Rezerwat pamięci

Prof. Jan Grabowski, fot. archiwum prywatne

W 2015 roku staraniem Fundacji Pamięć i Przyszłość tuż przy Muzeum Historii Żydów Polskich ma stanąć pomnik upamiętniający Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Przeciwko jego lokalizacji protestowali naukowcy z Centrum Badań nad Zagładą Żydów, dziennikarze i intelektualiści. Inicjatorzy budowy pomnika nie wzięli ich głosu pod uwagę. O planowanym upamiętnieniu rozmawiamy z Janem Grabowskim, profesorem historii na Uniwersytecie w Ottawie i członkiem Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN.

Dlaczego pomnik poświęcony Sprawiedliwym nie powinien stanąć w pobliżu Muzeum Historii Żydów Polskich?

Jest mnóstwo innych miejsc, które są tego pomnika godne. Jeżeli chodzi o to miejsce, to powiedziałbym, że jest jednym z ostatnich, w którym taki pomnik powinien stać. Getto jest – nazwijmy to – malutkim rezerwatem żydowskiej pamięci, który powinien być poświęcony żydowskiemu umieraniu, odbywającemu się w obliczu braku pomocy. Nie tylko zresztą pomocy. Skoro już mówimy o tej lokalizacji, to jest to miejsce masowych rozstrzeliwań Żydów po upadku getta. To było miejsce kaźni Żydów wyłapywanych w Warszawie po upadku getta w 1943 i 1944. Można powiedzieć, że prochy Ringelbluma są dziś w miejscu, gdzie stoi Muzeum Historii Żydów Polskich. Wiem, że organizatorom chodzi o to – jak to jeden z nich powiedział – żeby wielu ludzi to obejrzało. Ja to rozumiem, ale jeśli chodzi o duży ruch, to mogą ten pomnik postawić na Okęciu lub przy Rotundzie.

Podczas debaty w radiu TOK FM stwierdził Pan, że skłania się ku temu, iż ten pomnik w ogóle nie powinien stanąć.

Uważam, że pomnik jest zwieńczeniem pewnego procesu, dojrzałego namysłu nad historią, nad wspólnymi relacjami, jakie wiązały Polaków i Żydów. Tej dyskusji na pewno nie było. O ile dawniej mówiłem, że pomnik mógłby stanąć gdzie indziej, to w obliczu takiej kampanii samozadowolenia narodowego, która związana jest z tym pomnikiem nierozerwalnie – niezależnie od tego, czy inicjatorzy tego chcą, czy nie – w obliczu takiej konotacji, radziłbym najpierw dać historykom szansę na opisanie rzeczywiście losów Sprawiedliwych. Boję się, że tego rodzaju pomnik utwierdza polskie społeczeństwo w przekonaniu, że było ogólnie bardzo fajnie i że społeczeństwo polskie ten egzamin historii zdało. Mnie się wydaje, że „jury is still out”, czyli ławnicy z werdyktem jeszcze nie wrócili.

Jaki związek mają Sprawiedliwi z polską racją stanu?

Podstawowy. Jeśli wejdzie się na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych, okazuje się, że Polskę promuje się za pomocą Sprawiedliwych, Jana Karskiego, Ireny Sendlerowej i papieża. Mieszkam za granicą i widzę, jak do miast kanadyjskich, czy do wschodnich Stanów przyjeżdżają wystawy objazdowe – jedna o papieżu, druga o rodzinie Ulmów, trzecia o Irenie Sendlerowej. Stało się to takim produktem marketingowym. W tym wszystkim ginie tragedia tych nieszczęsnych ofiar. Przy okazji giną również paraliżujące lęki, strach Sprawiedliwych, którzy – to trzeba przy każdej okazji podkreślać – najbardziej bali się swoich sąsiadów, często członków swoich rodzin.

Jaki efekt zostanie osiągnięty, jeśli ten pomnik stanie przy MHŻP?

