Ostateczność przyszła we wrześniu

Aaron Elster urodził się w 1933 w Sokołowie Podlaskim, małym mieście na wschód od Warszawy. Tu przetrwał wojnę, dzięki pomocy Franciszki i Hipolita Górskich, Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. W 1947 trafił do Stanów Zjednoczonych. Będąc już na emeryturze, zaangażował się w działalność The Illinois Holocaust Museum and Educational Center. Swoje wspomnienia opisał w książce „I Still See Her Haunting Eyes”, która wkrótce ukaże się po polsku dzięki Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN.

Twoja książka wkrótce zostanie wydana po polsku. Czekałeś na to przez kilka lat, a teraz współcześni mieszkańcy miasta, w którym się urodziłeś wreszcie będą mogli przeczytać Twoją historię. Cieszysz się z tego, czy trochę obawiasz?

Jestem bardzo szczęśliwy, że książka zostanie opublikowana po polsku. Byłoby wspaniale, gdyby mogła być wykorzystywana w miejskich szkołach [w Sokołowie] jako fragment historii o tym, co wydarzyło się w czasie Holokaustu i jak jeden z ich dawnych sąsiadów przeżył.

Moja historia może być wykorzystywana do tego, by uczyć młodych ludzi o tolerancji, o wypowiadaniu się przeciwko uprzedzeniom. Aby zrozumieć, że każdy młody człowiek może coś zmienić, może pomóc w zapobieganiu przyszłym ludobójstwom wobec jakichkolwiek osób. Aby zaakceptować, że wszyscy jesteśmy różni i szanować się nawzajem. Przecież wszyscy wierzymy w tego samego Boga.

Chciałbym, aby uczniowie wiedzieli, że mogą pokonać wszelkie przeciwności i stać się kimś, kim chcą być, jeśli tylko uwierzą, że mogą.

Jaki był Sokołów przed wojną? Miałeś tu nie żydowskich przyjaciół? Czy przed wojną antysemityzm był dużym problemem?

Przed wojną mieszkałem na ul. Pięknej, gdzie była przewaga żydowskich mieszkańców. Przyjaźniłem się w większości z Żydami. Byłem zbyt młody, by chodzić do szkoły publicznej. Chodziłem do hebrajskiej szkoły na drugim piętrze budynku, w którym mieszkaliśmy. Gdy rozpoczęła się wojna, nie wolno mi było już chodzić do szkoły. Polskie dzieci naprawdę mnie nie lubiły, ponieważ byłem Żydem. Często przezywały mnie „zabójcą Chrystusa”, ale mimo tego wiedliśmy dość normalne życie. Moi rodzice posiadali sklep rzeźniczy przy ul. Rogowskiej w pobliżu dużego rynku i wszyscy nasi klienci byli Polakami.

We wrześniu 1939 rozpoczęła się wojna. Czy Twoja rodzina nie myślała wówczas o ucieczce na wschód? Wiele osób dzięki temu ocalało.

We wrześniu 1939, kiedy Niemcy zaatakowały Polskę, miasto zostało zbombardowane, wielu ludzi zginęło, a domy spłonęły. W mieście pojawili się niemieccy żołnierze oraz plotki o wielu strasznych rzeczach, które przytrafią się Żydom. To zachęciło wielu do ucieczki przez rzekę Bug do Rosji, gdzie zostali wysłani na Syberię, bo Stalin myślał, że byli szpiegami. Większość przetrwała na Syberii, ponieważ Niemcy nigdy tam nie dotarli. Moi rodzice, tak jak większość ludności żydowskiej w mieście, czuli, że nadchodzą złe czasy, ale nie wierzyli, że dojdzie do okrutnych morderstw.

Jak wyglądało życie Twojej rodziny w sokołowskim getcie?

Życie w getcie było straszne, ludzie umierali z głodu i chorób, z powodu reglamentacji pożywienia i braku leków, które byłyby dla nas dostępne. Można było przeżyć dzięki handlowi na czarnym rynku lub polskim przyjaciołom, którzy przychodzili pod druty i sprzedawali niektóre pokarmy, ale po jakimś czasie jako karą za pomoc Żydom była śmierć. Więc i to się zmieniło. Niemieccy okupanci przychodzili do getta i żądali dostarczenia ludzi do pracy przymusowej, ale większość wywożono do Treblinki, z której nigdy nie wrócili. Jeśli miałeś środki, by przekupić kogoś, to można było swoje nazwisko skreślić z takiej listy u przetrwać kolejny dzień.

