„Wciąż trzeba walczyć o prawa kobiet”

Jolanta Mickute, fot. Muzeum Polin

We władzach warszawskiej gminy żydowskiej zasiadają dziś kobiety, ale przed wojną było to nie do pomyślenia. O kobietach, syjonistkach, emancypacji, równouprawnieniu oraz współpracy (a raczej jej braku) między Żydówkami a nie-Żydówkami rozmawiamy z dr Jolantą Mickute, która w Muzeum Polin i Żydowskim Instytucie Historycznym prowadzi badania nad projektem „Nowoczesne, syjonistyczne, feministyczne: polityka kulturowa, etniczna i gender w międzywojennej Polsce, 1918-1939”.

Co to znaczy być kobietą w świecie żydowskim w 20-leciu międzywojennym?

Kobieta w tym okresie próbuje być bardziej nowoczesna. Reaguje ona na wielkie zmiany społeczne, ekonomiczne i polityczne w społeczeństwie żydowskim oraz polskim. Jest przecież częścią nie tylko gminy żydowskiej, ale też państwa polskiego. Na przykład, w 1918 roku kobiety w Polsce dostają prawo do głosowania – również Żydówki i kobiety innych mniejszości.

Warto pamiętać, że Polska międzywojenna to duże państwo z cesarską spuścizną habsburską (Kraków i Lwów, kresy zachodnie, teraz Ukraina) oraz rosyjską (kresy wschodnie, częścią których była Wileńszczyzna, obecnie Litwa). Społeczeństwo Drugiej Rzeczpospolitej jest bardzo zróżnicowane, ale pojawiają się silne ruchy narodowe, które nie chcą różnorodności i dążą do określenia tożsamości narodowej przez jedną grupę, jeden język i jedną wiarę. Według takiej, coraz bardziej wpływowej myśli narodowej dwudziestego wieku, Polak powinien być katolikiem, mówiącym po polsku. Dla polskich Żydów nie ma miejsca w takim rozumieniu narodu polskiego.

Dla ówczesnych kobiet znaczenie miała również emancypacja, której poziom był różny w zależności od regionu. Na przykład gmina żydowska w Wilnie była bardziej otwarta, postępowa, ponieważ znajdowała się pod dużym wpływem ruchów lewicowych, była bliżej w sprawach społecznych eksperymentującego Związku Radzieckiego. W Warszawie za to sytuacja była odwrotna – kobieta nie miała szans zasiąść we władzach gminy żydowskiej, chociaż mogła kandydować do Rady Miasta lub Sejmu.

I rzeczywiście kobiety startowały w tych wyborach?

Tak. Jedną z najbardziej znanych działaczek była syjonistka Róża Melcerowa, posłanka na Sejm pierwszej kadencji. W gminie warszawskiej mogłaby ewentualnie konsultować sprawy dotyczące dzieci, osób starszych czy działalności charytatywnej. Ale ogólnie mówiąc, tam nie miałaby znaczącego głosu.

Na początku XX wieku okazało się, że nowoczesne kobiety chcą brać udział w życiu politycznym. I to wywołało panikę zarówno w społeczności żydowskiej, jak i polskiej.

Mężczyźni nie chcieli kobiet w polityce?

Nie wszyscy chcieli. Jednym z powodów tej niechęci były przekonania dotyczące kwestii zdrowotnych. Uważano, że branie udziału w przestrzeni publicznej wywołuje u kobiet histerię oraz inne choroby zarówno psychiczne i fizyczne. Myślenie takie brało się stąd, że po pracy zawodowej, społecznie zaangażowanej kobiety wracały do domu zmęczone, nie miały siły sprzątać, gotować, zajmować się domem, dziećmi, mężem czyli ojcem oraz rodziną—tym, co było uważane za ich obowiązki. Mężczyźni mieli też inne argumenty, powołując się z jednej strony na to, co mówiła ówczesna nauka, a z drugiej na normy społeczne dotyczące ról płciowych.

Dlaczego kobiety nie były równe mężczyznom i jaką rolę odgrywała w tym religia?

