„Tak się kończy żydowska Warszawa. Budują nam wielki wieżowiec”

– Trudno tu przywrócić pamięć, bo zmienił się układ ulic i sposób funkcjonowania tego miejsca – mówiła o miejscu po Wielkiej Synagodze na Tłomackiem Jana Fuchs podczas spotkania w Żydowskim Instytucie Historycznym związanego z promocją książki „Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku”.

– Historia Wielkiej Synagogi nie jest upamiętniona w przestrzeni miejskiej – uważa Jana Fuchs. – Na tyłach Błękitnego Wieżowca jest tablica, ale można ją zobaczyć dopiero, jak się jej dobrze poszuka.

JanaFuchs3

– W Warszawie było wiele synagog – przypomina Eleonora Bergman z ŻIH. – Tę budowali ludzie, którzy nie chcieli mieć wiele wspólnego z pozostałymi Żydami. Byli najbardziej wyemancypowani, spolonizowani, świadomi tego, co działo się w świecie sztuki, w europejskich przestrzeniach miejskich. Synagoga stała się ekskluzywną. Odbywały się w niej nabożeństwa związane ze świętami państwowymi. Była ważna, ale i omijana przez większość warszawskich Żydów.

– Kluczowym elementem eliminacji pamięci było zbudowanie Błękitnego Wieżowca – zauważa Ryszard Burek z ŻIH.

Pomysł wieżowca po raz pierwszy pojawił się w latach 50. Okazało się, że są duże problemy konstrukcyjne. W 1968 zatrzymano prace, by wzmocnić konstrukcję budynku. Bernard Mark w swoim dzienniku pisał wtedy: „Tak się kończy żydowska Warszawa. Budują nam wielki wieżowiec”.

Zdaniem Eleonory Bergman synagoga nie może zostać odbudowana, bo nie miałby kto do niej chodzić. – Ten wieżowiec się zdekapitalizuje i coś na jego miejscu powstanie, ale trzeba dążyć do symbolicznego pokazania tego, co tu było wcześniej. Nie zabraknie wyobraźni.