). W podejściu, jakie prezentują wobec niego i szwedzkie, i niemieckie władze, przewija się pretensja: dlaczego, skoro Europa otrząsnęła się już z traumy Zagłady, on nie może?

Tożsamość Ocalałego – i to najistotniejszy temat tej doskonałej, nagrodzoną w Szwecji Nagrodą Augusta książki – jest dla niego samego, jak opisuje problem ten Rosenberg, tożsamością, której jak najszybciej należy się pozbyć – i której pozbyć się nie można. Jest, by odwołać się do przywoływanego już Lawrence’a L. Langera, buried self, tożsamością pogrzebaną, wobec której Ocalały nie może przyjąć żadnego stanowiska: koszmar Zagłady polegał wszak na kompletnym odpodmiotowieniu istoty ludzkiej, odebraniu jej prawa do podejmowania jakichkolwiek własnych wyborów. Sparaliżowany pogrzebaną tożsamością David Rosenberg może po wojnie starać się utrzymać kontakt ze znajomymi z przedwojennej Łodzi, snuć plany biznesowe, wyprawiać się do Palestyny, itd., itd. – jednak porzucona tożsamość go dopada, przychodząc, jak podkreśla jego syn, z zewnątrz.

Czym jest więc dla Rosenberga ta porzucona tożsamość? Czy jest to, na przykład, przywoływany przez Rosenberga kazus niewinnych napisów ostrzegawczych w pociągach i ogłoszeń na murach, które przyjmują dla Ocalałego kształt słów zapamiętanych z Zagłady? Czy jest to, na przykład, przywoływany przez Lawrence’a L. Langera kazus niemożliwego do zrozumienia odczucia piękna, jakiego jedna z Ocalałych doznała, gdy bydlęce wagony zatrzymały się pośrodku pola i przez uchylony lufcik zerknęła na wiosenne słońce?

Ani tym, ani tym: porzucona tożsamość nie jest bowiem bagażem, który można ze sobą zabrać w drodze z Auschwitz – zakorzeniałby bowiem ten bagaż, twierdzi Rosenberg, Ocalałego w historii, nadawał jego tożsamości pewną stałość. Stałości jednak dla człowieka na ruchomych piaskach nie ma – jest on wiecznie w podróży, podróży o tyle paradoksalnej, że mającej swój początek, ale nie – koniec. Czy jest w takim razie podróżą, czy też tytuł Krótki (trwający ledwie piętnaście lat – WE) przystanek w drodze z Auschwitz należałoby interpretować jako prowokację?

I tak, i nie. Podróż Rosenberga-ojca, niemożliwa do zrozumienia dla jego syna (na szczególną uwagę zasługuje tu zwłaszcza z początku oburzająca historia o otrzymanym przez Szweda mandacie za przekroczenie prędkości) jest bowiem podróżą dla kogoś,kto podróżuje tylko po to, by podróżować, a nie – dążąc do jakiegoś celu. Cel już dawno został osiągnięty, Auschwitz nie można przeskoczyć. Droga z niego jest wyłącznie drogą w dół, podczas której życie po Zagładzie może być tylko krótkim przystankiem – doskonale napisaną analizą klęski sprokurowania tożsamości, która przez swoją tymczasowość nie istnieje.

Wojciech Engelking

„Krótki przystanek w drodze z Auschwitz” Göran Rosenberg, wyd. Czarne, przekład z języka szwedzkiego Mariusz Kalinowski