Kobieta miała bardzo jasno określoną rolę w domu jako matka i żona. Jej miejsce było w przestrzeni prywatnej, domowej. W żadnej z ksiąg religijnych kobiety nie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Są wyjątki, naturalnie, ale one są właśnie wyjątkami. Kobieta, kiedy dojrzeje, powinna najpierw wyjść za mąż, a później zostać matką. Jeśli tego nie robiła, była odrzucana przez swoich – tak w społeczności żydowskiej, jak i katolickiej czy muzułmańskiej.

Co spowodowało, że ta sytuacja zaczęła się zmieniać?

Pod koniec XIX wieku większość ludzi – nie tylko najbogatsi i wykształceni – próbowała brać udział w polityce, bo stała się ona dostępna dla mas. Również sytuacja geopolityczna zmienia się po I wojnie światowej. Pojawiają się państwa, które są demokracjami. Jeszcze nie całkiem wiadomo, jak ten system ma działać, więc jest dużo odważnych eksperymentów. Dlatego kobiety w Polsce w 1918 mają już zarówno czynne, jak i bierne prawo wyborcze. Ale mimo takich formalnych osiągnięć, ani kulturowo, ani społecznie Europa Wschodnia nie jest gotowa na pojawienie się kobiet w polityce.

Społeczeństwo nie było gotowe na kobiety w przestrzeni publicznej?

Nie. Nawet dzisiaj w Polsce macie problem z feminizmem, a co dopiero sto lat temu, kiedy ludzie nie byli gotowi na to, że kobieta wychodzi z domu, pali papierosy, nosi spodnie i obcina włosy na krótko. I jeszcze robi to wszystko bez towarzystwa swojej czujnej mamy czyli opiekunki. Bo ,,prawdziwa kobieta” powinna była być grzeczna, miła, silna duchem i odpowiadać za moralność swoją i narodu. Jej zadaniem było wychować dzieci, które staną się częścią narodu. Miała być Matką-Polką.

I Matką-Żydówką.

Tak. Emancypacja Żydówek polegała też na tym, że zaczęły mówić po polsku. Chodziły do polskich szkół państwowych, które były darmowe, gdzie integrowały się z resztą społeczeństwa; czytały literaturę polską. Do chederu czy jesziwy nie wpuszczało ich społeczeństwo żydowskie, więc kształciły się gdzie indziej.

Czym różnił się syjonizm w 20-leciu międzywojennym od obecnego i czy wciąż jest potrzebny?

Wtedy był bardziej otwarty. Na przykład, każda kobieta, która chciała dołączyć się do ruchu syjonistycznego, była mile widziana. Teraz syjonizm jest bardziej podzielony i radykalny. Dziś jako ruch syjonizm nie istnieje w Polsce ze względu na niewielką ilość Żydów. Funkcjonuje w Izraelu – całe państwo izraelskie zostało zbudowane na ideologii syjonistycznej. Stał się on częścią izraelskiej tożsamości.

Musimy również pamiętać, że na początku dwudziestego wieku syjoniści jeszcze nie wiedzieli, czy będą się wyprowadzać na Madagaskar, do Ugandy, czy może jednak do Erec Israel. Nawet Teodor Herzl proponował wówczas różne możliwości. Dziś Izrael ma politycznie niestabilnych, agresywnych sąsiadów, tak współczesny syjonizm odzwierciedla tę geopolityczną sytuację.

Kiedy już żydowskie kobiety wyszły z domów, to w jaką stronę się kierowały? Jakie miały poglądy?

Kobiety religijne mogły pójść do Agudat Israel, która była partią ultraortodoksji. Ogromną zmianą było już samo to, że religijni Żydzi weszli w politykę. Obawiali się, że ci niereligijni będą publicznie reprezentować jedynie siebie. A nie chcieli być lekceważeni. Kobiety mogły należeć do Agudy, ale miały tu tradycyjne role.

W ruchach lewicowych, np. w Poalej Cyjon, kobiety miały więcej możliwości. Brały udział w polityce, jeździły do gospodarstw rolnych do Grochowa i innych miejscowości, by przygotować się do wyjazdu do Erec Israel. Chodziły na odczyty, wydarzenia społeczno-kulturalne, uroczystości organizowane przez różne partie, startowały w wyborach do gmin, rad miast i Sejmu.

