Palestyna polską bramą na Bliski Wschód

W dwudziestoleciu międzywojennym Polacy wspierali żydowską emigrację do Palestyny, chcąc nie tylko rozwiązać własne problemy ekonomiczne, ale nawiązać nowe kontakty handlowe i zdobyć rynki Bliskiego Wschodu. Kiedy Żydzi eksportowali pomarańcze, Polacy zaczęli sprzedać im skrzynki, w które mogli je pakować.

Początek książki Jerzego Łazora, wydaje niedawno przez Instytut Pamięci Narodowej, przywodzi na myśl (choć w znacznie łagodniejszej formie) „Siódmy milion” Toma Segeva. Żydzi musieli opuścić Europę. Nie chciały ich Niemcy, nie chciała ich Polska. Nie wszystkich chcieli też mieszkający w brytyjskim mandacie Palestyny syjoniści. Ubodzy Żydzi niemal nie mieli szans na opuszczenie pogrążającego się w antysemickim mroku starego kontynentu. Bogatym było znacznie łatwiej, chociaż Europa nie pozwalała im zabrać ze sobą całego majątku, a za jego przesłanie pobierała odpowiednie opłaty. W ten sposób III Rzesza stała się jednym z istotnych partnerów handlowych Palestyny i tworzącego się tam państwa żydowskiego.

PalestynaIPN2

Polacy mieli nadzieję, że polscy Żydzi z sentymentu będą chcieli robić interesy ze starym krajem i kupować w Palestynie polskie towary. Te plany się nie sprawdziły, chociaż sentyment do Polski był w wielu rodzinach silny. I taki pozostaje często do dzisiaj, bo to polscy Żydzi stawiali w domach w grudniu, kryjąc się przed sąsiadami, choinki, na których połyskiwały sznury lampek. Nie robili tego, bo chcieli obchodzić katolickie święta. Skądże znowu! Choinka była elementem kultury kraju, w którym się wychowali. Była mostem łączącym ich z przeszłością, nawet jeśli nie była ona do końca pozytywna. Ta tradycja w niektórych domach trwa do dzisiaj, a po przyjeździe rosyjskich Żydów do Izraela, stała się jakby mniej wstydliwa.

Książka Łazora to publikacja o ekonomii, handlu i gospodarce. Trudny temat? Ale za to jak bardzo dynamiczny. W międzywojennych relacjach polsko-palestyńskich tak wiele się działo i zmieniało, że nie zawsze można za tym swobodnie nadążyć. Ciekawym wątkiem jest nielegalny handel bronią, któremu oficjalnie wszyscy się sprzeciwiali, a nieoficjalnie wszyscy (łącznie z Brytyjczykami) wiedzieli, że jest to konieczne i Żydzi muszą posiadać jakieś uzbrojenie.

Oczywiście, Arabowie byli przeciwni. Nie tylko zbrojeniu Żydów, ale przede wszystkim ich samemu pobytowi w Palestynie. Chcieli mieć to miejsce tylko dla siebie. Stąd wybuchy powstań arabskich, zamieszki i niebezpieczne sytuacje, utrudniające jakiekolwiek kontakty zagraniczne. Polakom nie udało się nawiązać relacji gospodarczych z Arabami i przez to Palestyna nie stała się wymarzoną bramą na rynki Bliskiego Wschodu. Polski handel z palestyńskimi Żydami był nie tyle opłacalny pod względem finansowym, co raczej politycznym i prestiżowym. Polacy chcieli widzieć jak najwięcej Żydów w brytyjskim mandacie nie dlatego że tak im na nich zależało, ale dlatego że przede wszystkim chcieli się ich pozbyć z własnego kraju, targanego efektami kryzysu ekonomicznego.

Polska nie była idealnym kontrahentem. W momencie wybuchu wojny wciąż posiadała zamrożone u siebie wypłaty za przesłane towary. Jedna z palestyńskich firm zwróciła się nawet w tej sprawie do rządu emigracyjnego z prośbą o interwencję. Rzecz jasna, nic z tego nie wyszło i niezapłacone rachunki trzeba było spisać na straty.

Jerzy Łazor „Brama na Bliski Wschód. Polsko-palestyńskie stosunki gospodarcze w okresie międzywojennym”, wyd. IPN