Kontrowersje wokół publikacji „Mein Kampf”

Dziś do sprzedaży weszła nowa edycja książki Adolfa Hitlera „Mein Kampf”. Jest ona opatrzona kilkusetstronicowym krytycznym komentarzem. Mimo to, publikacja budzi kontrowersje, a niektórzy przeciwko niej protestują.

Do tej pory prawa autorskie do „Mein Kampf” należały do Bawarii, miejsca ostatniego oficjalnego zameldowania Hitlera. 31 grudnia 2015 prawa te wygasły. Prace nad nową edycją książki trwały przez trzy lata. Naukowcy z Instytutu Historii Współczesnej w Monachium przygotowali dwutomową wersję publikacji. Projekt zyskał aprobatę m.in. Dana Michmana z Instytutu Jad Waszem.

Książka kosztuje 59 EURO i z tego powodu księgarze nie wróżą jej miana bestselleru.

„Najlepiej byłoby zostawić ‚Mein Kampf’ tam, gdzie jej miejsce – w zatrutym gabinecie historii” – powiedział przewodniczący Światowego Kongresu Żydów, Ronald Lauder.

Historycy podkreślają, że publikacja takiej wersji książki przyczyni się do zdjęcia aury mistycyzmu z „Mein Kampf”.

Przeciwko publikacji nie miał nic Joseph Schuster, przewodniczący niemieckich Żydów, który zwrócił się do władz o zablokowanie możliwości publikacji tej książki bez historycznego komentarza.

Charlotte Knobloch, przewodnicząca gminy żydowskiej w Monachium, uważa, że to wydanie jest „policzkiem wymierzonym ocalonym z Holokaustu”.

Berliński rabin Yehuda Teichtal nie zgadza się, by o książce mówiono w szkołach. Jego zdaniem będzie to stanowić dla uczniów większą szkodę niż „wątpliwą korzyść z uczenia o tym, jak o przestrodze przed ekstremizmem”.

Niemiecka minister edukacji, Johanna Wanka, nie zgadza się z tym poglądem. Jej zdaniem teraz dużo mówi się o „Mein Kampf” i lepiej, żeby z dziećmi rozmawiał o tym nauczyciel, niż miałyby poznawać szczegóły z podejrzanych źródeł.

Niektórzy historycy mówią, że „Mein Kampf” jest po prostu nudna i słabo napisana.

– Zastanawiam się nad atmosferą lęku wokół tej książki – mówi Piotr Kadlcik. – „Mein Kampf” było wielokrotnie publikowane, w tym po polsku. Czyżbyśmy aż tak bardzo obawiali się bełkotu leżącego w nieznanym grobie szaleńca? Czy rzeczywiście jego publikacja stanowi zagrożenie dla naszego świata? Bo jeżeli tak, to mamy większy powód do niepokoju niż publikacja w wersji papierowej czegoś, co i tak jest dostępne w Internecie.