Zależy dla kogo. Efekt będzie taki, że będzie można ugruntowywać przekonanie, że podczas okupacji, jeżeli chodzi o ratowanie Żydów, było dobrze. Jednym z efektów jest też to, że powstaje ten kordon sanitarny – w końcu nie przypadkiem wokół muzeum mamy z jednej strony ławeczkę Karskiego, z drugiej strony ścieżkę Sendlerowej, z trzeciej będzie pomnik Sprawiedliwych, kilometr dalej powstał Park Sprawiedliwych, a tuż obok, na Placu Grzybowskim, patrioci stawiają teraz monument dziesięciu tysięcy Sprawiedliwych. Rozumiem, że powody są inne i inne są grupy, ale to się układa w pewną całość. Na tym gruncie zjawiska upamiętniania Sprawiedliwych spotykają się ludzie tacy jak redaktor Gebert z ojcem Rydzykiem. Z zupełnie innych powodów i przyczyn, ale razem napędzają ten proces.

Czy dziś w Polsce potrafimy rozmawiać o historii, również tych jej stronach, z których nie jesteśmy dumni?

Polskie społeczeństwo ma głęboko zakorzeniony instynkt ofiary, przekonanie o byciu ofiarą historii. Z najwyższą niechęcią, w zasadzie w ogóle nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że wobec innych, często słabszych, mogło odgrywać rolę ciemiężyciela. Jeżeli debata wchodzi na te grząskie tereny, to często kończy się pyskówką. To co robił Jan Tomasz Gross było niesłychanie ważne, ale to nie wszystko. Uważam, że teren do dyskusji jest jeszcze ogromny. Mnożenie pomników Sprawiedliwych w tym momencie jest zasadniczym błędem. To smutne, bo niejako przyklepuje temat, który jeszcze nie był omówiony.

Jak wiele czasu jeszcze nam potrzeba do zakończenia takiej dyskusji?

Mnie się wydaje, że w ogóle nie było takiej próby, poza dyskusjami wokół książek Jana Grossa. Widać, co się dzieje z tym pomnikiem. Niewiele osób ma zdanie podobne do mojego. Zdecydowana większość to zwolennicy tego projektu. Miejsca na taką dyskusję nie widziałem. W momencie, gdy zadaje się najprostsze pytanie – Skąd Niemcy wiedzieli, gdzie szukać Żydów? – zapada milczenie. Z punktu widzenia historyka, który, tak jak ja, zna te akta, widać, że w ponad dziewięćdziesięciu procentach to były donosy innych Polaków. Zanim zaczniemy celebrować, spójrzmy na tę część działalności szerokich rzesz polskiego społeczeństwa, dla których ukrywanie Żydów było łamaniem pewnego tabu. Żydzi nie byli uważani za współbraci, współobywateli. Przyjmowanie pod swój dach Żyda było łamaniem pewnej formy solidarności społecznej. Dopóki tego nie omówimy, kolejny pomnik pod kolejnym muzeum będzie utrwalał w wychowanych bardzo narodowo i patriotycznie Polakach fałszywe przekonanie, że w czasie okupacji, jeśli chodzi o opiekę nad Żydami, było dobrze.

Więcej było Sprawiedliwych, czy tych, którzy donosili?

Trudno jest liczyć. Wystarczy jednak spojrzeć na wspomnienia ocalonych – głównie to była głęboka obojętność. Żeby krzywdzić nie trzeba wielkiej ilości ludzi, ale ważne jest to, że musi być sprzyjająca po cichu większość. Nie zapominajmy, że dokumenty Sprawiedliwych to nie są dokumenty sensu stricto historyczne, ale forma upamiętniania. Pomówmy na ten temat więcej.

Czy istnieje coś takiego jak wspólna polsko-żydowska historia i czy dla obu stron znaczy ona to samo?

Polsko-żydowska historia istnieje na pewno. Jeżeli są dwa narody żyjące w jednej przestrzeni geograficznej w jednym czasie to mają one rzecz jasna wspólną historię. Inną kwestią jest to, jak one tę historię obserwują i przeżywają. Warszawa w roku 1942, 1943, 1944 dla przeciętnej warszawianki byłaby piekłem okupacji, a dla Żyda wychodzącego z getta byłby to raj. Historię przeżywamy w zupełnie inny sposób. To jest jedna historia widziana ze skrajnie różnych punktów widzenia.

A pomnik Sprawiedliwych ich nie łączy?

On przedstawi część tej historii i ukryje prawdę o reszcie. Będzie to jeszcze głębsze zagięcie krzywego zwierciadła, w którym Polacy i Żydzi będą oglądać swoją własną przeszłość.

Rozmawiała Katarzyna Markusz