Żydowska śmierć w Polsce

fot. „Never forget to lie„

Historia polskich Żydów rozpoczęła się tysiąc lat temu i trwa do dzisiaj. O tym, jak należy o niej pamiętać, o roli jaką w tej pamięci pełni Muzeum Historii Żydów Polskich oraz o byciu Żydem rozmawiam z Marianem Marzyńskim, uratowanym jako dziecko z warszawskiego getta, wybitnym reżyserem filmowym, emigrantem marcowym, mieszkającym w Stanach Zjednoczonych.

Czy Pańskie filmy związane z historią żydowską są dla Pana formą upamiętnienia?

Nie lubię słowa „upamiętnienie”. To słowo z repertuaru PiS. Jest różnica między słowami „pamięć” i „upamiętnienie”. To drugie jest z leksykonu instytucjonalnego, kryje się za nim polityczny cel. Dla mnie „pamięć zbiorowa” jest niebezpieczna.

A jaka pamięć jest ważna?

Indywidualna, pamięć jednego człowieka, która może być zupełnie inna niż pamięć drugiego człowieka. Każdy Żyd przeżywał inaczej Holokaust. Trzeba zbierać jak najwięcej indywidualnej pamięci. W momencie, kiedy ocaleni przestaną żyć, a ja jestem jednym z tych, pamięć może trafić do niebezpiecznych rąk. Ktokolwiek ją będzie oprawiał i montował, będzie chciał coś osiągnąć.

Jak zachować tę indywidualną pamięć?

Są książki, filmy. Ja sam zrobiłem kilka. Nie ma co robić analiz podłości i dobroci Polaków czy Niemców, którzy też mieli swoje odruchy. Niektórzy uważają, że każda podłość – jeśli znajdziesz przypadek dobroci – w jakimś sensie się równoważy. Matematyczne podejście do wartości moralnych jest bez sensu. Należy ujawniać każdą pamięć – i bohaterów, i ludzi podłych, którzy wydawali Żydów. Można robić też muzea na ten temat. Tylko że muzeum, szczególnie gdy stoi za tym państwo i politycy, jest w niebezpieczeństwie ucieczki do tak zwanej zbiorowej pamięci.

Jak Pan ocenia Muzeum Historii Żydów Polskich?

Jestem bardzo zadowolony, że to muzeum istnieje, że powstał jakiś dom żydowski, który można wypełnić historią.

A wystawa stała?

Chciano tam zmieścić wszystko, co się wydarzyło w historii Żydów, ale jednocześnie skorygować stereotypowe pojęcia Polaka-antysemity poprzez pokazanie, że Żydzi w Polsce byli mile widzianymi gośćmi. Przynajmniej dopóki nie zaczęli umierać. W tej ekspozycji jest błąd montażowy. Polega on na tym, że przydział przestrzeni dla poszczególnych części wystawy nie służy wyrażeniu tego, że antysemityzm, ksenofobia i rasizm niszczące mniejszości narodowe nigdy nie powinny się powtórzyć. Tylko w pierwszej części historycznej są mocne środki wyrazu – król Kazimierz na pół ściany, makiety miast, marionetki Żydów, które fruwają przez ekran.

Mówi się, że jest to muzeum życia.

Wszyscy wiedzą o życiu Żydów. Czy Polacy nie wiedzą, że Żydzi byli tu przez tysiąc lat? Że budzili się rano, myli zęby, szli do pracy? To życie należy udokumentować, ale nacisk tego muzeum na polską gościnność, szczególnie w czasie pierwszych ośmiu wieków, jest niewiarygodny. Przyjmowanie Żydów do Polski w XIII, XIV, XV wieku, kiedy nie było społeczności polskiej i zależało to od woli jednego czy drugiego magnata, zostało przedstawione przy użyciu wspaniałych środkach muzealnych, a przecież prawdziwy temat Żydów polskich rozpoczyna się na początku XX wieku. To, co jest wcześniej jest ważne, ale to tylko prolog. Na początku XX wieku zaczynają się formować wspólnoty żydowskie, Polska staje się siedzibą największej diaspory światowej, ale im więcej sukcesów odnoszą Żydzi w Polsce i Niemczech, tym większy rodzi się antysemityzm.

Zazdrość?

Oczywiście, ale muzeum powinno pokazać cały ten mechanizm. Są fragmenty wystawy, które pokazują jak okropny był antysemityzm. W jednym kąciku zebrano przykłady antyżydowskiej literatury – artykuły pisane przez księdza Trzeciaka, wycinki z gazet o konieczności wygnania Żydów itp. W porównaniu z poprzednimi okresami historycznymi, gdzie wszystko jest ogromne, tego trzeba szukać, bo wycinki są małe. Kiedy już je znajdziesz, na górze zobaczysz, że zwieńcza je pasek z napisem: „Proszę wskazać takiego, który w najbardziej antysemickiej wypowiedzi nie znajdzie ziarnka prawdy”. Jest to cytat z redaktora Gazety Żydowskiej. Oczywiście, on to powiedział, ale w jakimś kontekście. A Ty czytasz antysemicką literaturę, jesteś wściekła, po czym podnosisz głowę do góry i widzisz, że trudno nie znaleźć ziarnka prawdy w antysemityzmie…

Brakuje w tym montażu ciągłości wątku antysemickiego; gdy odwiedzający dochodzi do galerii poświęconej Holokaustowi, dostaje obuchem w głowę. Ta galeria zupełnie zmienia mu nastrój, podczas gdy w dobrze zrobionym muzeum on powinien być do tego przygotowany.

