Nie ma Profesora

Nie umiem pisać takich wspomnień.

Że odszedł człowiek, którego szanowaliśmy. Kilka zdań o jego zasługach, a na koniec wyrazy współczucia dla rodziny i przyjaciół.

No i dodać żydowskie „Niech Jego dusza związana zostanie w węzeł życia wiecznego”.
Zupełnie nie potrafię o Profesorze tak napisać.

Pamiętam Go obrazami.

Przemówienie w Jerozolimie, jako ukoronowanie bardzo męczącego pierwszego dnia rządowej delegacji. Zamykały się mi oczy, a Profesor z werwą wszedł na mównicę – i jakoś już mi się nie chciało spać – to był chyba pierwszy raz gdy miałem okazję Go posłuchać.

Odpowiedź na pytanie, czy zrobił wszystko, by ratować Żydów przed Zagładą.
Nie – bo dowodem na to, że więcej by zrobić nie mógł, byłaby śmierć w trakcie wykonywania tej misji.

I słowa, które w ustach kogoś innego brzmiałyby absolutnie niewiarygodnie – w jego były oczywistością nie do zakwestionowania.

Niezwykła umiejętność przekonywania do zrobienia rzeczy, których normalnie by się nie zrobiło. Zupełnie nie wiem jak, ale nakłonił mnie do dęcia w szofar na styczniowym mrozie podczas rocznicy wyzwolenia Auschwitz. I nie potrafiłem mu odmówić – a tremę miałem niemałą.

Powtarzanie, że warto być przyzwoitym – bo to procentuje. I kiedy to mówił, jakoś dało się w to wierzyć.

I na koniec cytat, który przytaczałem wielokrotnie:
„Współpracuję z każdym, kto przejawia choćby cień dobrej woli. Wódkę piję z przyjaciółmi”.
Chciałbym móc wierzyć, że jedynym powodem dla którego nigdy nie wychyliliśmy razem kieliszka, był Pański chroniczny brak czasu.

Piotr Kadlčík