Sklep w synagodze? A może meczet?

Jarosław Zatorski, Eleonora Bergman, Krzysztof Bielawski, Monika Krawczyk, Grzegorz Buczek.

„Czy pozwoliłbyś na przekształcenie starej, opuszczonej synagogi w meczet lub cerkiew, po to, by ratować zabytkowy budynek?” – takie pytanie usłyszeli 4 listopada uczestnicy debaty na temat dawnych synagog znajdujących się w miejscowościach gdzie nie ma już społeczności żydowskiej.

Przed wojną w Polsce mieszkało ok. 3,5 mln Żydów skupionych w licznych gminach żydowskich. Budowali oni synagogi, zakładali cmentarze. Te miejsca przetrwały, chociaż ludzie, którzy się tam modlili zostali zamordowani. Pozostało pytanie – co zrobić z tymi obiektami? Jak je zagospodarować skoro nie będą już służyć społeczności żydowskiej?

– To zależy od zainteresowania samorządów, co z tym chcą zrobić – uważa architekt Grzegorz Buczek. – Są samorządy, które źle traktują dziedzictwo narodowe w ogólności, nie tylko żydowskie. Te miejsca powinny istnieć i świadczyć o naszym dziedzictwie kulturowym. Jeżeli obiekt był znaczący, to powinien mieć i dziś znacząca funkcję. W Kazimierzu Dolnym w synagodze było kino. Jakoś odczuwałem niestosowność tej sytuacji. A przecież kino to jeszcze nie był zły los.

Wyjątkowość synagogi dla judaizmu polega na znajdujących się w niej zwojach Tory. Gdy ich zabraknie jest to zwykły budynek, który może być sprzedany i przeznaczony na inny cel. Z drugiej strony w wielu miejscowościach jest to jedyna rzecz jaka pozostała po zgładzonych społecznościach żydowskich.

– Nie możemy przejść obojętnie obok miejsca uświęconego modlitwami ludzi, którzy tam byli i przeżywali ważne wydarzenia – podkreśla Monika Krawczyk, dyrektor generalna Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.

– Patrzymy na dziedzictwo jako na świadectwo i zastanawiamy się, jak je zachować – mówi Eleonora Bergman z Żydowskiego Instytutu Historycznego. – Jeżeli społeczności żydowskiej zależy na zachowaniu dziedzictwa, to powinna być partnerem w tych projektach. Mnie brakuje takiego partnerstwa ze strony gmin żydowskich.

– Dla mnie partnerstwo ma o wiele szerszy wymiar – zapewnia były burmistrz Chmielnika, Jarosław Zatorski. – Ważne było przekonanie mieszkańców, że mamy nadal trwałe związki z osobami mającymi korzenie w Chmielniku, a mieszkającymi obecnie za granicą. Przyjazd tych ludzi przekonał mieszkańców. To mi pomogło. Trzeba mieć wiele odwagi, by taki projekt rozpocząć dziś w małym polskim mieście. Bez wsparcia szeregu instytucji nie da się tego efektu osiągnąć.

Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego działa w najmniejszych polskich miejscowościach. – Brak partnerstwa wynika z tego, że my jako społeczeństwo mamy nieprzerobiony temat stosunków polsko-żydowskich – zaznacza Monika Krawczyk. – Musimy dojść do świadomości, że ci Żydzi byli pełnoprawnymi obywatelami, którzy przyczyniali się do rozwoju tych miejscowości. Temat partnerstwa jest trudny, bo są samorządy, które dążą do zniszczenia śladów kultury żydowskiej. Przykładem jest cmentarz w Białymstoku.

Są obiekty, na których zagospodarowanie nie ma pomysłu. W Ziębicach FODŻ wyremontowała dach, ale budynek stoi pusty. Czy zarząd Fundacji zgodziłby się na jego zagospodarowanie, gdyby ktoś zechciał tam urządzić supermarket? Jak podkreśla Monika Krawczyk, remont to jedno, ale utrzymanie takiego budynku niesie ze sobą kolejne koszty. Jej zdaniem konieczna jest interwencja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. – Dobrze jest mówić o wielokulturowości, ale proszę spojrzeć na pulę środków przeznaczonych na ochronę zabytków. Mniejszości wyznaniowe otrzymały z niej niewiele. Apeluję w związku z tym, by powołać zespół, który zajmie się tą sprawą w skali krajowej.

– Żaden urzędnik w ministerstwie niczego nie wymyśli – twierdzi Eleonora Bergman. – Nasze spotkanie to pierwsza publiczna rozmowa na ten temat i to też o czymś świadczy. Jeżeli w miastach ludzie nie będą myśleć: „Ten zabytek jest NASZ”, to nie wyobrażam sobie kolejnych remontów, czy utrzymywania tych budynków.

Na zakończenie spotkania, prowadzący debatę Krzysztof Bielawski z Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, zapytał publiczność, czy zgodziłaby się na przeznaczenie dawnej synagogi na meczet, celem ochrony budynku i jego zagospodarowania. Nie wszyscy chcieli odpowiedzieć na to pytanie, ale zdecydowane tak wyraziła wicedyrektor Muzeum, Jolanta Gumula.

Dyskusja była jednym z wydarzeń towarzyszących wystawie „Wojciech Wilczyk: (nie)widzialne / (in)visible”. Wystawę można oglądać od 23 października 2015 r. do 4 stycznia 2016 r. w godzinach otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.