Pięć zeszytów z łódzkiego getta

To nie jest pochwała bohaterstwa Żydów, to nie jest również opis walki narodu z wszechogarniającym go złem. To nie jest książka, która pocieszy i podniesie na duchu tych, którzy szukają śladów zaciętej, aktywnej walki ze złem. To książka, która z każdym kolejnym wpisem Dawida wciąga czytelnika w otchłań beznadziei, brudu, głodu i chorób. W świat bez kolorów, światła, bez smaków i zapachów – tak jakby nagle zabrano nam połowę zmysłów, wyostrzając nasz wzrok.

SierakowiakDzienniki

Coraz bardziej rozszerzonymi oczami pochłaniamy obraz życia w getcie – życia, które z naszym łączy tylko nazwa, prosty rzeczownik „życie”. Dzienniki Dawida niczym zacięty film pokazują te same sceny: praca, brak szkoły, wysiedlenie, racje żywnościowe wydane, choroba, praca, racje żywnościowe zmniejszone, zimno, głód… jednak za każdym razem sceny widziane oczyma Dawida przeżywamy z inną intensywnością. Tak jak on na początku zachowanych Dzienników cieszymy się latem 1939 roku, i tak samo słabniemy z nim każdej kolejnej wojennej zimy.

Dzienniki pokazują czym było getto – jak w ekstremalnej przestrzeni i czasie zachowywali się ludzie, głębokie rozwarstwienie grup społecznych, przeżycie uzależnione od tego kogo i jak dobrze znasz. Elektryczne, niemal namacalne, napięcie w całym getcie przy jakichkolwiek informacjach z zewnątrz, stałe przeliczanie racji żywnościowych na wagę, sztuki, cenę, dzień, osobę, życie….

Każdy kolejny wpis pozwala na odnalezienie mnóstwa informacji, ale przede wszystkim uzmysławia nam dlaczego Żydzi w ogromnej większości nie walczyli czynnie, a powstanie w getcie warszawskim było jedną z nielicznych prób. Praktycznie całkowite odcięcie od świata zewnętrznego oraz wiara, że to co ich spotyka jest sytuacją przejściową – byle do wiosny, byle do kolejnej porcji żywności, przecież to się skończy, przecież mówią, że już niedługo, osłabienie oraz chęć przetrwania to czynniki, które skłoniły takich ludzi jak Dawid to zachowania biernej postawy. Absurd i niemożność zakwalifikowania sytuacji, w której się znaleźli do żadnych znanych standardów potęgował tylko wiarę, że już gorzej być nie może i że przede wszystkim to się musi skończyć.

Całkowite osłabienie organizmu ciężką pracą, chorobami, niedostatecznym wyżywieniem odbierało siły na cokolwiek innego niż nadzieję, nadzieję że jeszcze jeden dzień, tydzień i wojna się skończy….

Dzienniki trzeba przeczytać co najmniej raz. Trzeba dać się wciągnąć w otchłań getta i zniknąć w niej jak Dawid, umierać po trochu, jakby na raty z każdym jego wpisem.

Dawid Sierakowiak „Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta”, Wydawnictwo Marginesy

Katarzyna Kramarczyk