Wy, Żydzi polscy

Poniższy tekst to jedynie reakcja po lekturze wywiadu z Janem Śpiewakiem, który ukazał się w książce Ireny Wiszniewskiej „My, Żydzi z Polski”. Napisałem go, ponieważ uważam, że nie powinienem obojętnie przechodzić obok sytuacji, gdy ktoś obraża część społeczności, w której żyję, funkcjonuję i którą współtworzyłem. Nazywanie osób, które przeszły konwersję na judaizm ‘popłuczynami’ – jak zrobił to Jan – uważam za coś skandalicznego. Wszyscy jesteśmy takimi samymi członkami jednej społeczności i wszyscy jesteśmy wobec siebie równi. Czy mój syn i córka, członkowie Gminy, którzy by wziąć ślub w ortodoksyjnej synagodze musieliby zrobić konwersję, kwalifikują się do kategorii ‘popłuczyn’?

Celem mojego tekstu nie jest próba zrecenzowana całości książki – z pewnością znajdzie się ktoś, kto zrobi to lepiej niż ja. Wątpliwość natury ogólnej – czy publikacja pod takim tytułem powinna zawierać wywiady podpisane i anonimowe jednocześnie? My, Żydzi z Polski – jawni i anonimowi?

Ale przejdźmy do samego wywiadu.

Zacznę od rzeczy najprostszych i niespecjalnie ważnych – czyli uwag Jana na temat Zarządu Gminy warszawskiej, którego przez szereg lat byłem Przewodniczącym. Zarzuca w nich Zarządowi między innymi „wykładanie pieniędzy na przedsięwzięcia odległe od życia społecznego”. Obydwaj pamiętamy kwoty, które Gmina przeznaczała na działalność organizacji, której Jan był Przewodniczącym, oraz nasze wspólne dyskusje o ich zwiększeniu – te same podczas których stanowczo twierdził, że wyłącznie moja osoba nadaje się do przewodzenia Gminie. Pieniądze były również przeznaczane na pomoc społeczną oraz wsparcie dla Sprawiedliwych. To wszystko zostało ujęte w sprawozdaniu, które otrzymali wszyscy członkowie Gminy.

Jan w swojej przemowie stawia Zarządowi kolejne zarzuty – tym razem bardziej osobiste. A to nieobecność w synagodze ich dzieci, a to wręcz ich śluby kościelne. Mam łatwo – dwójka moich dzieci nie wstąpiła dotąd w związki małżeńskie, a do Gminy należą. Ale nie o to chodzi – wypowiedź Jana przypomina mi anegdotę opisującą rozmowę dwóch dyrygentów – moskiewskiego i nowojorskiego. Dyrygent moskiewski uskarża się na plotki dotyczące antysemityzmu w Rosji. Wymienia jednym tchem szereg muzyków pochodzenia żydowskiego, których ma w orkiestrze i pyta dyrygenta nowojorskiego – A ilu ty masz Żydów w orkiestrze? A nie wiem – odpowiada nowojorczyk.

Nie bronię i nie oceniam wyborów – sami wybieramy swoją drogę i decyzja, czy chcemy pozostać w środowisku zależy od nas samych – a nie od tego, kim są nasi rodzice. Przypuszczam, że Janek, jeżeli stanie się ojcem, sam będzie się z tym musiał zmierzyć.
Do festiwali kultury żydowskiej mam stosunek dosyć życzliwy. Doskonale pamiętam pierwszy z festiwali krakowskich i parokrotnie byłem na ich kolejnych edycjach. Że odpowiada Polakom (jak rozumiem, Janek używa tego terminu w opozycji do Żydów) – pewnie tak, chociaż, jak mi wiadomo stał się atrakcją na skalę międzynarodową. Również dla wielu polskich Żydów stał się ważną datą w kalendarzu.

I na koniec rzecz najważniejsza.

W swoim wywiadzie Jan Śpiewak z sympatią wyraża się o części gminy warszawskiej – reformowanej kongregacji Ec Chajim – miejscu, w którym wprawdzie nie bywa, ale w którym na przykład interpretuje Torę jego Ojciec. Miejscu, w którym decyzją Zarządu, któremu przewodniczyłem, odbywają się konwersje reformowane, w wyniku których nasza społeczność w rozumieniu Jana Śpiewaka zapełnia się ‘popłuczynami’. Komentarz pozostawię osobom, które Janka znają, z wielu przyczyn przeszły konwersję, a właśnie się dowiedziały, co naprawdę o nich sądzi.

Jakże kontrastowa jest, znajdująca się w tej samej książce, pozytywna wypowiedź prof. Jana Hartmana na temat osób, które przeszły konwersję. Profesor docenia ich wysiłki, starania oraz zaangażowanie w życie społeczności żydowskiej.

I na zakończenie.

W wywiadzie Jan Śpiewak, zapytany, czemu nie kandyduje do Zarządu Gminy, tłumaczy swoją nieobecność traumatycznymi przeżyciami z poprzednich wyborów. Listami wyborczymi, autobusami dowożonych na zebranie ludzi tak, by nie udało mu się wejść do władz Gminy. Świadomie przemilcza, że owe autobusy dowożą na każde zebranie członków filii lubelskiej, a decyzja o niekandydowaniu wynika z jego planów związanych z wyborami samorządowymi.

Widząc, jak Janek traktuje ludzi, z którymi gotów jest do doraźnej współpracy, z jaką łatwością osądza intencje i ludzkie wybory – jako warszawiak w trzecim pokoleniu – chętnie wsiadłbym do autobusu z jego wywiadu.

Piotr Kadlčík