22 września 1942 Niemcy rozpoczęli likwidację getta. Tego dnia znalazłeś się wraz z innymi Żydami na Małym Rynku, z którego wszystkich pędzono później na stację kolejową, a stamtąd przewieziono ich w bydlęcych wagonach do Treblinki. Tobie jednak udało się uciec. Jak wyglądało Twoje życie w ukryciu?

Ostateczność w naszym życiu przyszła pod koniec września 1942 podczas święta Jom Kippur lub inaczej Dnia Pojednania.

Getto zostało otoczone i gestapo, ukraińscy żołnierze i lokalna polska policja zaatakowali getto, wyciągali ludzi z domów, zbierali ich na Małym Rynku, skąd pomaszerowali do dworca kolejowego i zostali wysłani do Treblinki. Ludzie byli bici, niektórych zastrzelono na tyłach naszego domu i pochowano na kartoflisku (to Ty zorganizowałaś sprzątanie pomnika, który tam się dziś znajduje).

Moją rodzinę wyciągnięto z naszej kryjówki. Moją matkę zabrano z grupy i wyznaczono do ekipy porządkowej. Mój ojciec, moja siostra Sara i ja zostaliśmy zagonieni na rynek, zmuszeni do siedzenia na bruku i bici przez ukraińskich strażników, a później mieliśmy być wysłani do Treblinki. Mój tata kazał mi biec. Uciekłem przez ogrodzenie z drutu kolczastego.

Przez jakiś czas mieszkałem w lesie, wykopywałem ziemniaki i jadłem je. Czasami jakiś rolnik dawał mi jedzenie, a ja wielokrotnie wkradałem się do stodół i zaszywałem się w słomie lub sianie, by uniknąć śmierci. W końcu udałem się z powrotem do miasta, a pani Górska wpuściła mnie na strych, gdzie przetrwałem. Życie na strychu było nędzne – ciągły głód, zimno lub nadmierne ciepło i strach, że zostanę znaleziony i zabity. Nigdy nie miałem możliwości się wykąpać lub przebrać. Pomimo całego cierpienia, zawsze byłem wdzięczny Górskim za danie mi życia, ponieważ ryzykowali wszystkim, by uratować moją siostrę i mnie.

Ironia w moim życiu: Jeden Polak (pani Górska) uratował mi życie, podczas gdy inny Polak przyczynił się do śmierci mojej matki. Pan Uziębło znalazł moją matkę ukrywającą się w stodole, zawołał swojego kolegę, razem powalili ją na ziemię, związali, rzucili na wóz i przywieźli do Niemców, którzy ją rozstrzelali.

Tobie i Twojej siostrze udało się przeżyć, ale Twoja matka zginęła. W Treblince został zamordowany Twój ojciec i młodsza siostra Sara. Twoja matka została złapana przez Polaków i oddana w ręce Niemców. W trakcie procesu nakłaniali Cię do składania fałszywych zeznań o rzekomej pomocy, jakiej Ci udzielali.

Moje zeznanie w tym względzie było kłamstwem, ponieważ nigdy w czasie wojny nie spotkałem Pana Uziębło. Byliśmy zmuszeni do podpisania tego, chociaż nie bardzo nawet umiałem pisać.

Wiem, że w tym roku przyjedziesz do Polski. Co czujesz wracając po tylu latach do Sokołowa?

Nie mogę się doczekać przyjazdu do miasta mego urodzenia. Chciałbym, aby były tam jakieś pozostałości po naszej egzystencji, do których mógłbym się odnieść.

Mimo wszystko spotkałem tam wspaniałych ludzi. Ciebie uważam za mojego dobrego przyjaciela. Bardzo doceniam pracę, jaką zrobiłaś dla potrzymania naszej historii.

Chciałbym też spotkać panią Annę Kuryłek i jej uczniów.

Jesteś ocalałym z Holokaustu – największej tragedii XX wieku. Czy sądzisz, że ludzkość wyciągnęła lekcję z tej historii? Czy ludobójstwo może się powtórzyć?

Kiedy zakończyły się okropności Holokaustu, powiedzieliśmy „nigdy więcej”, ale rozejrzyj się wokół – wciąż zabijamy się nawzajem.

Rwanda, Bośnia, Darfur – to wciąż trwa i trwa. Są ludzie, którzy mówią: „Mój świat byłby lepszy, gdyby Ciebie w nim nie było.”

Poświęcam moje dni na rozmowy z tysiącami młodych ludzi o niebezpieczeństwie, jakim są uprzedzenia i błagam ich by byli tymi, którzy bronią słabszych, a nie przyglądają się bezczynnie.

Katarzyna Markusz

Na zdjęciu Aaron Elster podczas uroczystości przyznania pośmiertnie medalu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata Franciszce i Hipolitowi Górskim w Sokołowie Podlaskim w 2010.