„Ujść z życiem”

Kielce, fot. Julia Pirotte

75 lat temu,10 lipca 1941 roku w Jedwabnem sąsiad przestał być po prostu sąsiadem.

„Żydów trzymano w upale od godziny jedenastej rano do wieczora. Wybrano czterdziestu ludzi, którzy zostali wysłani na cmentarz, gdzie zmuszono ich do wykopania dołów, w których miano zakopać ich żywcem. Na rynku goje postawili na desce pomnik Lenina i zmusili Żydów, by go nieśli i śpiewali bolszewickie pieśni. Położyli duży kamień na głowie rabbiego Awigdora B. i zmusili go, by niósł go po całym rynku. Goje złapali córkę Judki N., Gidele, odcięli jej głowę i bawili się nią niczym piłką.Nim zapadła noc, mężczyzna nazwiskiem W. przyszedł i wydał na wszystkich Żydów wyrok śmierci poprzez spalenie na stosie. (…) Goje, z bronią i nożami w rękach, bili i zabijali na prawo i lewo, aż wreszcie, po pokonaniu wszystkich, wepchnęli Żydów do stodoły Sz., która znajdowała się blisko cmentarza. Wtedy oblali benzyną stodołę i podpalili ją. Z miejsca, w którym ukrywaliśmy się, słyszeliśmy krzyki i lamenty ludzi, którzy cierpieli przed śmiercią” – z relacji Ryfki F., mieszkanki Jedwabnego (Akta śledztwa S1/00/Zn ws. spalenia osób narodowości żydowskiej 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, IPN Białystok).

Nie minie pięć lat i w lipcu, w Kielcach znów przestanie być tylko sąsiadem. Julia Pirotte zrobiła zdjęcia tego, co zostało z uratowanego dopiero co życia, bo pogrom wydarzył się ledwie osiemnaście miesięcy po wyzwoleniu Auschwitz-Birkenau. Zabandażowane głowy tych,którym udało się ujść z życiem.Ciała zabitych położone na chłodnej, kamiennej posadzce.

„Ujść z życiem”, czyli uciec z nim tam, gdzie jeszcze może się toczyć, bo już nie tu, bo tu toczy się głowa Gidele, córki Judki.

Magdalena Kicińska