Najważniejsze jest odczarowanie milczenia – wręczenie Nagrody im. Hirszowiczów

Wręczenie Nagrody w 2016 r. fot. Żydowski Instytut Historyczny

W piątek wieczorem w siedzibie Żydowskiego Instytutu Historycznego odbyła się uroczystość wręczenia Nagród im. Marii i Łukasza Hirszowiczów. – Jury co roku ma ogromny dylemat, ponieważ pojawia się wiele wybitnych propozycji – powiedziała przewodnicząca komisji, prof. Barbara Engelking.

W tym roku nagrody otrzymali:
– w kategorii działań społecznych Jacek Proszyk z Bielska Białej;
– Małgorzata Domagalska za książkę „Zatrute ziarno. Proza antysemicka na łamach »Roli« w latach 1883–1912”;
– Piotr Osęka za książkę “My, ludzie z marca”;
– za całokształt twórczości artystycznej Mirosław Bałka.

– To książka, w której widać przygotowanie filologiczne autorki – mówiła o „Zatrutym ziarnie” prof. Grażyna Borkowska. – Szukając korzeni antysemityzmu, odwołujemy się do wielkich konstrukcji, a rzadziej do stereotypów, które mają własne obszary ekspresji. Dzięki tej książce lepiej rozumiemy stereotypy na temat Żydów. Autorka bada sferę literacką, literaturę popularną, a także poszerza własny język, którym chciałaby to zjawisko opisywać. Pokazuje, że te stereotypy mogą odżywać z nową siłą.

Małgorzata Domagalska badania naukowe, których efektem jest „Zatrute ziarno” prowadziła przez dziesięć lat. – To dla mnie wielkie wyróżnienie, że ta książka została zauważona – przyznaje. – Badania były trudne. „Rola” wychodziła przez trzydzieści lat. Pojawiała się w niej również proza, na którą ludzie czekali, jak dziś na seriale. Tam również zasiewano ziarno antysemityzmu.

– Piotr Osęka pamięta mnie z egzaminu wstępnego na studia. Ja go nie pamiętam, ale widocznie nie zapisał się źle, skoro się dostał – przyznaje prof. Marcin Kula. – Przyjemnie jest, gdy nagrodę dostaje człowiek, który nieprzypadkowo interesuje się tą tematyką. Wokół Marca tworzy się pewna polemika historyczna. Niektórzy usiłują pomniejszyć znaczenie tamtych wydarzeń. Osęka nie idzie w kierunku polityki historycznej, która jest dziś lansowana. Na polu polskiej historiografii jego książka jest w jakimś stopniu nowością metodologiczną, ponieważ opiera się na wywiadach. Nasi historycy rzadko z tego korzystają.

– Ta książka jest wynikiem tego, czego nauczyłem się od prof. Kuli – zapewnia Piotr Osęka. – Chodzi o to, by przekraczać granice metodologiczne, by szukać, by się nie bać. Ta praca jest o bardzo polskim wydarzeniu, które idzie przez polską historię i wzbudza KOR, wzbudza Solidarność.

Bogaty i ciekawy życiorys Jacka Proszyka przedstawiła prof. Barbara Engelking. – Zaczynał od zdewastowanego cmentarza żydowskiego w Skoczowie. Od 1998 r. współpracuje z Gminą Wyznaniową Żydowską w Bielsku Białej. Przeprowadził inwentaryzację cmentarzy w wielu miejscowościach. Kierował wykopaliskami na terenie zburzonej synagogi w Oświęcimiu. Jest świeckim mistrzem ceremonii służącym na pogrzebach na cmentarzu żydowskim.

Rodzinę Jacka Proszyka zna dobrze Jan Jagielski. – Cieszę się, że gmina żydowska w Bielsku i jej przewodnicząca, Dorota Wiewióra, mają takiego Jacka. Kiedy na jednym z żydowskich cmentarzy władze chciały zbudować fabrykę, on doprowadził do tego, że stanął tam piękny pomnik upamiętniający społeczność żydowską.

– Dla mnie to historia relacji – mówił o swojej pracy Jacek Proszyk. – Dziwiłem się, że o historii Żydów się nie mówi. Odkrywanie tej tajemnicy doprowadziło do tego, że zacząłem spotykać ludzi, dla których było to istotne. Odczarowanie milczenia dla mnie było i jest najważniejsze.

Mirosław Bałka spędził dzieciństwo w Otwocku. W jego domu nie mówiło się o Żydach i Zagładzie. – Przedwojenną rzeczywistość Otwocka odkrył dopiero po studiach – mówi Anda Rottenberg. – Dzieła Bałki odnoszą się do jednostkowego, ludzkiego cierpienia. Dotykają aspektów zbrodniczej machiny ludobójstwa. Cieszę się, że żydowska społeczność Warszawy wyróżniła tego artystę.

– W czasach młodości chodziłem do dentystki – wspomina sam Mirosław Bałka. – Jej gabinet znajdował się przy ulicy Kościelnej w Otwocku. Nie wiedziałem wtedy, że do 1942 r. był to do rodziny Perechodników. Nie wiedziałem też, że ta sama dentystka leczyła Calela Perechodnika. Nie znałem historii otwockich Żydów. Nie rozmawiało się o tym ani w szkole, ani w domu. Od 1989 r. następuje powolny proces rozszczelniania tego tabu. Również w tym procesie uczestniczę.

Tego wieczoru w hallu Żydowskiego Instytutu Historycznego zapłonęły tradycyjne szabatowe świecie, zmówiono błogosławieństwo i dzielono się chałą. Przy kieliszku wina laureaci nagrody, jurorzy oraz przedstawiciele żydowskich organizacji rozmawiali o historii i przyszłości.