Uratowali przyszłość

Dziesięć osób zostało we wtorek – 12 sierpnia 2014 – uhonorowanych medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Podczas ceremonii, która odbyła się w synagodze Nożyków w Warszawie, spotkały się rodziny ocalonych i bohaterów.

„Pamiętam pierwszą ceremonię wręczenia medali Sprawiedliwym, w jakiej uczestniczyłem. Byłem tam, ponieważ medal odbierała moja babcia Irena,” mówił podczas uroczystości Piotr Kadlčík, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. „Nazywałem ją babcią, chociaż nie była biologiczną matką mojej matki. Uratowała moją matkę z warszawskiego getta i zaopiekowała się jak własną córką. Później brałem udział w wielu takich ceremoniach. Trudno jest powiedzieć coś nowego. Ci ludzie narażali własne życie, narażali się na śmierć, a jednocześnie ratowali życie innych ludzi. Kiedy o nich myślę przychodzą mi do głowy dwie rzeczy: strach i samotność. Myślę, że bardzo trudno jest nam w tej chwili sobie to wyobrazić. My, jako Żydzi, nie jesteśmy w stanie dostatecznie wyrazić swojej wdzięczności. Gdyby nie Sprawiedliwi, nie byłoby mnie i – tak jak patrzę na znajome twarze zgromadzone w synagodze – nie byłoby wielu z nas.”

„W Izraelu nie mamy innych medali – poza tymi przyznawanymi żołnierzom. Medal Sprawiedliwych jest jedynym cywilnym odznaczeniem,” podkreśla ambasador Izraela Zvi Rav-Ner. „Dopóki tu jesteśmy i możemy odnajdywać tych ludzi i ich historie, będziemy dalej przyznawać te odznaczenia. Zgodnie z tym, co czytamy w Talmudzie – ktoś kto ratuje jednego człowieka, to tak, jakby uratował cały świat. Dziś z osobą uratowaną przyjeżdżają dzieci, wnuki, prawnuki. Ratując tę jedną osobę, Sprawiedliwi uratowali przyszłość.”

Pośmiertne odznaczenie Grzegorza Czyżyka było możliwe dzięki zeznaniom Sheili Bernard, urodzonej w 1936 r. jako Sara (Sala) Perec. Dziewczynka była jedynym dzieckiem Izaaka i Beli Pereców, mieszkańców Chełma. W czasie niemieckiej okupacji, pod koniec 1941 r. rodzina została zamknięta w getcie. Izaakowi udało się zbiec do Związku Radzieckiego, lecz zginął podczas próby powrotu i ocalenia rodziny. Bela pracowała poza gettem i czasem udawało jej się przekupić strażnika, aby móc zabrać ze sobą córkę. Pewnego dnia została aresztowana za handel mąką i zabrana do aresztu, gdzie czekała ją niechybna śmierć. Wówczas z pomocą pospieszył znajomy rodziny, policjant Grzegorz Czyżyk. Wydostał Belę z więzienia, a ponadto – wiedząc o zbliżającej się ostatecznej akcji eksterminacyjnej chełmskich Żydów – zaoferował jej pełną opiekę. Wbrew woli rodziny, Czyżyk ukrywał Belę i małą Sarę w zabudowaniach gospodarczych przez blisko dwa lata. Bohater zmarł na raka tuż przed końcem okupacji, w sierpniu 1944 r. Niedługo później zmarła Bela, a osierocona Sara w 1947 r. wyjechała do Izraela, założyła rodzinę, a następnie w 1963 r. przeniosła się na stałe do USA.

Instytut Jad Waszem postanowił o odznaczeniu Anieli Fedorów, jej córek Ewy Miernowskiej, Marii Patlewicz i Joanny Mosingiewicz oraz zięcia Edwarda Mosingiewicza jako Sprawiedliwych na podstawie relacji mieszkającej obecnie w Kanadzie Olgi Sher i jej siostry Ireny Peritz. Gdy wybuchła wojna Rozalia i Józef Korec z córkami Olga i Ireną mieszkali w Warszawie. Uciekając przed okupantem, wrócili do rodzinnego Borysławia, gdzie w 1942 r. zostali zamknięci w getcie. W tym czasie otrzymywali wsparcie od zaprzyjaźnionej rodziny Fedorów, mieszkającej na obrzeżach miasta. Główną osobą kontaktową była Ewa, która zmobilizowała resztę krewnych do niesienia pomocy. Ponieważ Rozalia i Irena nie otrzymały pozwolenia na pracę, postanowiły ukryć się w domu Fedorów, aby uratować się przed wywózką do obozu. Niestety, ktoś doniósł Niemcom o ich kryjówce i pewnego dnia rozpoczęła się rewizja. Na szczęście żołnierze nie odnaleźli ukrytych w stodole zbiegów. Gdyby im się udało, obie rodziny spotkałaby identyczna kara – natychmiastowe rozstrzelania. W tym czasie Józef Korec i jego córka Olga otrzymywali pomoc od Ewy oraz znajomych z Warszawy, Franciszka Meszarosa i Feliksa Druszkiewicza.

