Niemiecka odpowiedzialność i nasza pamięć

„Miałbym się budzić codziennie z tą samą nienawiścią do Niemców? Nienawidzić ich za to tylko, że są Niemcami? Przejmuje mnie co innego – że studenci nauk politycznych w moim rodzinnym Zagrzebiu nie wiedzą, czym była Zagłada, nie wiedzą, co to nazizm,” powiedział 90-letni Branko Lustig, były więzień Auschwitz i Bergen-Belsen, producent „Listy Schindlera”, podczas projekcji „Night Will Fall” na festiwalu Berlinale. W tym samym czasie w siedzibie Knesetu Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, mówił, że chociaż urodził się w 1955 r. „ponosi odpowiedzialność wynikającą z masowego mordu popełnionego w imię jego narodu. Każdy Niemiec ją ponosi.”

„Night Will Fall” będzie miał swoją premierę w przyszłym roku. Już teraz fragmenty tego filmu pokazano na festiwalu w Berlinie. Dlaczego jest wyjątkowy? Może dlatego, że musiał czekać prawie 60 lat, aby widzowie mogli go obejrzeć. Pierwsze zdjęcia nakręcili alianci, którzy w kwietniu 1945 r. weszli do Bergen-Belsen. Operatorzy sfilmowali pole z tysiącami ludzkich zwłok. Sfilmowali tych, którzy przeżyli siedzących na trawie i jedzących resztki z obozowego magazynu. „Symboliczna jest scena wybierania przez niedawnych więźniów nowych ubrań dostarczonych prosto z Londynu, od Harrodsa: damskie buciki, sukienki, marynarki, kapelusze. Zepchnięci do stanu podludzi, ubierając się w te nowe rzeczy, znowu czyją się ludźmi,” pisze Tadeusz Sobolewski w GW.

Ten film zaczęto kręcić pod koniec wojny, jednak nigdy nie dokończono jego realizacji. Dlaczego? By dać szansę Niemcom na podniesienie się po wojnie. By nie potęgować nienawiści. By nie obarczać. A może po to, by w pewnym sensie zacząć od nowa? Dlaczego więc pokazuje się go dzisiaj? Może po to, aby pamiętać, bo z tą pamięcią nie jest u nas najlepiej. Może po to, by przypomnieć sobie do czego może prowadzić nienawiść. Od zakończenia wojny minęło prawie 70 lat i wydaje się, że wiele w tym czasie zdołaliśmy zapomnieć. Tak jak studenci z Zagrzebia, którzy nie wiedzą, czym była Zagłada.
„Nie padłem na kolana dlatego, że miałem do wyznania jakąś winę, ale dlatego, że chciałem się utożsamiać z moim narodem,” wyznał w wywiadzie udzielonym Orianie Fallaci kanclerz Niemiec Willi Brandt, odnosząc się do swego historycznego gestu pod Pomnikiem Bohaterów Getta podczas wizyty w Warszawie 7 grudnia 1970 r. „To znaczy z narodem, z którego wyszli ci, którzy popełnili tak straszliwe czyny. Ten gest nie był skierowany jedynie do Polaków. Był skierowany także do Niemców (…) Ponieważ wielu, zbyt wielu powinno wiedzieć, że nie są sami i że trzeba razem nieść ten ciężar.”

„Jeśli ten areligijny, nie będący współwinnym zbrodni, wówczas nieobecny człowiek, na własną rękę obrał drogę przez dawne warszawskie getto i tam uklęknął – to nie klęczy tam z osobistego powodu. Klęczy ten, który tego czynić nie musi, za tych wszystkich, którzy muszą, ale nie klęczą – gdyż nie odważą się, albo nie mogą, albo nie potrafią lub nie chcą się odważyć. Przyznaje się zatem do winy, która go nie obciąża, i prosi o przebaczenie, którego sam nie potrzebuje. Klęczy więc za Niemcy” – tak komentował to wówczas niemiecki dziennikarz Hermann Schreiber.

Brandt wielokrotnie zapraszał Gołdę Meir, premier Izraela, do złożenia wizyty w Niemczech. Odmawiała. Twierdziła, że jej noga nie mogłaby postać w tym kraju. Trudno jej się dziwić. W jednym z filmów, którego tytułu już nie pamiętam, jest taka scena: młody chłopak opowiada swemu znajomemu o „zabawie” jaką wymyślili z przyjaciółmi. Podchodzili do starszych osób na ulicy (rzecz działa się w Niemczech) i zadawali im pytanie – „Co robiłeś w 1942? Gdzie wtedy byłeś?” Odchodzili, nie czekając na odpowiedź. Czy młodzi Niemcy dziś zadają takie pytania swoim dziadkom? A jeśli ich nie mają, to czy odpowiedzi szukają w archiwach? Czy chcą to wiedzieć? Pierwsze pokolenie, czyli dzieci tych, którzy w czasie wojny byli dorosłymi ludźmi, raczej wiedzieć nie chce. Albo wie, ale nie dzieli się tą wiedzą z resztą rodziny. Kolejne pokolenie – wnuki i prawnuki tamtych Niemców – są już bardziej otwarte i skłonne do powiedzenia głośno prawdy o swoich przodkach. Ale czy za tę prawdę możemy ich – urodzonych wiele lat po wojnie – winić?

Jeśli Schulz czuje odpowiedzialność za przeszłość, to my wszyscy powinniśmy czuć odpowiedzialność za przyszłość, a słowa „nigdy więcej” traktować jako zobowiązanie do niezamykania oczu na niesprawiedliwość wobec innych. Tych innych, z którymi się być może nie zgadzamy, których stylu życia nie przyjęlibyśmy za własny, których wartości nie podzielamy. Niezależnie od tego, kim są ci „inni”, to przede wszystkim są ludźmi.
„Dlaczego Niemcy to zrobili?” pytano podczas wykładów historyka Raula Hilberga. „Bo chcieli,” odpowiadał. To znaczy, że tragedia drugiej wojny światowej może się powtórzyć, bo wydarzyła się z powodu wielkiej, nieuzasadnionej nienawiści. Nie chciejmy o tym zapomnieć.

Katarzyna Markusz