„Byliśmy tylko dobrymi Niemcami”

Zapytany kiedyś przez studentów o to, dlaczego Niemcy zamordowali Żydów, Raul Hilberg odpowiedział: „Bo chcieli”. Chcieli i mogli. Tak samo jak chcieli i mogli po wojnie o tym zapomnieć, żyć dalej – niektórzy całkiem nieźle – oraz mieć pretensje do Polaków, że tak długo idzie im zapominanie o tych sprawach.

Ale dlaczego akurat Niemcy? Dlaczego żaden inny naród nie wpadł na pomysł eksterminacji drugiego narodu tylko z powodu samego jego istnienia? Co w Niemcach jest takiego, że byli zdolni to wymyślić i przeprowadzić? Wyróżniają się czymś nadzwyczajnym? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć niektórzy historycy zajmujący się Zagładą oraz socjologowie. Ich teorie omawia Yehuda Bauer w książce „Przemyśleć Zagładę”.

„W naszych szkołach ciągle uczymy na przykład o Napoleonie i w jaki sposób wygrał bitwę pod Austerlitz. Czy zwyciężył sam? Może ktoś mu w tym pomógł? Może kilka tysięcy żołnierzy?” – mówił Bauer w swoim przemówieniu w Bundestagu 27 stycznia 1998. Tak samo jak Napoleonowi, Hitlerowi również towarzyszyli wierni żołnierze. Wykonywali oni rozkazy, wierzyli w swoje zwycięstwo, podążali za ideologią, która spełniała ich oczekiwania o wielkości narodu. Hitler nie była sam. Stał przy nim cały naród, który wybrał go swoim kanclerzem, czyniąc tym samym wodzem, za którym poszła Rzesza. Niemcy chcieli Hitlera, bo chcieli odzyskać, utraconą w wyniku I wojny światowej, potęgę. Sami wierzyli w to, że są wyjątkowi, że zasługują na więcej i zamierzali sprawić, by reszta świata też w to uwierzyła.

„Najstraszniejszą rzeczą związaną z Szoa nie jest fakt, że naziści byli nieludzcy; najokropniejszą rzeczą jest to, że w istocie byli ludźmi, takimi samymi ludźmi, jak państwo i ja” – mówił Bauer. To samo mówiła Hannah Arendt, obserwująca proces Eichmanna w Jerozolimie. Banalność zła oznaczała dla niej to, że mordercą może stać się każdy, komu stworzy się odpowiednie warunki. Nie wiem, czy Bauer zgodziłby się z Arendt. On jednak uważa, że Niemcy nie byli (nie są?) tacy jak inne narody. Cywilizowany naród, którego przedstawiciele tworzyli znakomitą literaturę, muzykę i sztukę, stworzył również obozy zagłady, fabryki śmierci. I nie czuł z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Skoro odbywało się to w ramach powiększenia przestrzeni życiowej dla rasy panów, to było to uzasadnione. Jakże niewielu Niemców odważyło się wówczas protestować.

„Ponieważ większość ludzi nie jest Niemcami, wielu skłania się do myślenia, że cokolwiek się wydarzyło, nigdy nie będzie mogło zostać powtórzone przez kogokolwiek innego, i że to mogło się wydarzyć jedynie w Niemczech. Jest to odwrócony rasizm” – podkreśla Bauer. Wiemy, że ludobójstwa dopuszczali się nie tylko Niemcy. Nie wiemy jednak, co sprawiło, że to właśnie oni, spośród tylu innych narodów europejskich, dokonali Zagłady. Dlaczego byli do niej zdolni? Dlaczego nie protestowali, gdy z sąsiednich domów „znikali” Żydzi, wywożeni w wagonach na Wschód? Tak im odpowiadały zwolnione stanowiska w zakładach pracy, na uczelniach? Tak wygodnie im było w opuszczonych przez Żydów mieszkaniach? Tak dobrze spało się na ich łóżkach, pod ich pierzynami? I nie śniło się wtedy tym porządnym Niemcom nic złego?

