“Aktorzy Żydowscy” w Teatrze Żydowskim

Zdjęcie ze strony Teatru Żydowskiego, fot. Magdalena Hueckel

Aktorzy Żydowscy, to kolejny po Dybuku i  Śmierci Pięknych Saren przykład otwarcia nowego rozdziału w życiu Teatru Żydowskiego w Warszawie.

Widz pierwotnie ma wrażenie, że będzie miał do czynienia z modnym ostatnio teatrem dosłownym. Ascetyczne dekoracje, dokumentalna narracja kierowana z wyczuciem przez Jerzego Walczaka, jako swego rodzaju mistrza ceremonii.

Nie chcąc dalej relacjonować sztuki, ograniczę się do stwierdzenia, że dosyć szybko inaczej sztukę będzie postrzegał polski Żyd, dla którego żydostwo jest oczywistością, inaczej neofita, a jeszcze inaczej widz, który chciał obejrzeć kolejną wersję Snu o Goldfadenie.

I ten ostatni srodze się rozczaruje.

Bo „aktorzy żydowscy”, niekoniecznie żydowscy, a czasem „żydowscy przez zasiedzenie” dyskutują z widzem o swoim funkcjonowaniu, jak to wielokrotnie powtarza dyrektor Gołda Tencer „w jednej rodzinie”. A że czasem patologicznej czy dysfunkcyjnej to już zupełnie inna sprawa. I oni o tym wiedzą.

Jest wiele o rozterkach „aktora żydowskiego” – bo w międzyczasie widz zdaje sobie sprawę z tego, że “aktor żydowski” podobnie “aktor dramatyczny” czy “komediowy”, jest kolejnym rodzajem aktora . Ze swoimi wątpliwościami czy jego aktorstwo ma wyrażać “tradycję i rytuał” nazywany czasem w środowisku polskich Żydów żydowską cepelią, czy też poszukiwać nowych form wyrazu z Tewje Mleczarzem, który dla odmiany miałaby być kobietą.

Spora dawka kpiny i autoironii skrywającej często lęki -i te odległe, rodzinne i te dzisiejsze — które doprowadziły do stania się “aktorem żydowskim”. Ku własnemu zaskoczeniu, również poza sceną.

Muszę przyznać, że nie jestem wielbicielem Teatru Żydowskiego w wersji “rytuału i kultury”. “Żydowscy aktorzy” pewnie też nie do końca, ale brawurowa scena przeglądu gry aktorskiej Nieobecnych-Kamińskiej, Rotbauma, Szwejlicha, Szurmieja czy Bergera to hołd silnej więzi z przeszłością. To świadomość uczestniczenia w dziedzictwie, wykraczającym poza “kulturę i rytuał”. Czy im się to podoba, czy też nie.

I pewnie dlatego jak parafrazując Jerzego Walczaka w mniejszości trzeba się urodzić tak i do stania się “aktorem żydowskim” trzeba dojść.

A wygląda, że warto- tak jak warto zobaczyć kolejną sztukę na nowej ścieżce Teatru Żydowskiego.

Reżyseria:
Anna Smolar
Scenariusz i dramaturgia:
Michał Buszewicz
Scenografia i kostiumy:
Anna Met
Muzyka na żywo:
Dominika Korzeniecka
Scena na Piętrze

Piotr Kadlčík