Z punktu widzenia polskiego istotne jest pokazanie, że ten zabił, a tamten nie. Z mojego punktu widzenia istotne jest, że nastąpiła śmierć w kraju, który nazywa się Polska. Kiedy ja oglądałem muzeum, po wyjściu z wystawy, na elektronicznym ekranie wyświetlano pytania do zwiedzających. Jedno z nich brzmiało: „Czy po obejrzeniu wystawy myślisz, że Polska była lub jest krajem antysemickim?” To jest okropne pytanie, pokazujące ukryty zamiar tego muzeum.

To tylko rządom zależy na tym, żeby ustalić czy jest antysemityzm, czy go nie ma. Prawda jest taka, że jednocześnie jest i go nie ma. Rola muzeum polega nie na tym, żeby udowodnić brak antysemityzmu, bo nie można udowodnić czegoś, czego nie ma. Rolą muzeum powinno być pokazanie, że on jest. To powinna być właśnie ta puenta muzeum – „Nigdy więcej”. Zamiast tego ma powstać wrażenie, że Polska jest wspaniałym krajem, bo zrobiła takie dobre muzeum, wydając „na Żydów” miliony dolarów. To miejsce mówi: „Zobaczcie jacy jesteśmy dla nich dobrzy, ile dla nich zrobiliśmy.” To muzeum jest dla pokrzepienia polskich serc.

Żydzi mieszkający poza Polską nie chcieli tego muzeum?

Ja chciałem, ale ja nie jestem typowym Żydem. Nie jestem religijny, nie mam koncepcji zbiorowej pamięci. Chciałem, ale wiedziałem, że to nie jest muzeum dla mnie, ani dla żadnego Żyda. Nie buduje się cmentarza w miejscu, gdzie nikt na cmentarz nie przychodzi. Tak samo nie buduje się muzeum w miejscu, gdzie zginęli ludzie i nie ma ich rodzin. Dlatego szeroko poparto budowę muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i innych miastach amerykańskich.

Wróćmy do wystawy.

Na końcu, w części opowiadającej o czasach powojennych muzeum sypie się zupełnie. Kiedy trzeba mówić o skomplikowanych sprawach życia Żydów po wojnie, o komunizmie to muzeum zupełnie nie wie, co z tym robić. Cudzoziemcy z tego nic nie rozumieją, Polacy prawdopodobnie coś pojmują. Fatalną decyzją było to, by Żydów nie łączyć z komunizmem, bo oni po wojnie byli komunistami.

To jest rezultat przetargów o pamięć zbiorową. Nikt się nie kłóci o Kazimierza, o Mieszka, o pierwsze osiem wieków. To są bezsporne fakty. Jak się zaczynają problemy, to ludzie zaczynają mieć swoje własne interesy w upamiętnianiu. Strzeż się upamiętniania!

Dzisiaj, 70 lat po wojnie, powinniśmy uniwersalizować doświadczenie żydowskie tak, żeby ono rzeczywiście działało, a nie rozliczać interesy grup politycznych.

Na pewno to muzeum nie będzie tworzyło nowych antysemitów. Ale czy będzie przestrzegało przed antysemityzmem? Nie jestem pewien.

Czy dzisiaj w Polsce antysemityzm jest problemem?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo nie mieszkam w Polsce. W ciągu dwóch tygodni pobytu w Polsce nie widziałem żadnej gwiazdy Dawida na szubienicy. Ale widziałem znak Polski walczącej z napisem „pomścimy Smoleńsk”. Jeżeli widzę takie graffiti, to wyobrażam sobie, że w pewnym momencie Żydzi wystąpią w jakimś innym repertuarze. Nie wiem jakim. Nie jest to z pewnością polityka państwa polskiego. Na szczęście. Ja oczekuję, żeby mnie – jako Żyda – traktowano tak, jak wszystkich innych. Ani nie gorzej, ani nie lepiej.

A co to znaczy być Żydem?

Żydów wyróżnia antysemityzm. To świat nam mówi, że jesteśmy Żydami i nie mamy wyjścia. Musimy nimi być. Jesteśmy Żydami z mianowania innych ludzi. Mój ojciec studiował na politechnice. Chciał siedzieć w ławce, ale nie mógł. Musiał stać. Bo był Żydem. Wyobrażasz sobie, że syn kogoś takiego nie będzie się czuł Żydem? To dla mnie znaczy być Żydem.

Katarzyna Markusz



About the Author

Katarzyna Markusz

Dziennikarka od 2001 roku, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.