Historia polskich Żydów pisała się w jidysz

Czterdzieści osób z Polski, Australii, Czech, Egiptu, USA, Niemiec, Szwecji, Danii, Izraela, Kanady, Węgier, Ukrainy, Wielkiej Brytanii przyjechało na trzy tygodnie do Warszawy, by uczyć się jidysz. Dla jednych jest to okazja do doskonalenia języka przodków, dla innych szansa na rozwój naukowy, dla wszystkich – czas spędzony w gronie pasjonatów.

Regina Gromacka jest pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego. Uczy hebrajskiego, tłumaczy i redaguje książki, bierze udział w projektach naukowych. Jidysz uczyła się trzydzieści lat temu. Czyta w tym języku, ale nie mówi. Dlatego zapisała się na Międzynarodowe Seminarium Języka i Kultury Jidysz, które w Centrum Kultury Jidysz przy ul. Andersa odbywa się już po raz czternasty. – Ciekawa byłam, jak mówią nauczyciele i uczniowie – przyznaje. – Ponieważ mamy dużo ćwiczeń, ten język wraca do mnie. Chętnie zapiszę się na kurs również w przyszłym roku.
Jidysz przyda jej się w codziennej pracy, bo w hebrajskim jest sporo zapożyczeń z tego języka. – W Polsce jest to język praktycznie martwy, używany niemal wyłącznie w kręgach akademickich i wśród badaczy – mówi Regina Gromacka. – Dla nas, ludzi zajmujących się tematyką żydowską, jest ważny, bo w tym języku powstawała niegdyś bogata literatura i prasa. Historia polskich Żydów pisała się w jidysz. Każda osoba, która się tą historią interesuje, natyka się na ogrom materiałów spisanych w jidysz. Niestety, mam wrażenie, że wielu polskich badaczy nie zna ani hebrajskiego, ani jidysz, co sprawia, że bazują głównie na materiałach pisanych po polsku i angielsku.

Magdalena Matłoka jest doktorantką na Uniwersytecie Jagiellońskim. W swojej pracy naukowej zajmuje się migracjami żydowskimi do Stanów Zjednoczonych. Uznała, że jidysz jest niezbędny do właściwego prowadzenia badań. Na swoje pierwsze seminarium zapisała się w 2012 r. Naukę języka kontynuowała w Wilnie, Tel Awiwie i Nowym Jorku. – Umiejętność czytania źródeł spisanych w jidysz jest mi niezbędną do prowadzenia rzetelnych badań – wyjaśnia. Z czasem, nauka języka żydowskiego, zwłaszcza w jego mówionej postaci, nabrała dla mnie bardzo osobistego znaczenia. Obecnie stanowi ona pewną formę pielęgnowania pamięci o dziejach wschodnioeuropejskich Żydów. Głęboko ubolewam, iż w dzisiejszej Polsce przeciętny człowiek rzadko zdaje sobie sprawę z tego jak wielki wkład w rozwój polskiej kultury miały jidyszowa literatura czy scena teatralna.

Winson Chu jest historykiem Uniwersytetu Wisconsin. Zajmuje się Łodzią w XX wieku. Napisał na ten temat już kilka publikacji. Teraz pracuje nad kolejną, do której znajomość jidysz jest mu niezbędna. Na warszawskim seminarium rozpoczął naukę języka od podstaw. – Pisałem o mniejszości niemieckiej w Polsce w okresie międzywojennym – mówi. – Interesuję się stosunkami między Żydami, Polakami, a Niemcami. Do moich badań potrzebuje umiejętności czytania gazet żydowskich. Jidysz dziś jest bardzo ważny, by poznać pełną historię tamtego okresu.

Dziadkowie Rebecki Yacobovich pochodzą z Warszawy. Dziadek mieszkał przy ul. Wałowej, a babcia na Pradze. Przeżyli wojnę, po której przyjechali do Warszawy. Stąd, przez Francję, wyjechali do Australii. Do Polski nie chcieli już wracać. W tym roku Rebecca przyjechała tu po raz pierwszy. Odnalazła adres, pod którym mieszkał dziadek. Dziś stoi tam nowy budynek, który z historią jej rodziny niewiele ma wspólnego. Rebecca ma 28 lat i w jidysz mówi od dzieciństwa. To język jej dziadków i matki. W Warszawie chce nauczyć się go jeszcze lepiej. – Uczę jidysz w szkole Szolema Alejchema w Melbourne. Do naszej placówki uczęszcza 200 dzieci. Dodatkowo 150 uczymy w przedszkolu. Wszystkie mówią w jidysz.

– Przed wojną Warszawa była jednym z najważniejszych centrów Jidyszlandu. To tutaj znajdują się ślady miejsc, smaków, widoków, dźwięków opisanych w literaturze, znanych z historii, wspomnień. Ale tę przestrzeń trzeba rozpoznać, bo nie jest ona łatwo dostępna. Warszawa jest natomiast przestrzenią trudną, bolesną, wielowarstwową, ale właśnie dlatego nauka jidysz w tym miejscu, na Muranowie, to szczególne doświadczenie – mówi wykładowczyni jidysz, dr Karolina Szymaniak. – Dzięki jidysz można w tak skomplikowanej przestrzeni „zobaczyć” więcej. Bez nostalgii. Choć dla niektórych to też nostalgiczna podróż. Oprócz zajęć słuchacze chodzą też na spacery, np. po Pradze i Muranowie, odwiedzają muzeum Polin i Żydowski Instytut Historyczny, poznają również współczesna kulturę żydowską. W trakcie seminarium prowadzimy wykłady i zajęcia w jidysz, żyjemy tym językiem. A jidysz otwiera dostęp do kultury wschodnioeuropejskich Żydów. Dla naszych studentów jidysz jest ważny z różnych powodów. To m.in. doświadczanie historii na nowo lub narzędzie pracy. Są tacy, którzy odkrywają swoje żydowskie korzenie i tacy, których ciekawi literatura i muzyka. Pojawiają się artyści, którzy chcą szlifować swoje umiejętności. Nauka jidysz to z jednej strony zanurzenie w historii, szansa na przywrócenie pamięci o ważnym elemencie historii i kultury tego miejsca. Jidysz jest też językiem ważnym dla żydowskiej współczesności. Jidyszowe dziedzictwo zinterpretowane na nowo ma, jak sądzę, wciąż jej wiele do zaproponowania..

Jidysz jest również ważny dla Gołdy Tencer, założycielki Fundacji Shalom i organizatorki Seminarium. – Jidysz to ‘mame loszn’, czyli język matki – podkreśla Gołda Tencer. – W tym języku powstały wielkie dzieła literatury. My kultywujemy tradycję naszych przodków, przekazując ją dalej, następnym pokoleniom, które będą mogły poznawać bogatą jidyszową kulturę. Jidysz był również językiem tych, którzy zginęli w czasie wojny. Nie możemy pozwolić sobie, by o nich zapomnieć i by zapomnieć o tym, co po sobie zostawili. Na naszym seminarium ten język żyje na warsztatach, wykładach, zajęciach teatralnych, ćwiczeniach konwersacyjnych oraz podczas uroczystych Szabatów. Przywracamy go Warszawie.

14. Międzynarodowe Seminarium Języka i Kultury Jidysz odbywa się w Centrum Kultury Jidysz, Warszawa, ul. Andersa 15 od 27 czerwca do 15 lipca. Organizatorem seminarium jest Fundacja Shalom.