Co zdaniem Bauera wyróżnia Zagładę spośród innych ludobójstw? To, że jej podstawa ideologiczna była wytworem czystej fantazji. Wcześniej i później mordercy zabijali swe ofiary w walce o władzę, wpływy, ziemię. Niemcy zabijali Żydów, bo wierzyli w ich światowy spisek, w jedność wszystkich Żydów, do której ci nie byli zdolni ani wówczas ani teraz. Niemieccy Żydzi byli przecież oddanymi obywatelami swego kraju, za który walczyli i w którym chcieli żyć do końca. Ci, którzy zmuszeni zostali do wyjazdu, już zawsze tęsknili za utraconą ojczyzną.

A Niemcy? Oni po wojnie przeszli do porządku dziennego nad wszystkim, co się wydarzyło. Oficerowie SS zostali uniewinnieni i żyli dalej. Dzięki reporterowi Krzysztofowi Kąkolewskiemu wiemy, że niektórzy żyli całkiem nieźle. Mieszkali w pięknych domach, pracowali lub oddawali się przyjemnościom życia, byli szanowanymi obywatelami, chronionymi przez swoje rodziny, znajomych i współpracowników. Kąkolewski odwiedził ich w latach 70. Swoje rozmowy z nimi opublikował w książce „Co u pana słychać?”. I spotkał się z krytyką w PRL. Niektórzy, nie rozumiejąc wymowy tych wywiadów, zarzucali mu, że gloryfikuje nazistów, że oczyszcza ich z wojennych win. Inni nie mogli mu wybaczyć, że jednemu z rozmówców podał rękę. To, że później długo mył ją w hotelowej łazience, nie miało już znaczenia. To, że pokazał obłudę Niemiec, fałsz skruchy, również nie zostało docenione. „Panowie myślą, że byliśmy zbrodniarzami, a my byliśmy tylko dobrymi Niemcami” – wyznaje Kąkolewskiemu generał Konrad Mayer. „My tylko wykonywaliśmy rozkazy” – tłumaczyli inni podczas powojennych procesów.

Taka „dobra Niemka” występuje też w powieści „Góra Tajget” Anny Dziewit-Meller. Gertruda Luben jest postacią fikcyjną, lecz zbudowaną z prawdziwych życiorysów. W czasie wojny, jako lekarka, prowadziła eksperymenty na dzieciach. Większość z nich zmarła. Albo raczej została zamordowana, bo podawano im leki, które miały do tego doprowadzić. Obserwowano, jak będą reagować. Niemieckie dzieci, które były chore lub ułomne, oddawano doktor Luben – czasami wbrew woli rodziny – by przestały być rysą niszczącą idealny obraz rasy aryjskich panów. Do doktor Luben też przychodzi dziennikarzy, by zapytać, co u niej słychać. „Pytał o nas – dziś porządnych, uczciwych mieszczan, Niemców budujących potęgę Republiki Federalnej. Jesteśmy dziś ludźmi ważnymi, adwokatami, profesorami, dyrektorami, jest nawet jeden poseł do Bundestagu (…). W końcu każdy z nas był niewinny, takie zapadły wyroki, sąd przecież nie może się mylić” – podkreśla doktor Luben.

Hans Fleischhacker zmarł 24 lata temu. Był antropologiem i SS-Obersturmführerem. Przyjechał do Auschwitz-Birkenau w 1942 by wybrać 115 więźniów, którzy mieli stać się eksponatami w muzeum rasy w Strasburgu. Kąkolewskiemu powiedział: „Sąd przekonał się, że nic nie wiedziałem. Opieram się na wyroku sądu. Byłoby nielojalnością wobec sądu jeszcze raz udowadniać przed kimkolwiek swoją niewinność.”

Katarzyna Markusz

Yehuda Bauer „Przemyśleć Zagładę”, wyd. Żydowski Instytut Historyczny 2016
Krzysztof Kąkolewski „Co u pana słychać?”, wyd. Czytelnik 1975
Anna Dziewit-Meller „Góra Tajget”, wyd. Wielka Litera 2016



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka od 2001 roku, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.