“Dawcy cichej śmierci”

fot. Żydowski Instytut Historyczny

W 1923 roku Towarzystwo Popierania Szkoły Pielęgniarstwa założyło przy Szpitalu Starozakonnych na Czystem przy ulicy Dworskiej 17 Szkołę Pielęgniarstwa, a jej pierwszą dyrektorką została Amelia Greenwald. Kurs trwał 2 lata i 4 miesiące, a po jego ukończeniu absolwentki, jak wspomina Luba Blum-Bielicka, otrzymywały: znaczek-broszkę z napisem „Szkoła Pielęgniarstwa przy Szpitalu Starozakonnych”, książki jako symbol wiedzy, lampkę Florence Nightingale – symbol miłości bliźniego i wieniec jako laur zwycięstwa.

Na początku okupacji, Szkoła Pielęgniarstwa nie była nękana przez Niemców, a jej mury, stały się azylem spokojnej pracy i nauki. Natomiast po utworzeniu getta, placówka nadal funkcjonowała, co ważne, jako jedyna legalnie działająca żydowska szkoła. Od 15 stycznia 1941 roku szkoła musiała znaleźć na terenie getta, dlatego zmieniła lokalizację, zajmując gmach Ubezpieczalni Społecznej przy Mariańskiej 34.

Uczennice odbywały praktyki na oddziale chirurgicznym (Leszno 1) i oddziale zakaźnym (Stawki 6/8) Szpitala Starozakonnych oraz w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów (Śliska 51) i Stacji Opieki nad Matką i Dzieckiem, a także w punktach dla uchodźców. W związku z różnymi lokalizacjami praktyk, uczennice często można było spotkać na szarych i brudnych ulicach getta, na których wyróżniały się różowymi sukienkami, białymi fartuchami i czepkami.

Od 6 sierpnia, już w czasie trwającej likwidacji getta, Szkołą Pielęgniarstwa przeniosła się do sześciopokojowego mieszkania przy ul. Gęsiej 33.

Uczennice Szkoły Pielęgniarstwa tak zapamiętał z tego czasu Marek Edelman: Przy Umschlagplatzu mieściło się ambulatorium. Pracowały w nim uczennice szkoły pielęgniarskiej – była to zresztą jedyna szkoła w getcie. (…) Żeby wyciągnąć człowieka z Umschlagplatzu trzeba było udowodnić Niemcom, że jest naprawdę chory. Chorych odsyłano karetkami do domu: Niemcy do ostatnich chwil podtrzymywali w ludziach przekonanie, że jadą tymi wagonami do pracy, a pracować może tylko zdrowy człowiek. Więc dziewczęta z ambulatorium, te pielęgniarki, łamały nogi ludziom, których należało ratować. Opierały nogę o drewniany klocek, a drugim klockiem uderzały, wszystko w swoich lśniących fartuszkach wzorowych uczennic.

Tegoroczny, piąty już, Marsz Pamięci 22 Lipca w sposób szczególny organizatorzy dedykują lekarzom i personelowi medycznemu, wszystkim niosącym pomoc potrzebującym w czasach „nadludzkiej medycyny”. Żydowski Instytut Historyczny chce upamiętnić pracowników służby zdrowia getta, którzy do końca pozostali przy swoich pacjentach, a kiedy nie było już dla nich nadziei, stali się dla nich „dawcami cichej śmierci”.