Szef SodaStream krytykuje Netanjahu

SodaStream do niedawna zatrudniała 500 Palestyńczyków w swojej firmie na Zachodnim Brzegu. Po przeniesieniu placówki na pustynię Negew nie zatrudnia żadnego z nich. Daniel Birnbaum, szef SodaStream, uważa, że nie ma to nic wspólnego z ruchem BDS, ale za to wiele wspólnego z działaniami premiera. Biuro Netanjahu zaprzecza.

SodaStream wytwarza urządzenia do domowej produkcji napojów gazowanych o różnych smakach. O firmie zrobiło się głośno, gdy zaczęła ją reklamować Scarlett Johansson. Aktorka została zaatakowana przez aktywistów ruchu BDS, którego celem jest bojkotowanie Izraela i wytwarzanych tam produktów. Późniejsze zamknięcie fabryki SodaStream na Zachodnim Brzegu również wiązano z działaniami BDS. Teraz szef firmy, Daniel Birnbaum, dementuje te informacje.

W fabryce na Zachodnim Brzegu pracowało 500 Palestyńczyków oraz 700 Izraelczyków i Arabów z Izraela. Przeniesienie zakładu jest – zdaniem Birnbauma – wykorzystywane przez Netanjahu do tworzenia fałszywej narracji pokazującej, że tam, gdzie Izraelczycy starają się pomóc w rozwoju Palestyńczykom, palestyńskie przywództwo i ruch BDS czynią te starania niemożliwymi.

Birnbaum podkreśla, że zmiana lokalizacji fabryki z Zachodniego Brzegu do miejscowości Lehavim na pustyni Negew w 2014 związana była z potrzebą posiadania większej powierzchni produkcyjnej. SodaStream chciała pozostawić 350 z 500 palestyńskich pracowników, ale otrzymała pozwolenie na zatrudnienie jedynie 120. Później tę liczbę zmniejszono do 74, a od lutego i te pozwolenia na pracę zostały cofnięte.

SodaStream zatrudnia obecnie 500 Beduinów, ale nie może zatrudnić żadnego z palestyńskich pracowników. Wielu z nich pracowało w firmie od samego początku, czyli od sześciu lat i – jak mówi Birnbaum – było ambasadorami Izraela.

Szef SodaStream w wywiadzie udzielonym Times of Israel nazywa Netanjahu “premierem konfliktu”. “Palestyńczycy, którzy u nas pracowali, byli namacalnym dowodem na to, że Izrael nie jest krajem apartheidu” – podkreśla Birnbaum. “Bibi wciąż sieje nienawiść między Żydami a Arabami, między ortodoksami a świeckimi.”

Biuro premiera odpiera te zarzuty i widzi sprawę zupełnie inaczej. Zdaniem urzędników do zmiany lokalizacji fabryki doszło rzeczywiście w wyniku presji ze strony ruchu BDS. W momencie, kiedy SodaStream przeniosła się do Izraela, musiała podporządkować się prawom pracy tam obowiązującym. Przedsiębiorstwa znajdujące się poza Zieloną Linią, nie mają limitów w zatrudnianiu Palestyńczyków. W samym Izraelu, z powodu walki z bezrobociem, priorytet w zatrudnieniu mają Izraelczycy. Szefostwo fabryki miało tego pełną świadomość.

Biuro premiera poszło na rękę SodaStream i pozwoliło redukować liczbę palestyńskich pracowników stopniowo, by przenosiny fabryki odbyły się bez większych komplikacji. “Premier chciał pomóc, chociaż wcale nie musiał” – podkreśla urzędnik biura Benjamina Netanjahu cytowany przez Times of Israel.

Birnbaum zapewnia, że nie ma żadnych ambicji politycznych, jest prawicowcem oraz kiedyś sam głosował na Netanjahu.