W czasie niemieckiej okupacji Róża Selig, jej córeczka Mireille oraz siostra Lusia Eisner zostały zamknięte we lwowskim getcie. Gdy straciły wszelką nadzieję na przetrwanie, otrzymały wsparcie od rodziny Muszka, którą Lusia poznała jeszcze przed wojną. Mieczysław Muszka i jego siostra Danuta Biały skontaktowali się z Lusią, lecz gdy ta odmówiła przyjęcia pomocy, zgodzili się zaopiekować Różą i małą Mireillą. Żyli bardzo biednie, a mimo to, nie otrzymując żadnej rekompensaty, zaryzykowali swoje życia dla ratowania obcych ludzi. Mieczysław zorganizował ucieczkę z getta, a następnie Danuta przyjęła zbiegów do swego domu i otoczyła troskliwa opieką. Ponieważ Róża miała „dobry wygląd”, nie musiała się ukrywać i mogła żyć po tzw. „aryjskiej” stronie. Danuta pomogła jej w tym, oddając swoje dokumenty. Aby nie zostać przez nikogo rozpoznaną, Róża (już jako Danusia) wyjechała z córką do Kołomyi, gdzie znalazła pracę jako księgowa. Aby uwiarygodnić jej tożsamość i rozwiać wszelkie podejrzenia, rodzeństwo starało się ją regularnie odwiedzać. Po wojnie Muszkowie przenieśli się do Warszawy, a rodzina Selig zamieszkała we Francji, pozostając w kontakcie z wybawcami i odwzajemniając się za ocalenie życia.

W dniu wybuchu wojny Ezriel i Dwora Kuczyńscy, ich 13-letnia córka Johewet (Jadzia) i 5-letni syn Fiszel mieszkali w Skierniewicach. Byli powszechnie znani, ponieważ Ezriel był jednym z miejskich radnych, zarządzał w mieście kolekturami Loterii Państwowej i angażował się społecznie. Na początku 1941 r. Niemcy wywieźli większość żydowskich mieszkańców Skierniewic do getta w Warszawie. Po kilku miesiącach do Kuczyńskich zgłosił się ich dawny znajomy Marian Pyziak, który przed wojną był kierownikiem skierniewickiej Opieki Społecznej, a w czasie okupacji działał w AK. Obiecał pomoc, dostarczał kartki żywnościowe i przygotował ucieczkę z getta dla m.in. siedmiorga członków rodziny Kuczyńskich. Przekupił niemieckich strażników i wywiózł zbiegów w bezpieczne miejsce. Do czasu wyzwolenia w styczniu 1945 r. Kuczyńscy otrzymali pomoc od wielu wspaniałych ludzi, w większości członków podziemia, z których dziewięcioro zostało odznaczonych tytułem Sprawiedliwych w latach 1979 – 1987. Przy podejmowaniu decyzji Instytut Jad Waszem oparł się na zeznaniach złożonych przez małżeństwo Kuczyńskich w 1959 r.

Mieczysław Rylski pomógł w ocaleniu pochodzących z Kałuszyna Perły (Pauli) i Chany Kornblum. Jesienią 1941 r. Kornblumowie wraz z innymi żydowskimi mieszkańcami (którzy stanowili 80 % ludności miasteczka) zostali przesiedleni do getta. W lecie 1942 r. dziewczęta zdecydowały, że za wszelką cenę muszą ratować życie. Zgłosiły się na ochotnika do pracy w obozie. Niebawem dotarła do nich wiadomość, że Niemcy wymordowali cała ich rodzinę. Udało im się dostać do Warszawy, gdzie kupiły fałszywe dokumenty i żyły po „aryjskiej stronie” dzięki pomocy Stanisława Woźniaka. W 1943 r. wyruszyły do Częstochowy, gdzie poznały Mieczysława Rylskiego, właściciela wytwórni wyrobów szklanych. Wyjawiły mu swój sekret, a on – całkowicie świadomy ciążącego na nim ryzyka – przyjął je do pracy i dał schronienie. Gdy po paru miesiącach zaczęły krążyć pogłoski o żydowskim pochodzeniu sióstr, Rylski znalazł dla nich bezpieczne lokum w Zgromadzeniu Sióstr Albertynek. Z pomocą przełożonej zakonu s. Vity Józefy Pawłowskiej siostry doczekały tam końca okupacji. Dzięki wspomnieniom Pauli Popowski z d. Kornblum Instytut Jad Waszem podjął decyzję o odznaczeniu wszystkich wybawców tytułem Sprawiedliwych.

KM