Nie wszystkie kobiety były zdecydowane, do którego ruchu się przyłączyć. Wstępowały do zabronionych wówczas partii komunistycznych, przechodziły później do Bundu lub ugrupowań syjonistycznych. Biedniejsze kobiety najczęściej wybierały ruchy lewicowe, ze wskazaniem na bundyzm. Kobiety z klasy średniej skłaniały się ku syjonizmowi politycznemu. Nie znalazłam zbyt wielu źródeł mówiących o miejscu kobiet w ruchu prawicowym pod kierownictwem Włodzimierza Żabotyńskiego.

A kto wybierał komunizm?

Na początku wiele kobiet, raczej biedniejszych. Wśród Żydów było wtedy dużo biedy. W Europie Wschodniej istnieje mit żydowskiego bogactwa, ale dokumenty z tamtego czasu są pełne opisów ubóstwa, pokazują wielką biedę większości Żydów polskich.

Do partii komunistycznej, zakazanej wówczas , zgłaszały się też kobiety z klas średnich. Pociągała je tajemniczość i ważności organizacji, chciały poczuć dreszczyk emocji, należeć do jakiejś wspólnoty. Później najczęściej następowało rozczarowanie i zmiana partii. Te zmiany w szeregach pokolenia młodych kobiet były częste, co dla mnie było zaskoczeniem.

Ale mit żydokomuny przetrwał.

Tak, bo część Żydów była komunistami i obsadzili oni niemałą część czołowych stanowisk. Ale odsetek Polaków lub, na przykład, Litwinów wśród komunistów (bo mit żydokomuny też istnieje na Litwie) był znacznie większy. Większość społeczności żydowskiej była przecież tradycyjna. Skierowanie się w stronę komunizmu wiązało się bezpośrednio z odrzuceniem judaizmu, określającego tożsamość żydowską. To tak, jakby powiedzieć „już nie jestem Żydem”. Takich ludzi nie było wielu.

Czy Żydówki, które zaczęły działać w przestrzeni publicznej w jakikolwiek sposób współpracowały z nie-Żydówkami?

Bardzo rzadko. To mnie zaskoczyło, bo myślałam, że kobiety będą działać ponad podziałami. Okazuje się, że jednak nie. Syjonistki próbowały, pisały listy, próbowały wejść w kontakt, ale nie doczekały się wzajemności.

Dlaczego?

Społeczeństwo polskie nie traktowało Żydówek jako części swojego społeczeństwa. To byli Inni, ,,nieswoi”. Mało kto myślał nadal hasłami dziewiętnastego wieku – „Za wolność naszą i waszą!”, to znaczy ,,Za Polskę naszą i waszą”.

Czy dzisiaj kobietom potrzebna jest rewolucja, czy też ona się już dokonała i wszystko jest w porządku?

Kobiety mają jeszcze dużo do zrobienia w Polsce w kwestii swoich praw. Nie mają tutaj takich praw, jakie są chociażby na Litwie, z której pochodzę. W Polsce kobiety nie mają podstawowego prawa do swojego ciała, nie mogą przeprowadzić aborcji, która na Litwie – jak również w innych krajach Europy Wschodniej – jest legalna.

Rozmawiała Katarzyna Markusz

Wykład dr Jolanty Mickutė – “Women’s Zionism in Interwar Poland: What Is It and Where Does It Come from?” – w ramach Festiwalu Warszawa Singera odbędzie się 31 sierpnia o godz. 17.00 w Menora InfoPunkt, wejście przez Charlotte Menora, Plac Grzybowski 2. Wykład poświęcony będzie Żydówkom angażującym się w ruch syjonistyczny w międzywojennej Polsce. Litewska badaczka podejmie się próby odpowiedzenia na pytanie, dlaczego kobiety interesowały się syjonizmem i jaką rolę pełnił feminizm w ich działalności politycznej. Wykład w języku angielskim. Impreza towarzysząca Festiwalu zorganizowana we współpracy z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Pobyt badawczy POLIN jest realizowany przez Muzeum POLIN we współpracy z Żydowskim Instytutem Historycznym w ramach Global Education Outreach Program. Projekt jest realizowany dzięki wsparciu finansowemu Taube Foundation for Jewish Life & Culture i William K. Bowes, Jr. Foundation oraz Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce.



About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka od 2001 roku, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów, prowadząca badania dotyczące społeczności żydowskiej w Sokołowie Podlaskim. Redaktor naczelna Jewish.pl.