Pamięć o Marcu’68 (galeria)

Ta, która została, Gołda Tencer, wspomnieniem o swoich bliskich rozpoczęła spotkanie w rocznicę Marca ’68, które odbyło się dziś na Dworcu Gdańskim. Przyszli ci, którzy pamiętają jak z tego miejsca odjeżdżały pociągi; przyszli ci, którzy wtedy w tych pociągach siedzieli; przyszli ci, którzy chcą o tym nie zapomnieć.

– Robimy to dla pamięci naszego pokolenia, dla pamięci naszych rodziców, którzy 23 lata po wojnie musieli znowu pakować walizki i wyjeżdżać – mówi Gołda Tencer. – To jest moja osobista tragedia: tych, którzy zostali i tych, którzy wyjechali. Chciałabym, aby mówiono o tym w szkołach. Gdy dziś pytamy o pokolenie Marca, to młodzież nie wie o co chodzi.

Dworzec Gdański jest symbolem wszystkich dworców, z których wyjeżdżali Żydzi. Brat Gołdy Tencer wyjechał do Szwecji. Polskę opuściło też wielu jej przyjaciół. – Można było odebrać nam obywatelstwo, ale nie przyjaźnie. Spotykamy się co kilka lat w Izraelu, gdzie na plaży przy trzydziestostopniowym upale śpiewamy „Płonie ognisko w lesie”.

Elżbieta Karpińska mieszka w Grenoble. Z Polski wyjechała 3 stycznia 1969. – Miałam wtedy 22 lata i wydawało mi się, że nigdy do tego państwa nie powrócę. To jedno z największych wydarzeń w moim życiu. W pociągu płakałam od wyjazdu z Dworca Gdańskiego do granicy. To zmieniło całe nasze życie. W Izraelu wszystko było dla mnie dziwne, zaskakujące. Trzeba było nauczyć się języka.

Ojciec pani Elżbiety przeżył wojnę, ukrywając się w Warszawie. – Osoba, która ukrywała ojca i w 1968 już nie wychodziła z domu, powiedziała: „Panie Emilu, jeżeli będzie trzeba, to ja pana znów przechowam” – wspomina pani Elżbieta. W tym momencie rodzina zdecydowała o wyjeździe.

Michał Sobelman wyjechał z Sosnowca w czerwcu 1969. – Wyjechałem z bólem serca, ponieważ te dwa lata, od czerwca 1967, były najtrudniejsze w moim życiu. Zawsze byłem Polakiem, ale tutaj moją polskość poddano w bardzo poważną wątpliwość. Właśnie tutaj, dzisiaj, w 48 rocznicę, myślę o tych, których już nie ma. O naszych rodzicach i dziadkach, którzy wyjechali stąd z wielkim bólem i nigdy nie dane było im wrócić. Myślę, że warto o nich pamiętać, gdy mamy już nową Polskę, młodych ludzi, a Żydzi znów stali się „modni” po tych ciężkich latach.

– Ta uroczystość jest ważna dla mnie jako Polaka, jako historyka, bo napisałem książkę o kampanii antyżydowskiej 1968, i oczywiście jako dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich – mówi prof. Dariusz Stola. – Po 1968 aż do końca lat 80. wiele osób było przekonanych, że to jest koniec historii polskich Żydów. Kiedy zdecydowałem się pisać mój doktorat o stosunkach polsko-żydowskich, to sądziłem, że piszę posłowie, że ta historia się skończyła. Ale jest inaczej. Na naszej wystawie ostatnie eksponaty nie są z 1968, czy 1969, ale sprzed roku lub dwóch. Sądzę, że dziś pokolenie moje i młodsze odpowiada za to, co z tą pamięcią zrobimy. Możemy robić rzeczy dobre lub złe. Jedną z dobrych są takie spotkania, jak to dzisiejsze.